Pod koniec września rada dyrektorów Gazpromu przyjęła znowelizowany
budżet na ten rok. Według dziennika "Wiedomosti" w znowelizowanym
budżecie jako nowe źródło dochodów koncernu zapisano rozliczenia z RosUkrEnergo (RUE). Tak nazywa się szwajcarska spółka Gazpromu, która do końca 2008 r. handlowała gazem z Azji Środkowej w Polsce, na Ukrainie, Węgrzech i Słowacji. Po konflikcie gazowym na początku br. premierzy Rosji Władimir Putin i Ukrainy Julia Tymoszenko postanowili wyrugować tę spółkę z gazowego rynku.
Gazprom nieźle na tym skorzystał. W grudniu zeszłego roku koncern przewidywał, że w br. dostanie od RUE 300 mln dol. dywidendy. Natomiast do znowelizowanego
budżetu Gazprom wpisał 1,4 mld dol. dochodów ze sprzedaży gazu RUE. Większość tej kwoty (1,27 mld dol.) rosyjski koncern dostał już w pierwszym kwartale. "Wiedomosti" przypuszczają, że to rozliczenia za zeszłym rok, które dopiero po 1 stycznia wpłynęły na konto Gazpromu.
Dodatkowe 139 mln dol. od RUE koncern dostał w trzecim kwartale. Skąd te pieniądze, skoro RUE już od miesięcy nie prowadzi działalności - "Wiedomosti" nie podają. Ale właśnie w tym czasie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zapłaciło RUE większość ze 100 mln dol. za gaz dostarczony pod koniec zeszłego roku. Wcześniej polska firma zatrzymała tę płatność na poczet roszczeń wobec RUE, bo szwajcarska spółka Gazpromu nie wywiązuje się w tym roku z kontraktu na dostawy do Polski 2,3 mld m sześc. gazu, czyli aż jednej czwartej gazu z
importu. PGNiG twierdzi, że zachowało z płatności tylko tyle, ile mogą wynieść kary umowne wobec RUE. Dotąd PGNiG nie złożyło jednak formalnych roszczeń wobec RUE, które powinien rozpatrywać sąd arbitrażowy w Berlinie.
Nierzetelność spółki Gazpromu może jednak wpędzić w kryzys całą polską gospodarkę, powodując straty znacznie ponad 100 mln dol., bo prezes PGNiG Michał Szubski zapowiedział ostatnio, że już w listopadzie z powodu niedoboru gazu z importu trzeba będzie ograniczać dostawy gazu dla przemysłu.