Biznes Ludzie Pieniądze

Kryzys się kończy - mówią specjaliści od przewidywania przyszłości

Patrycja Maciejewicz
09.10.2009 , aktualizacja: 09.10.2009 21:15
A A A Drukuj
Polska zaczęła wychodzić z kryzysu, choć pewnie wielu z nas trudno w to uwierzyć. Ale zgodnie potwierdzają to specjaliści od przewidywania przyszłości
Wskaźniki pną się w górę
Wskaźniki pną się w górę
Wskaźnik koniunktury BIEC
Wskaźnik koniunktury BIEC
- Nasza gospodarka odbija się od dna. To już pewne - cieszy się prof. Maria Drozdowicz-Bieć z warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej i Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. - Najgorsze mamy za sobą - zgadza się Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH. Nie mają jednak złudzeń, że dla wielu przeciętnych zjadaczy chleba ta wiadomość zabrzmi jak mało śmieszny żart. Bo ożywienie na razie trudno dostrzec gołym okiem.

Jakie ożywienie, jak firmy zwalniają

Na przykład pani Agacie z województwa podlaskiego. Studiuje zaocznie na Uniwersytecie Warszawskim i pracuje w dziale kredytów jednego z banków. - Atmosfera w pracy jest bardzo zła. Niedawno mieliśmy falę zwolnień, kto się ostał, ten się na początku cieszył, ale nikt nam nie obiecał, że to koniec cięć, więc cały dział patrzy na siebie spode łba - narzeka.

Z kolei pani Aneta właśnie straciła pracę w agencji reklamowej i - jak sama mówi - "żebrze" teraz o byle jakie zlecenia, choćby o korektę biuletynów branżowych, bo nie ma z czego spłacać zaciągniętego niecały rok temu kredytu.

- Nie ma się co łudzić, że te osoby szybko poczują sygnały ożywienia gospodarki. Rynek pracy działa bowiem z dużym opóźnieniem - mówi Drozdowicz-Bieć. - Nie oszukujmy się, bezrobocie będzie rosło jeszcze wiele miesięcy, a przeciętne pensje będą realnie topnieć.

Ożywienie zaczyna się w firmach

Skąd więc lepszy nastrój ekonomistów? Ożywienie widać w firmach, zwłaszcza w tych sektorach przemysłu, które są nastawione na eksport. - One przeżyły prawdziwy szok, gwałtowne załamanie na początku roku. Ale sytuacja poprawia się, produkcja w przemyśle odbiła się od dna - przyznaje Maja Goettig.

Menedżerowie spoglądają w przyszłość z coraz większym optymizmem. Widać to w prostych ankietowych testach koniunktury przeprowadzanych m.in. przez GUS, w badaniach organizacji przedsiębiorców.

- Widzimy, że oczekiwania przedsiębiorców na drugą połowę roku są dużo lepsze niż ocena pierwszej połowy. Jeśli w czerwcu tylko 17 proc. firm mówiło, że ich przychody ze sprzedaży rosną, to aż 44 proc. oczekiwało, że w całym 2009 roku zwiększy się sprzedaż - daje przykład Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspertka Lewiatana.

W ankietach przeprowadzanych przez KIG w lutym aż 87 proc. firm spodziewało się pogorszenia sytuacji w kraju. Teraz sądzi tak 52 proc. Aż 42 proc. oczekuje poprawy.

Wskaźnik PMI, bazujący na comiesięcznych ankietach wśród menedżerów odpowiadających za logistykę w firmach, także poprawia się od kilku miesięcy.

Szklana kula: domy, piwo i konferencje

Ten optymizm cieszy, ale przecież odczucia i plany przedsiębiorców nie muszą się materializować. Dlatego ekonomiści starają się opracowywać doskonalsze narzędzia ułatwiające przepowiadanie przyszłości w gospodarce - są to tzw. wskaźniki wyprzedzające.

- Ekonomiści rzadko mylą się, jeśli dzieje się coś w ramach trendu, czyli np. wzrost PKB przyspiesza. Mylą się wtedy, gdy następuje zmiana trendu, a wskaźniki wyprzedzające pokazują te punkty zwrotne - tłumaczy Drozdowicz-Bieć.

Tego typu instrumenty konstruuje się dla wszystkich gospodarek, niektóre, jak np. amerykański indeks The Conference Board, w istotny sposób wpływają na notowania na Wall Street.

Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych robi takie badania od 1990 roku. - Punkt zwrotny tego spowolnienia mamy już za sobą. We wrześniu wskaźnik wyprzedzający wzrósł już piąty raz z rzędu, bardzo dynamicznie i kolejne napływające informacje sugerują, że dalej będzie rosnąć - zapowiada.

Jak to się dzieje, że takie "szklane kule" mogą pokazać przyszłość gospodarki? - Tajemnica tkwi w tym, że w takim wskaźniku siedzi wiele parametrów. Sprawdzamy czynniki, które decydują o przyszłej produkcji (np. zapasy wyrobów gotowych, nowe zamówienia przemysłu), te, które mówią o sferze finansowej (notowania giełdowe, podaż pieniądza, która informuje o ilości pieniądza w gospodarce, kredyty zaciągane przez gospodarstwa domowe), o regulacjach. Uwzględniamy też nastroje przedsiębiorców - tłumaczy Drozdowicz-Bieć.

Spowolnienie gospodarki da się wykryć z większym wyprzedzeniem (około roku), ale to dlatego, że gdy już się pojawiają pierwsze sygnały spadku aktywności gospodarczej, to rządy czy banki centralne próbują utrzymać dynamikę wzrostu. W przypadku ożywienia wyprzedzenie wynosi trzy-cztery miesiące.

Czy to narzędzie może się mylić? - Ono zawsze zapowiada realne zmiany, tylko ekonomiści mogą je niedokładnie zinterpretować. Na przykład gdy zaczynał się kryzys azjatycki, nikt nie spodziewał się, że to nie będzie spowolnienie, ale recesja - tłumaczy ekonomistka z SGH.

W każdym kraju "szklaną kulę" konstruuje się inaczej, w zależności od tego, jakie zmienne mogą najwięcej powiedzieć o danej gospodarce.

I tak na przykład w USA ważnym składnikiem indeksu wyprzedzającego są zezwolenia na budowę domów. Jeśli wydaje się ich więcej, to znak, że Amerykanie dobrze oceniają swoją sytuację finansową - bieżącą i przyszłą.

W Tajlandii o popycie wewnętrznym dużo mówi produkcja piwa (w odróżnieniu od elektroniki, która jest produkowana głównie na eksport).

Z kolei o aktywności biznesowej w Szwajcarii świadczy liczba rezerwacji hotelowych - to kraj kongresów i konferencji, a jeśli biznesmeni się spotykają, to znak, że interes się kręci, nowe kontakty dobrze też wróżą na przyszłość.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy