Sprawa dywidendy PZU od kilku dni istotnie wpływała na notowania naszego złotego. - Napięcie narastało, na rynku mówiło się o kilku miliardach złotych, które zostałyby wymienione na euro, o tym że transakcja zostanie przeprowadzona ekspresowo - relacjonuje Michał Karewicz, analityk Citi Handlowego.
Inwestorzy wyprzedawali złotego - spadek wartości złotego dodatkowo wspierała większa niechęć do ryzyka, która nasiliła się wśród inwestorów po publikacji gorszych danych z amerykańskiego rynku
pracy. W ciągu ostatnich kilku dni
kurs euro wzrósł o ponad 10 gr. W piątek przed południem za euro płacono 4,29 zł.
Szczegóły informacji o wypłacie dywidendy z PZU uspokoiły jednak nastroje. Przede wszystkim okazało się, że kwota należna Eureko będzie mniejsza od oczekiwań. Po drugie, rozliczenie ma nastąpić do końca listopada. Minister skarbu zapewnił, że cały proces wymiany ma przebiec tak, by był bezpieczny dla rynków. A przedstawiciel Eureko wyjawił, że jego firma zabezpieczyła sobie na rynku kurs wymiany na poziomie 4,20 za euro.
W efekcie wczesnym popołudniem euro było po 4,24 zł.
- Osłabienie złotego nie jest dziś rządowi na rękę. Pogarsza bowiem konkurencyjność naszych obligacji dla inwestorów zagranicznych. Ministerstwo Finansów musiałoby akceptować większą rentowność przy kolejnych emisjach - wyjaśnia Karewicz.
Jednak w najbliższym czasie złoty raczej nie powinien zyskiwać na wartości. - Wszystko zależy od danych ze Stanów - mówią analitycy. - Mamy spadki na giełdach, nastroje na rynkach światowych pogorszyły się. Dlatego ocena Polski i całego naszego regionu jest słabsza - mówi analityk Citi Handlowego.
Jednak zdaniem wielu ekonomistów do końca roku złoty będzie rósł w siłę i cena euro spadnie jeszcze średnio o kilkanaście groszy. I to nie koniec. Przyszły rok też ma przebiegać pod znakiem coraz mocniejszego złotego.
Na koniec piątkowej sesji za euro płacono 4,22 zł.