Biznes Ludzie Pieniądze

Stoczniowcu, znajdź pracę, to dostaniesz telewizor

Sławomir Sowula
06.10.2009 , aktualizacja: 06.10.2009 23:03
A A A Drukuj
Tylko co dwudziesty pracownik likwidowanych stoczni w Gdyni i Gdańsku znalazł pracę. Firma DGA, która ma im w tym pomagać, ma nowy pomysł - stoczniowcy założą własne firmy
Krzysztof Pilawka w Stoczni Gdynia był monterem. Teraz kształci się na barmana
Fot. Rafa3 Malko / Agencja Gazet
Krzysztof Pilawka w Stoczni Gdynia był monterem. Teraz kształci się na barmana
Program Zwolnień Monitorowanych obejmuje w obu stoczniach blisko 8 tys. osób. Szkolenia finansowane z budżetu państwa - organizowane przez prowadzącą program firmę DGA - rozpoczęła połowa stoczniowców. Pierwsi stracili pracę już w styczniu tego roku, większość w kwietniu i maju.

Program zakłada, że do 30 czerwca przyszłego roku pracę znajdzie co najmniej 20 proc. jego uczestników.

Dużym zainteresowaniem cieszą się szkolenia podnoszące kwalifikacje spawaczy. Około 200 stoczniowców - głównie starszych - ma wziąć udział w trzymiesięcznych kursach pozwalających zdobyć licencję pracownika ochrony. Wielu idzie indywidualnymi ścieżkami. Właśnie trwa kurs na barmana. Jego uczestnicy po trzech tygodniach odbędą praktykę w jednym z trójmiejskich hoteli. W gdyńskiej restauracji Polonia szkoli się kilkunastu kucharzy. Jedna z pracownic skończyła też kurs strzyżenia psów.

Do końca września pracę znalazło jedynie 403 stoczniowców, czyli ok. 5 proc. objętych programem. DGA tłumaczy to brakiem zainteresowania stoczniowców podnoszeniem kwalifikacji przed końcem wakacji.

- Czekali na inwestora z Kataru, który kupi stocznie, a oni tam wrócą. Kiedy 31 sierpnia okazało się, że inwestora nie będzie, zainteresowanie szkoleniami wzrosło - mówi Andrzej Głowacki, prezes poznańskiej DGA.

Stoczniowcy nie szukali też pracy, bo mieli z czego żyć - kilkudziesięciotysięczne odprawy i wypłacane co miesiąc zapomogi i stypendia. Ostatnie skończą się jednak w listopadzie.

Ministerstwo Skarbu liczy, że do końca roku podpisze z inwestorami umowy na zakup majątku stoczni. Na początku tygodnia, po fiasku pierwszego przetargu, ministerstwo ogłosiło kolejne warunki sprzedaży. Przetargi za pośrednictwem internetu mają się odbyć do 26 listopada. Jeżeli się nie powiodą, stocznie zostaną wystawione na aukcję. jeżeli operacja się nie powiedzie, w stoczniach pojawi się syndyk.

DGA zapowiada, że do końca roku chciałoby zacząć szkolić pozostałe prawie 4 tys. osób.

Firma obawia się, że plany może pokrzyżować kryzys.

- Przedsiębiorcy nie są przekonani, że kryzys mija. Niechętnie zatrudniają stoczniowców na umowy o pracę. Twierdzą, że woleliby zlecać konkretne prace firmom - tłumaczy prezes DGA. - Rozpoczęliśmy więc program, w którym stoczniowcy, łącząc się w grupy, brygady o różnych specjalnościach, będą zakładać własne firmy. Zainteresowanie jest spore. mamy już grupę ponad 20 liderów tych firm. Będziemy im pomagali szukać zleceń i stawiać pierwsze kroki w samodzielnym biznesie.

Jak zapewnia DGA, zainteresowanie jest spore. Już pojawiła się grupa ponad dwudziestu pracowników zakładu, którzy chcą iść tą drogą - przyszłość wiążąc głównie w budownictwem. A DGA ma im pomóc w znalezieniu pierwszych, konkretnych zleceń. Ale poznańska firma już zauważa kolejną barierę, być może najważniejszą - negatywny wizerunek stoczniowca, jaki mają zakodowany przedsiębiorcy.

Dużym problemem - według DGA - jest też zakodowany w świadomości przedsiębiorców wizerunek stoczniowca, osoby z roszczeniami, niezdyscyplinowanej. - Przygotowujemy kampanię, która zmieni podejście przedsiębiorców do stoczniowca. To dobrzy pracownicy - zapowiada Głowacki.

DGA chce organizować spotkania z mediami, związkami zawodowymi, organizacjami pracodawców. Zamierza dodatkowo motywować stoczniowców do podejmowania pracy. Każdy, kto znajdzie pracę i wypełni odpowiedni formularz informujący o tym DGA, będzie miał szansę wylosować kupon na sprzęt RTV o wartości 2,5 tys. zł.

- Stoczniowcy znajdują prace po naszych szkoleniach, ale nie informują nas o tym. Nie mają takiego obowiązku - wyjaśnia prezes DGA.

Zdaniem stoczniowców, z którymi rozmawialiśmy, nie tylko oni są winni słabych efektów Programu.

Dariusz Adamski, szef stoczniowej "Solidarności" w Stoczni Gdynia: - Jeden kurs często nie załatwia problemu. Wielu pracownikom w konkretnej ofercie pracy potrzebne są szkolenia uzupełniające. Idą do DGA i długo nie mogą się doczekać odpowiedzi, czy je dostaną. Ludzie przychodzą z tym do mnie. Ja interweniuję w DGA . Po kilka razy dziennie.

DGA ripostuje: - Nie możemy przydzielać szkoleń, jakich sobie tylko zażyczą. Często są one za drogie. Jest sens je robić tylko wtedy, kiedy stoczniowcy mają promesę zatrudnienia od przyszłego pracodawcy - mówi Łukasz Czajka z DGA odpowiedzialny za kontakty z mediami.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos