W tym roku Polsce może zabraknąć 1 mld m sześc. gazu - poinformowała agencja Reuters, powołując się na wiceministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego, który nadzoruje państwowe spółki z branży paliwowej. "Szacowany brak w krajowym bilansie gazowym wynosi około 1 mld m sześc. (...). Mogę jednak zapewnić, że dostawy dla klientów indywidualnych są całkowicie bezpieczne. Problem może pojawić się w organizacji dostaw gazu do odbiorców przemysłowych" - mówił Budzanowski. Przemysł, głównie wielkie zakłady chemiczne, odbiera Polsce blisko połowę gazu, mniejsze firmy i elektrociepłownie - ok. jednej czwartej. Resztę zużywają gospodarstwa domowe. Wiceminister zastrzegł, że faktycznie wielkości niedoborów gazu nie można dziś jeszcze oszacować, bo nie wiadomo, jakie będą warunki pogodowe i zapotrzebowanie przemysłu na gaz.
Gazu może zabraknąć, bo od początku roku z kontraktu na dostawy 2,3 mld m sześc. surowca dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) nie wywiązuje się RosUkrEnergo, szwajcarska spółka Gazpromu. A rosyjski koncern po półrocznych negocjacjach zgodził się nam sprzedać ekstra tylko 1 mld m sześc. gazu za 300 mln dol., i te dostawy już się skończyły. Dalsze zwiększenie dostawy koncern uzależnia od podpisania przez rządy Polski i Rosji nowej umowy o zasadach funkcjonowania gazociągu tranzytowego do Niemiec. Ale negocjacje w tej sprawie rosyjska strona zamroziła pod koniec lipca i nie wywiązała się z zobowiązania do ich wznowienia w drugiej połowie września.
Kryzys zapowiadany przez Ministerstwo Skarbu kontrastuje z ocenami Ministerstwa Gospodarki, które odpowiada za bezpieczeństwo energetyczne kraju. Zdaniem tego resortu brak dodatkowych dostaw nie stanowi problemu. - PGNiG nie miałoby co zrobić z tym gazem. Magazyny z zapasami na zimę są pełne, a z powodu kryzysu w tym roku zużycie gazu w Polsce spadnie o blisko 1 mld m sześc. - mówił "Gazecie" Maciej Kaliski, dyrektor departamentu ropy i gazu w Ministerstwie Gospodarki.
Na jakiej podstawie Ministerstwo Skarbu liczy się z tak wielkimi niedoborami gazu? "Prognozy pochodzą od nadzorowanych przez Ministerstwo Skarbu spółek sektora gazowego" - napisał "Gazecie" Budzanowski.
Jednak nawet PGNiG nie straszyło niedoborem 1 mld m sześc. gazu. Wiceprezes koncernu Radosław Dudziński we wrześniu szacował, że do końca roku spółka może potrzebować dodatkowo 0,5 mld m sześc. gazu. Ale PGNiG odmawia danych na potwierdzenie tych szacunków. Wiadomo, że spółka już teraz ma zagwarantowany
import gazu zaledwie o 0,7 mld m sześc. mniejszy niż przed rokiem. A jednocześnie w pierwszej połowie roku z powodu kryzysu PGNiG sprzedało o 0,35 mld m sześc. mniej niż przed rokiem. Jeśli to tempo spadku zużycia utrzyma się, to rację będzie miało Ministerstwa Gospodarki - w tym roku
Polska nie musi importować więcej gazu.
Rosyjski ekspert Michaił Korczemkin uważa, że Polska w ogóle nie powinna mieć problemów, bo Gazprom boryka się z wielkim spadkiem sprzedaży gazu, zarówno na
eksport, jak i na rodzimym rynku.