Emerytury na kredyt. ZUS nie ma, więc pożycza w bankach
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
2009-10-06, ostatnia aktualizacja 2009-10-06 20:58
ZUS-owi brakuje pieniędzy na wypłatę rent i emerytur. Dlatego dogadał się z bankami, że w razie potrzeby pożyczą mu aż 5,5 mld zł - dowiedziała się "Gazeta".
ZOBACZ TAKŻE
- ZUS przestanie wydawać papierowe legitymacje ubezpieczeniowe (16-11-09, 12:56)
- Ministrowie proponują zmiany w systemie emerytalnym (04-11-09, 19:06)
- Prezes IGTE Ewa Lewicka: będą cięcia emerytur? (02-11-09, 07:32)
- Emerytalne mącenie w głowie (02-11-09, 11:00)
- "DGP" ZUS jest w złej kondycji i ogranicza ulgi (28-10-09, 07:27)
- Derdziuk: Gdyby żona się nie zgodziła, to bym prezesem nie został (21-10-09, 20:36)
- Zbigniew Derdziuk nowym prezesem ZUS. Pensja: 19,6 tys. zł (01-10-09, 21:07)
- Ucieczka od ZUS. Co ryzykujesz, co zyskujesz, co wszyscy tracimy (25-09-09, 10:00)
- Mordasewicz: Ludzie, którzy unikają płacenia ZUS są złodziejami (25-09-09, 20:35)
- Wielka ucieczka z ZUS: tysiące osób legalnie nie płaci składek (24-09-09, 07:00)
Pierwszą umowę z bankami Zakład podpisał w poniedziałek. PKO BP i Nordea zobowiązały się pożyczyć ZUS na wypłatę rent i emerytur 2,5 mld zł. Jak się dowiedzieliśmy, Zakład w przyszłym tygodniu rozstrzygnie kolejny przetarg na linię kredytową. Tym razem na 3 mld zł.
W sumie Zakład może się więc zadłużyć na 5,5 mld zł.
- Nie wiemy do końca, ile będziemy potrzebować na konieczne wypłaty. Wolimy się zabezpieczyć na wszelki wypadek - tłumaczy Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS.
Dlaczego pożycza? ZUS-owi brakuje pieniędzy. Mamy kryzys. Przybywa bezrobotnych, pensje nie rosną, do ZUS spływa o wiele mniej pieniędzy ze składek. Na dodatek Zakład więcej wydaje, bo Polacy zbiorowo uciekają przed zwolnieniami na chorobowe.
Kto może, przechodzi też na emeryturę. W sierpniu tego roku przekroczyliśmy po raz pierwszy w historii liczbę 5 mln emerytów.
Na kondycji finansów Zakładu mocno się też odbił zeszłoroczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który nakazał doliczanie do zasiłków chorobowych i macierzyńskich premii, dodatków, nagród oraz prowizji.
Rząd Donalda Tuska w tym roku dorzuci do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (to z niego wypłacane są renty i emerytury dla 7 mln Polaków) 31 mld zł. W przyszłym - już 38 mld.
To jednak za mało. Minister finansów uważa, że FUS potrzebuje jeszcze 4 mld zł w tym roku. Podobna suma może być potrzebna też w przyszłym. Te pieniądze ZUS ma jednak znaleźć sam, bo rząd nie chce zwiększyć dotacji. Budżet państwa sam jest w tarapatach.
Zakład ma jedno wyjście: pożyczyć brakujące miliardy na komercyjnych zasadach w banku. Dług trzeba będzie jednak spłacić - z odsetkami.
Oprocentowanie pierwszej linii kredytowej wynosiło wczoraj 6,42 proc. Składa się ono z marży 3,45 proc. plus WIBOR-u TN (oprocentowanie, po jakim banki udzielą pożyczek innym bankom, przy założeniu, że środki pożyczane są na jeden dzień od jutra).
- To dużo - uważa były wiceminister finansów Stanisław Gomułka.
W poprzedniej linii kredytowej z 2006 r. marża banku wynosiła tylko 0,15 proc.
Na pytanie, czy nie uważa, że oprocentowanie linii jest zbyt wysokie, Przemysław Przybylski odpowiada, że był przetarg i ZUS wybrał najlepszą ofertę. I dodaje, że to kryzys finansowy bardzo pogorszył warunki udzielania pożyczek przez banki.
Jeśli ZUS pożyczy całe 5,5 mld zł, będzie musiał za to zapłacić ok. 350 mln zł odsetek (przy założeniu, że oprocentowanie wyniesie 6,42 proc.).
Według Gomułki to nie ZUS powinien pożyczać miliardy na wypłatę rent i emerytur, lecz budżet państwa. Byłoby dużo taniej, bo rząd Polski ma dla banków wyższą wiarygodność niż ZUS. - Taka dotacja budżetowa mogłaby być tańsza nawet o 1,5 pkt proc. - uważa Gomułka.
Podatnicy zaoszczędziliby więc ok. 80 mln zł na samych odsetkach. To tyle, ile budżet państwa dopłaca do programu "Szklanka mleka do szkół".
- Rząd nie chce jednak tego robić z powodów propagandowych. Na papierze będzie miał mniejszy deficyt budżetowy - uważa Gomułka. I krytykuje: - Można postawić premierowi i ministrowi finansów zarzut niegospodarności.
W sumie Zakład może się więc zadłużyć na 5,5 mld zł.
- Nie wiemy do końca, ile będziemy potrzebować na konieczne wypłaty. Wolimy się zabezpieczyć na wszelki wypadek - tłumaczy Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS.
Dlaczego pożycza? ZUS-owi brakuje pieniędzy. Mamy kryzys. Przybywa bezrobotnych, pensje nie rosną, do ZUS spływa o wiele mniej pieniędzy ze składek. Na dodatek Zakład więcej wydaje, bo Polacy zbiorowo uciekają przed zwolnieniami na chorobowe.
Kto może, przechodzi też na emeryturę. W sierpniu tego roku przekroczyliśmy po raz pierwszy w historii liczbę 5 mln emerytów.
Na kondycji finansów Zakładu mocno się też odbił zeszłoroczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który nakazał doliczanie do zasiłków chorobowych i macierzyńskich premii, dodatków, nagród oraz prowizji.
Rząd Donalda Tuska w tym roku dorzuci do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (to z niego wypłacane są renty i emerytury dla 7 mln Polaków) 31 mld zł. W przyszłym - już 38 mld.
To jednak za mało. Minister finansów uważa, że FUS potrzebuje jeszcze 4 mld zł w tym roku. Podobna suma może być potrzebna też w przyszłym. Te pieniądze ZUS ma jednak znaleźć sam, bo rząd nie chce zwiększyć dotacji. Budżet państwa sam jest w tarapatach.
Zakład ma jedno wyjście: pożyczyć brakujące miliardy na komercyjnych zasadach w banku. Dług trzeba będzie jednak spłacić - z odsetkami.
Oprocentowanie pierwszej linii kredytowej wynosiło wczoraj 6,42 proc. Składa się ono z marży 3,45 proc. plus WIBOR-u TN (oprocentowanie, po jakim banki udzielą pożyczek innym bankom, przy założeniu, że środki pożyczane są na jeden dzień od jutra).
- To dużo - uważa były wiceminister finansów Stanisław Gomułka.
W poprzedniej linii kredytowej z 2006 r. marża banku wynosiła tylko 0,15 proc.
Na pytanie, czy nie uważa, że oprocentowanie linii jest zbyt wysokie, Przemysław Przybylski odpowiada, że był przetarg i ZUS wybrał najlepszą ofertę. I dodaje, że to kryzys finansowy bardzo pogorszył warunki udzielania pożyczek przez banki.
Jeśli ZUS pożyczy całe 5,5 mld zł, będzie musiał za to zapłacić ok. 350 mln zł odsetek (przy założeniu, że oprocentowanie wyniesie 6,42 proc.).
Według Gomułki to nie ZUS powinien pożyczać miliardy na wypłatę rent i emerytur, lecz budżet państwa. Byłoby dużo taniej, bo rząd Polski ma dla banków wyższą wiarygodność niż ZUS. - Taka dotacja budżetowa mogłaby być tańsza nawet o 1,5 pkt proc. - uważa Gomułka.
Podatnicy zaoszczędziliby więc ok. 80 mln zł na samych odsetkach. To tyle, ile budżet państwa dopłaca do programu "Szklanka mleka do szkół".
- Rząd nie chce jednak tego robić z powodów propagandowych. Na papierze będzie miał mniejszy deficyt budżetowy - uważa Gomułka. I krytykuje: - Można postawić premierowi i ministrowi finansów zarzut niegospodarności.
Już dziś PRACA dla Ciebie -
Internetowe Targi Pracy
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.1
10 głosów
Przeczytaj 35 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
BIZNES LUDZIE PIENIĄDZE

Jeśli buty to za 50 zł. Polacy kupują tanio, ale się nie przyznają
WYWIAD Z CEGIELSKIM

W Azji biznes robi się od kuchni. Od frontu wchodzą giganty
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach

Jak nasze oszczędności powinny na siebie zarabiać
Rynki
Indeksy
- WIG20*WIG20-0.38%
- WIG20*mWIG40+0.61%
- WIG20*sWIG80+0.25%
- WIG20*WIG+0.03%






