"Znalezienie najlepszego doradcy finansowego nie jest trudne" - słyszę w najnowszej telewizyjnej reklamówce największej w Polsce sieci doradców Open Finance. Firma chce mnie w tej reklamówce przekonać, że najlepszy doradca finansowy to ten, który ma wieloletnie doświadczenie, który może porównać oferty kredytów i lokat w 25 bankach, który ma w ofercie preferencyjne kredyty hipoteczne z rządową dopłatą i ten, który obsłużył największą liczbę klientów. W reklamie nazywają to ładniej: "któremu zaufało najwięcej klientów".
Hmmm... Od samego początku nabrałem wątpliwości. Czy liczba obsłużonych klientów, liczba kredytów lub lokat w ofercie albo liczba lat obecności na rynku to jedyne wyznaczniki dobrego doradcy finansowego? Przypomniałem sobie wszystkie moje wizyty w placówkach Open Finance. Raz trafiałem dobrze, a innym razem - jak kulą w płot.
Pamiętam na przykład doradcę Open Finance, który z uporem godnym wyższej sprawy przekonywał mnie, że lokata strukturyzowana to "prawie" to samo co zwykła lokata. A przecież tak naprawdę te dwa produkty bankowe łączy tylko nazwa. Innym razem doradca usilnie proponował mi wyłącznie kredyty i lokaty Noble Banku, "zapominając" uczciwie dodać, że to bank należący do tej samej grupy kapitałowej co Open Finance. Być może doradcy konkurencji wcale nie są lepsi. Jednak nie pokusiłbym się o stawianie tezy, że ci z Open Finance są najlepsi.
Wiem, że trudno zrobić taką reklamę wizerunkową, która będzie odpowiadała rzeczywistości, a jednocześnie uwypuklała ważne dla klientów cechy dobrego doradcy. Jednak przekaz tego spotu byłby dużo uczciwszy wobec klientów i konkurentów, gdyby chodziło w nim o wybór "najpopularniejszego" albo "największego" doradcy finansowego. Ale nie najlepszego! Bo ten najlepszy wyróżnia się umiejętnością i chęcią właściwego wyboru najlepszego dla klientów rozwiązania. A z tym w Open Finance - jak sprawdziłem na własnej skórze - różnie bywa. Dla mnie "najlepszy" to znaczy "najlepszy", a nie "ten, co najdłużej się uczył".