Kiedy w listopadzie 2003 r. obok Browaru
Belgia wylądował polski rządowy helikopter pilotowany przez belgijskiego następcę tronu księcia Filipa, kielecki browar był u szczytu chwały. Zdobył 5 proc. polskiego rynku i warzył więcej piwa niż jego belgijska spółka matka Palm Breweries.
Sześć lat później, w listopadzie 2009 r., ostatni pracownicy opuszczą bramy browaru. 80-hektarowa działka warta szacunkowo 150 mln zł i urządzenia pójdą na sprzedaż.
- Bardzo trudno pogodzić się z tym, że coś nam nie wyszło. Kiedy kupowaliśmy kielecki browar, uważaliśmy, że to bardzo dobry biznes. Jesteśmy przyzwyczajeni, że wszystko nam rośnie, że odnosimy sukcesy, a tu zaczęły się spadki - mówi Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy Kompanii Piwowarskiej, części światowej korporacji SABMiller z siedzibą w Anglii, ale korzeniami w RPA.
W sierpniu 2007 r. Kompania Piwowarska kupiła browar od Belgów za 65 mln euro. Wcześniej Belgowie przyznali, że nie udało im się podbić polskiego rynku. Produkcję piwa w kieleckiej dzielnicy Dyminy rozpoczęli we wrześniu 1999 r. Spółka Browar Belgia, kontrolowana przez rodzinną firmę Palm Breweries z niewielkim udziałem polskich wspólników, kupiła tu duży teren po dawnej chłodni, odnowiła stare hale i wyposażyła je w nowiutkie
maszyny. Browar potrafił szybko i tanio wyprodukować wiele gatunków piw typu pils. Był wtedy najnowocześniejszy w Polsce. Kosztował 125 mln zł. W najlepszym okresie pracowało tu 400 osób. Plany były ambitne - dogonić w produkcji Okocim i Żywiec.
Polacy piją tylko pils Ale Belgowie chcieli przede wszystkim zmienić gust polskich piwoszy, przekonując przynajmniej część z nich do bursztynowych, słodszych w smaku piw górnej fermentacji. Szefowie Palm Breweries chcieli powtórzyć swój sukces z Holandii, gdzie piwa górnej fermentacji piło 1 proc. konsumentów, a po wejściu Palm Breweries - osiem razy więcej. Od razu warzyli więc w
Kielcach bursztynowe piwo Palm.
Drugą niszą, którą chcieli zająć, były piwa smakowe i pszeniczne, wtedy praktycznie u nas nieznane. Zaproponowali więc piwo o smaku wiśniowym Belgia Cherry oraz piwo Belgia White - nieklarowane, gotowane na pszenicy.
Kiedy na zaproszenie dyrektora browaru Aleksandra Chmielewskiego do Kielc przyleciał książę Filip, było się czym chwalić. Browar zdobył 5 proc. rynku, a towarzyszący księciu belgijscy dziennikarze opisywali inwestycję w Kielcach jako sztandarową ekspansję zagraniczną kraju Flamandów i Walonów. Rodzinna firma zaczęła produkować w Europie Wschodniej więcej piwa niż kiedykolwiek w Belgii.
Ale gusta polskich piwoszy pozostawały niewzruszone. Browar Belgia proponował co jakiś czas coraz to nowe smakowe marki, jednak sukces rynkowy odniosła tylko jedna - imbirowy Gingers. Najwięcej sprzedawał najpopularniejszych u nas piw typu pils, a największy sukces odniósł tradycyjny Wojak. W końcu Belgowie przyznali się do porażki.
"Palm działa na rynku produktów niszowych. Długoterminowe plany grupy ukierunkowane były na dywersyfikację polskiego rynku piwa i rozwój segmentu piw typu Premium. Jednakże rozwój ten odbywał się wolniej, niż oczekiwano" - napisali w komunikacie prasowym po ogłoszeniu transakcji z Kompanią Piwowarską.
Żubr dobrze poczuł się w Kielcach Poznańsko-afrykański potentat nie myślał już o żadnej niszy, ale po prostu o włączeniu Kielc do sieci swoich browarów. - W 2006 r. dławiliśmy się z braku mocy produkcyjnych. Mieliśmy plan, którego w obecnej sytuacji nie będziemy w stanie zrealizować. Był on oparty na założeniu, że rynek będzie się zachowywał podobnie jak w ostatnich 20 latach, czyli będzie rósł. Wszystkie prognozy zapowiadały dalszy wzrost. Chcieliśmy sporo zainwestować, planowaliśmy rozwinąć
Kielce docelowo do 6 mln hl [z 1 mln hl rocznie, jakie produkował] - mówi Paweł Kwiatkowski.
Kompania Piwowarska zaczęła produkować w Kielcach to, co się dobrze sprzedaje - własne piwa i kieleckie marki, które miały szansę na przetrwanie. - Pomysł przejęcia browaru w Kielcach pojawił się jesienią 2006 r. Wtedy na nasze zlecenie i pod naszą kontrolą ten browar już warzył i rozlewał piwo Żubr. Potem poprawiliśmy Wojaka, ładnie się sprzedaje. Tak samo Gingers - opowiada Kwiatkowski.
Kiedy Kompania Piwowarska przejmowała Browar Belgia, ten nie był już taki nowoczesny. - Inwestycje poczynione przez Belgów były niekompletne. Jest w miarę dobra linia rozlewnicza, ale działa na 25 proc. zdolności, bo niezbędny jest ręczny załadunek na palety i ręczne foliowanie, a to spowalnia całą linię - wylicza Kwiatkowski.
Konieczne były wydatki na budowę drugiej stacji uzdatniania wody, zakup nowego oprogramowania i sprzętu komputerowego dla warzelni, w końcu na instalacje. A rynek się załamał. Kompania stanęła przed dylematem - przeczekać, inwestować dalej, licząc na szybkie odbicie rynku, czy wycofać się z Kielc i sprzedać majątek. Wybrała to ostatnie. - Trzeba było podjąć decyzję o zwolnieniu ludzi. To było bardzo bolesne. Byliśmy w sytuacji "już był w ogródku, już witał się z gąską", a tu okazało się, że potrzebujemy mniej mocy produkcyjnych, niż mamy. Spadek rynku o 12 proc. to nie przelewki. Czegoś takiego nie było w Polsce nigdy. A kolejne prognozy są jeszcze korygowane w dół - wyjaśnia Kwiatkowski.
Ofiara globalizacji? Rozczarowania nie kryje Wojciech Lubawski, prezydent Kielc. - Nie wiem, czym się kierowała Kompania Piwowarska, że likwiduje akurat ten browar, a nie inny. Przecież zakład w Kielcach jest świetnie wyposażony, w pełni zautomatyzowany, nowy. Widocznie jednak z perspektywy RPA to jest nieważne. To nauczka, że globalne wielkie koncerny to nie zawsze jest dobre rozwiązanie. Globalizacja ma swoje plusy i minusy i to drugie niestety teraz widać - mówi Lubawski.
- Taki kryzys to rzecz nie do przewidzenia. Po prostu Polacy zaczęli pić mniej piwa. To również konsekwencja konsolidacji rynku. Gdyby Kompania miała browary podobnej wielkości, wszystkie zmniejszyłyby produkcję, a tak z punktu widzenia biznesowego logicznym krokiem jest całkowita likwidacja najmniejszego. Oczywiście smutno, że to trafiło na nas - komentuje Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce i kanclerz Świętokrzyskiej Loży Business Centre Club.
Na internetowych forach kieleccy piwosze wzywają do bojkotu Tyskiego i innych produktów Kompanii Piwowarskiej. - Chętnie bym się z nimi napił i powiedział, że nas to też boli. Nie jest tak, że jakaś wielka korporacja specjalnie zrobiła ludziom krzywdę - zapewnia Kwiatkowski.