Projekt przewiduje, że w przyszłym roku dochody budżetu wyniosą 248 mld 868 mln 601 tys. zł, wydatki - nie więcej niż 301 mld 82 mln 817 tys. zł. Z
prywatyzacji mamy wyciągnąć ok. 25 mld zł. Ministerstwo Finansów zakłada, że w 2010 r. z podatków ma wpłynąć do budżetu ponad 223 mld zł. Z tego z VAT - 106,2 mld zł, z akcyzy - 53 mld zł, z podatku od hazardu - 1,5 mld zł, CIT - 26,3, PIT - 36 mld zł. Wzrost gospodarczy ma wynieść 1,2 proc.
PKB.
Rząd zapewnia, że uda nam się prześliznąć pod progiem ostrożnościowym -
dług publiczny nie przekroczy 55 proc.
Jarosław Kaczyński, szef największej opozycyjnej partii, wytknął, że deficyt byłby większy, gdyby nie księgowe zamiatanie pod dywan. Przypomniał, że za czasów jego rządów deficyt wynosił 16 mld zł. Nie wspomniał jednak, że na początku tego roku PiS nawoływał do gwałtownego zwiększania wydatków i rozdymania deficytu w tegorocznym
budżecie, by w ten sposób walczyć z kryzysem.
- Gdybyśmy poszli drogą PiS, a więc równocześnie zwiększyli wydatki o 11 mld zł, wycofali się z oszczędności na kwotę 12 mld zł i zmniejszyli podatek VAT o 3 pkt proc., to nasz
deficyt budżetowy byłby większy o dodatkowe 36,5 mld zł. Wtedy na pewno przekroczylibyśmy w 2010 roku tzw. drugi próg ostrożnościowy finansów publicznych - określony na poziomie 55 proc. relacji długu publicznego do PKB - powiedział Rostowski.
SLD zarzuciło rządowi, że znalazł pieniądze na misję wojskową w Afganistanie i Instytut Pamięci Narodowej, podczas gdy brakuje ich na służbę zdrowia, edukację i pomoc dla najuboższych. - To uwstecznia Polskę - twierdzi szef SLD Grzegorz Napieralski.