Wystarczyło sięgnąć rezerw nagromadzonych w czasach 6-letniego boomu na rynku ropy naftowej, żeby w takich krajach jak Arabia Saudyjska uchronić gospodarkę przed najgorszym - dzięki podtrzymywaniu wydatków rządowych i poprawianiu płynności sektora bankowego, która osłabła w czasie kryzysu.
MFW zaleca dalsze stosowanie polityki "antycyklicznej" czyli zwiększania wydatków publicznych w czasie spowolnienia gospodarczego.
- Zareagowali szybko i zdecydowanie. Nie przestali wydawać - powiedział Masood Ahmed z MFW.
Według MFW kosztowało to eksporterów ropy z Bliskiego Wschodu około 350 miliardów dol. w ciągu ostatniego roku (mowa tu zarówno o głównych graczach z Zatoki Perskiej, jak i tych mniejszych z Sudanu, czy Jemenu).
Wzrost gospodarczy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Kataru, Omanu i Bahrajnu spadnie z 6,4 proc. w zeszłym roku do 0,7 proc. w tym roku. Wyraźne odbicie nastąpi w roku 2010, kiedy te kraje osiągną wzrost
PKB na poziomie 5,2 proc.
Fundusz zaleca utrzymanie poziomu wydatków publicznych, co miałoby pomóc tamtejszym gospodarkom.
Fundusz prognozuje, że odbicie jakie nastąpi w cenach surowcach dostarczy bliskowschodnim eksporterom ponad 100 mld dol. przychodów.
MFW dodaje, że kryzys nie dotknął tamtejszych państw także z powodu słabego powiązania ze światowym
systemem bankowym.
Udało im się uniknąć recesji, a pośrednio miało to łagodzący wpływ na sąsiadów tych państw, którzy ropy nie mają - analizuje MFW. Chodzi o powiązania handlowe i siły roboczej. Eksporterzy z Zatoki nie przestali wydawać, więc
pracy nie stracili zagraniczni pracownicy z Libanu, Egiptu, czy Jordanii i mogli jak do tej pory słać pieniądze do rodzin. Nieoficjalne szacunki mówią, że te przekazy stanowią 15-20 proc. PKB tych krajów.
Inflacja w regionie Zatoki bardzo spadła w porównaniu z rekordowymi poziomami w 2008, co pozwala utrzymywać wysokie tempo wydatków publicznych bez obawy przed rozkręceniem spirali inflacyjnej - przekonują analitycy MFW.
Niektórzy specjaliści prognozują nawet
deflację z powodu spadku cen nieruchomości.