NASK to jedna z instytucji, które kładły kamień węgielny polskiego internetu - oficjalnie ruszyła w 1991 r., jednak jej zalążki powstały jeszcze w czasach, gdy internet składał się wyłącznie z sieci akademickich. Dziś NASK ma kilka filarów: jest operatorem telekomunikacyjnym i internetowym, działa jako jednostka badawczo-rozwojowa (m.in. w dziedzinie biometrii). Nadzoruje też rynek domen internetowych w Polsce i zajmuje się bezpieczeństwem systemów informatycznych (m.in. w jego ramach działa zespół CERT
Polska, reagujący na ataki i incydenty w sieciach komputerowych, oraz punkt ds. zwalczania nielegalnych treści w internecie, np. pedofilii). Oficjalnie podlega Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW).
NASK szuka nowego dyrektora, bo poprzedniego wieloletniego szefa prof. Macieja Kozłowskiego odwołano w lipcu br., gdy wybuchła afera z
opcjami walutowymi, na której NASK stracił kilkanaście milionów złotych (w tej sprawie wciąż toczy się śledztwo).
Konkurs na nowego szefa wywołuje jednak w środowisku emocje - głównie dlatego, że pojawili się w nim ludzie ze służb. I to po obu stronach - jednym z kandydatów jest Michał Chrzanowski, dyrektor bezpieczeństwa teleinformatycznego i informacji w ABW. Z ABW jest też... członek komisji konkursowej Piotr Durbajło. Co ciekawe, był on przez pewien czas zastępcą Chrzanowskiego w agencji. Był, bo zanim został powołany do komisji, przesunięto go na stanowisko doradcy szefa ABW, jako eksperta ds. cyberzagrożeń i teleinformatyki. Komisję konkursową powołało MNiSW.
- Dziwne rzeczy się dzieją: kandydatura dyrektora z ABW wpłynęła po tym, jak ministerstwo przedłużyło termin składania ofert. Podwładny ocenia przełożonego, który dostaje najwięcej punktów z wszystkich kandydatów - kręci głową osoba zbliżona do NASK. - Wygląda to tak, jakby konkurs został ustawiony, w dodatku pod jawnym parasolem, i z góry wiadomo, kto ma wygrać. Wizerunek NASK może na tym ucierpieć, bo środowiska naukowe czy firmy mogą nie być tak skore do współpracy ze służbami specjalnymi - dodaje nasz rozmówca. Jego zdaniem ABW chce w ten sposób położyć łapę na NASK.
Komisja z 17 kandydatów zostawiła czterech - poza Chrzanowskim zarekomendowała też Olafa Gajla (były wiceminister nauki w kilku rządach) i dwóch pracowników NASK - Marka Średniawę i Andrzeja Bartosiewicza (wymieniamy według liczby uzyskanych punktów).
ABW nie widzi problemu w tym, że jeden z członków komisji oceniał swojego przełożonego. - W okresie prac komisji nie istniała między nimi zależność służbowa - podkreśla Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska, rzeczniczka ABW.
Dodaje, że przystąpienie dyrektora ABW do konkursu to nie żadne strategiczne ruchy służb, lecz osobista decyzja kandydata. Jeśli zostanie dyrektorem NASK, zrezygnuje z pracy w ABW.
- Osoba oceniana jako wysokiej klasy ekspert ma prawo do dalszego rozwoju zawodowego, nawet jeśli w przeszłości była funkcjonariuszem ABW. W naszym przekonaniu bycie funkcjonariuszem ABW to zaszczyt, a nie piętno, które się nosi do końca życia - dodaje rzeczniczka.
Problemu nie widzi też ministerstwo. - Komisja powoływana jest przed złożeniem ofert przez kandydatów, nie można przewidzieć, kto je złoży - tłumaczy Bartosz Loba, rzecznik MNiSW. Odpiera też zarzuty o potencjalny konflikt interesów tym, że w komisji obowiązkowo musiały być dwie osoby z NASK. A ich współpracownicy też wystartowali w konkursie.
Ministerstwo nie chciało nam jednak ujawnić formularza, kto jak głosował. Zasłania się rozporządzeniem z 2007 r., które wszelkie takie głosowania uznaje za tajne. Z podobnego powodu odmówił nam przewodniczący komisji dr hab. Paweł Węgrzyn. "Rozrzut statystyczny ocen kandydatów przez członków komisji konkursowej w poszczególnych kategoriach nie był duży" - odpisał nam Węgrzyn.
- To raczej problem wizerunkowo-medialny, bo każdy sobie zada pytanie: jaki interes w NASK mogą mieć służby specjalne? - uważa Piotr Rutkowski, ekspert ds. strategii rozwoju rynku telekomunikacyjnego. Jego zdaniem to, że startuje kandydat z ABW, a w komisji zasiadają ludzie powiązani ze służbami, niekoniecznie musi jednak wskazywać na zakusy służb. - Obie instytucje i tak już dziś współpracują, problem w tym, że NASK postrzega się jako instytucję, która ma dbać o bezpieczeństwo, podczas gdy na ABW patrzy się głównie jako na urząd, który zajmuje się śledzeniem, zapominając o tym, że zajmuje się też bezpieczeństwem państwa w internecie i sieciach teleinformatycznych - mówi Rutkowski. - Taka współpraca nie musi oznaczać niczego złego, tylko my nie jesteśmy jeszcze do niej mentalnie przygotowani, by np. firmy, które padają ofiarą ataków, współpracowały ze służbami - dodaje.
Ostatecznego wyboru dokona minister Barbara Kudrycka - najpierw musi zwołać Radę Naukową NASK i poprosić o opinię na temat jednego z kandydatów (najprawdopodobniej będzie to Michał Chrzanowski). Ale to formalność, bo ocena rady jest jedynie opinią doradczą.