Pani Ewa z przyjaciółką Magdą kilka razy dziennie myślą o dwóch liczbach. Pierwsza to 16 tys. zł - tyle czynszu muszą co miesiąc płacić za otwartą przed kilkoma dniami sklepokawiarnię z luksusową odzieżą niedaleko warszawskiej ulicy Foksal. Druga cyfra to 250 tys. zł. Taki kredyt inwestycyjny musiały zaciągnąć. Obie są przed trzydziestką. To, co miały, włożyły w ten interes.
Kilkanaście kilometrów dalej na warszawskim Wilanowie pani Izabela uruchomi w tym tygodniu salon fryzjerski. Zebrała razem z narzeczonym 50 tys. zł. Połowa z tego to oszczędności. Drugą pożyczyła rodzina. Remontują 130 m kw. Będzie tu fryzjer, masaż, manikiur i pedikiur. A w przyszłości solarium. Czynsz 3,5 tys. zł miesięcznie.
Statystycznie rzecz biorąc, jeden z tych biznesów - pani Ewy z Magdą albo pani Izy - padnie w ciągu trzech lat. Tak mówią dane PKPP Lewiatan.
Kryzys budzi przedsiębiorców
Polacy nie przejmują się tymi statystykami. W kraju mamy zarejestrowanych ponad 2 mln firm. A ostatnie kilka miesięcy to prawdziwa eksplozja przedsiębiorczości. Pięć lat temu, gdy wchodziliśmy do Unii, Polacy założyli 233 tys. firm. W tym roku, jak szacują największe organizacje pracodawców, powstanie ich niemal 400 tys.
Kto idzie na swoje? Młodzież i kobiety, bo mają szczególne problemy ze znalezieniem stałej pracy.
Z najnowszego raportu Komisji Europejskiej wynika, że ponad jedna piąta aktywnych zawodowo Polek prowadzi własne firmy. W większości z sukcesem. To jeden z najlepszych wyników w Unii.
- Do zakładania własnych firm masowo biorą się też młodzi. Co piąty z nich nie ma skończonych 25 lat - mówi Barbara Grabowska, szefowa bydgoskiego pośredniaka.
Pytała 212 absolwentów bydgoskich szkół o plany na przyszłość. 38 proc. z nich chce założyć firmę. To i tak mniej niż w całym kraju. Badania Eurobarometru pokazują, że blisko połowa młodych Polaków chce mieć własną firmę. To drugi najlepszy wynik spośród wszystkich krajów w Europie. Przed nami są tylko młodzi Łotysze.
Własne firmy chcą zakładać osoby, które kryzys pozbawił etatów.
Spektakularną ofiarą kryzysu są 17-tys. Łapy na Podlasiu. W ubiegłym roku padła tam cukrownia zatrudniająca kilkaset osób. W tym splajtowały Zakłady Naprawy Taboru Kolejowego. Istniały od prawie 147 lat. Pracę straciło 750 osób.
Zwolnieni przychodzą do urzędu pracy po pieniądze. Na założenie własnej firmy można dostać w całym kraju 19,6 tys. zł dotacji z Funduszu Pracy. Trzeba być zarejestrowanym jako bezrobotny i złożyć wniosek z biznesplanem. Większe szanse na wsparcie mają osoby, które zadeklarują wkład własny - choćby 1-3 tys. zł.
- Teraz zgłaszają się po dotacje zwolnieni w ubiegłym roku z cukrowni. Ludzie z Zakładów Naprawy jeszcze się nie biorą do zakładania własnych firm, im należy się zasiłek. Ale przyjdą. Nie ma co się łudzić. W Łapach działają już niemal tylko małe, rodzinne firmy. Etatów nie dadzą - mówi Krystyna Tomczak, szefowa filii białostockiego Powiatowego Urzędu Pracy w Łapach.
W tym roku o pomoc w założeniu firmy poprosiło w Łapach 30 osób. Dwa razy więcej niż w ubiegłym. Kolejne wnioski czekają na rozpatrzenie.
Podobnie jest w Stalowej Woli, monomieście uzależnionym od huty. Od stycznia stalowowolski zakład pracuje na cztery piąte etatu, pracownicy zarabiają o 20 proc. mniej. Z firmy musi odejść 300 osób. Huta cierpi, bo załamał się rynek budowlany na świecie.
- Parcie na pracę na własny rachunek jest ogromne, dużo większe niż w ubiegłym roku - ocenia Zofia Zielińska-Nędzyńska, dyrektor PUP w Stalowej Woli. - Gdy huta zwalnia, ludzie nie mają alternatywy. Zakładają sklepy, firmy remontowe.
W Inowrocławiu dotacje dla zakładających firmy już się skończyły. - Pomogliśmy 250 osobom, każdy dostał po 14-15 tys. zł. Z kolejnymi 50 podpisaliśmy już umowy - mówi Mariusz Maciejewski z inowrocławskiego PUP. - I pieniądze na ten rok się skończyły. A wnioski spływają nadal. - Na biurku mam kilkadziesiąt, na wszystkie będziemy musieli odpisać odmownie.
Podobnie jest w Bydgoszczy, gdzie w tym roku bezrobotni założą o 60 proc. więcej firm niż w ubiegłym roku. Od początku roku firmy założyło 384 bezrobotnych. 72 proc. z nich dostało dotacje. Tyle ile w 2008 przez cały rok.
Dotacjami wyciągają z szarej strefy
W 2008 r. nowo powstające firmy wzięły na rozkręcenie swoich interesów 560 mln zł z funduszy Ministerstwa Pracy. Do końca sierpnia tego roku już ponad 650 mln zł! (plan ministerstwa przewidywał 395 mln, i to na cały rok). W przyszłym resort rezerwuje na dotacje dla początkujących przedsiębiorców w swoim budżecie już miliard złotych.