Biznes Ludzie Pieniądze

Co dalej z Oplem w Gliwicach?

Tomasz Głogowski
12.10.2009 , aktualizacja: 11.10.2009 22:54
A A A Drukuj
Kiedyś o pracy w gliwickiej fabryce Opla marzyli wszyscy. Do dziś wspomina się mężczyznę, który do listu motywacyjnego dołączył swoje zdjęcie z... nagim torsem
Produkcja Astry II w Gliwicach
Grzegorz Celejewski
Produkcja Astry II w Gliwicach
Grażyna Żur, zastępca dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Gliwicach, z niepokojem przegląda gazety i gdy tylko zauważy jakąś notatkę o Oplu, natychmiast rzuca się do czytania. Choć stopa bezrobocia w mieście wynosi 5,8 proc. i jest jedną z najniższych na Śląsku, kolejne zwolnienia w fabryce samochodów (do tej pory fabryka zwolniło 250 osób) byłyby dla miasta fatalną informacją. Szczególnie od czasu, gdy redukcje 700 etatów zapowiedział Bumar-Łabędy, producent czołgów PT 91 Twardy. - Sprawdziłam! Na szczęście Opel nie zapowiedział u nas kolejnych zwolnień i oby tak zostało. Fabryka zawsze był naszym wiodącym pracodawcą - mówi dyrektor Żur.

Gdyby jednak doszło do nieszczęścia, czyli zwolnień, jedynym pocieszeniem byłby fakt, że pracowników Opla dałoby się bardzo łatwo przekwalifikować. - Oni są przyzwyczajeni do nowoczesnego systemu pracy i zarządzania. Ciągle mają jakieś szkolenia i ankiety oceniające pracę. To nie są zalety często spotykane na rynku pracy - przekonuje Grażyna Żur.

Pierwsze kłopoty gliwickiego Opla, który zatrudnia 2,7 tys. osób, zaczęły się w październiku zeszłego roku, gdy z powodu kryzysu sprzedaż nowych samochodów w Europie, głównie w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, spadła o blisko 30 proc. Gliwicki zakład 95 proc. produkcji wysyłał i nadal wysyła na eksport, więc najpierw na kilka tygodni wstrzymano produkcję, a potem zrezygnowano z trzeciej zmiany (od tej pory fabryka pracuje na dwie zmiany). Potem było już tylko gorzej. Kryzys się pogłębił. Amerykański General Motors (spółka-matka Opla) zbankrutował, a rząd Niemiec i Departament Skarbu USA zaczęły negocjować sprzedaż Opla konsorcjum, w którego skład wchodzi rosyjski Sbierbank (ma dostać 35 proc. akcji) i austriacko-kanadyjska firma Magna (liczy na 20 proc. akcji). Z powodu kryzysu z gliwickiego Opla zwolniono 250 osób.

Opel napędził koniunkturę

Opel był pierwszą inwestycją w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej i - jak się później okazało - największą. GM zainwestował ponad 1,2 mld zł. Złośliwi twierdzili, że o sukcesie Gliwic zadecydowało sto metrów drogi, jaką władze miasta wybudowały w szczerym polu tuż przed wizytą szefów GM, ale nie ulega wątpliwości, że to Opel przyciągnął kolejne inwestycje do Gliwic i napędził nie tylko lokalną koniunkturę.

Wystarczy przypomnieć 3 października 2003 roku. To wielki dzień dla gliwickiej fabryki Opla, która istniała wtedy od zaledwie pięciu lat. Z taśm montażowych zjechała nowa Astra II, która od tej pory ma być produkowana tylko w Gliwicach. Błyskały flesze, kłębił się tłum dziennikarzy, wśród których nie brakowało kilku europejskich telewizji. Zainteresowanie było ogromne, bo uruchomienie produkcji nowej Astry w Polsce wiązało się z programem offsetowym. Amerykańskie firmy zbrojeniowe Lockheed Martin i Raytheon sfinansowały część inwestycji związanych z przygotowaniem nowej linii produkcyjnej w Gliwicach (szacuje się, że inwestycja pochłonęła około 800 mln zł), a w zamian nasz kraj kupił amerykańskie samoloty F-16 dla naszej armii. Fabryka Opla zapowiedziała wtedy, że zatrudni co najmniej 200 nowych pracowników.

Pracownik z nagim torsem

Minęło sześć lat, jest 28 sierpnia 2009 roku. Z taśm montażowych Opla zjeżdża ostatni egzemplarz Astry II. Fabryka wyprodukowała prawie 244 tys. egzemplarzy tego samochodu. Starą Astrę zastąpi teraz nowa oznaczona cyfrą IV. Choć to kolejny wielki dzień dla gliwickiej fabryki, tym razem nie zaproszono już dziennikarzy. Atmosfera jest inna, bo zamiast celebry potrzebna jest pełna mobilizacja. Od tego, czy nowa Astra spodoba się klientom, zależy przyszłość fabryki oraz to, jak będzie oceniana przez nowego właściciela. Choć decyzje w sprawie ewentualnej sprzedaży Opla jako firmy jeszcze nie zapadły, pracownicy wiedzą swoje.

- Przecież nowi właściciele nie zdecydują się na zamknięcie fabryk, gdzie produkowane są najnowsze egzemplarze samochodów - przekonują mnie ludzie.

Dlatego 300 testowych egzemplarzy Astry z Gliwic musi być dopieszczonych w każdym, nawet najmniejszym szczególe. Tu nie ma miejsca ani na pomyłkę, ani na improwizację. Margines błędów jest minimalny, bo seryjna produkcja ma ruszyć w listopadzie. - Liczymy na dobrą sprzedaż nowej Astry i to, że przyjmie się w Europie - nie ukrywa Przemysław Byszewski, rzecznik General Motors Polska i zachwala, że to obecnie najbardziej zaawansowany technologicznie samochód produkowany w Polsce.

Wśród pracowników Opla panuje jednak atmosfera niepewności. Gdy okazało się, że fabrykę chcę kupić Sbierbank i Magna, Sławomir Ciebiera, szef "S" w gliwickiej fabryce i zarazem wiceprzewodniczący śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", przekonywał, że to ogromna szansa dla zakładu. - Otwierają się przed nami rosyjskie, praktycznie nieograniczone rynki zbytu. Kilkanaście lat temu przeżywaliśmy to samo. Rzuciliśmy się na zachodnie, nowoczesne samochody i teraz Rosjanie też mogą zrobić to samo. Zaczną kupować produkowane u nas ople - pocieszał przewodniczący.

Ale minęło kilka miesięcy i nerwowość udzieliła się wszystkim, nawet związkowcom. Teraz "S" na swoim forum internetowym zastanawiają się, co tak naprawdę zrobi Magna i Rosjanie? - Analitycy są zgodni, że ze względu na niskie koszty i wysoką jakość produkcji trudno sobie wyobrazić zamknięcie gliwickiej fabryki. Nawet przy znacznym wpływie polityki na decyzje biznesowe potrzebny jest bowiem koń roboczy, który ciągnął będzie cały wózek - przekonują.

Nie wiadomo jednak, czy wszyscy pracownicy na ten wózek się załapią. Szczególnie po pierwszych spotkaniach związkowców z europejskich fabryk Opla z przedstawicielami nowego inwestora, gdy gruchnęła wieść, że w samych Gliwicach pracę straci około 180 osób, oprócz 250 już zwolnionych. Nikt nie chce tej informacji potwierdzić, ale plotka robi swoje. - Robimy wszystko, aby zamiast 180 było zero, ale na tym etapie może wydarzyć się dosłownie wszystko. Jest niepewność - przyznaje Mirosław Rzeźniczak, wiceszef "Solidarności" w Oplu. W zakładzie pracuje od 11 lat, czyli od początku istnienia fabryki.

A jeszcze kilka lat temu ludzie marzyli o pracy w gliwickim zakładzie. Gdy fabryka miała produkować nowy model Zafiry, gliwickie biuro doradztwa personalnego Adecco, w ciągu tylko jednego dnia dostało 500 podań od osób, które marzyły o montowaniu samochodów. Zabrakło nawet specjalnych formularzy zgłoszeniowych i trzeba było je skserować. Niektórzy kandydaci robili wszystko, by ich zauważono. Do dziś wśród doradców personalnych opowiada się o mężczyźnie, który, aby zwiększyć swoje szanse, przysłał zdjęcie z nagim torsem...

Marek Jarzębowski, rzecznik gliwickiego magistratu, nie wyobraża sobie, aby nowy inwestor zamknął fabrykę w Gliwicach. - To scenariusz tak mało prawdopodobny, że nawet się nad nim nie zastanawiamy - przekonuje Jarzębowski. Przyznaje jednak, że dla miasta byłby to potężny cios. Związany przede wszystkim z dramatycznym wzrostem bezrobocia.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów