Zarządzenie wydała w weekend rządowa organizacja regulująca chiński rynek gier. Zagraniczny kapitał nie może zaistnieć w chińskiej branży gier internetowych praktycznie w żadnej postaci - niedopuszczalne jest przejęcie chińskiej spółki, joint-venture ani współpraca kapitałowa. Co więcej, chińskie firmy nie mogą nawet podpisywać umów na wsparcie technologiczne ze spółkami spoza Chin.
Podobna umowa stała się już powodem starcia regulatora z chińskim producentem gier NetEase.com - poszło o umowę w sprawie licencji na chińską wersję światowego hitu "World of Warcraft", którą NetEase.com zawarł z amerykańskim gigantem rynku gier Activision Blizzard.
Chodzi o kwoty niebagatelne - chiński rynek gier online rozwija się najszybciej na świecie, w tym roku jego wzrost szacuje się na 30-50 proc. Według oficjalnych statystyk przychody całej branży mają wynieść ok. 3,5-4 mld dol.
W tym samym czasie, gdy oficjalnie ogłoszono szlaban na zagraniczne inwestycje w sektorze gier, na światowym szczycie w Pekinie właściciele zagranicznych koncernów medialnych zachęcali chiński rząd do otwarcia własnego rynku mediów.
- Chińskie media i spółki z branży rozrywkowej stoją przed wielką szansą, by rozszerzyć swoje międzynarodowe wpływy i przychody - mówił Rupert Murdoch, właściciel koncernu medialnego News Corp. Dodał jednak, że chińskie media "działają na chronionym rynku i nie są w żaden sposób zmuszane do rywalizacji, która mogłaby przygotować je na zasady panujące na światowym rynku".
Chiny nie są pierwszym państwem, które stara się powstrzymać napływ zagranicznych spółek do branży internetowej. W marcu br. minister telekomunikacji Rosji poinformował, że największe rosyjskie spółki działające w sieci są traktowane jako zasób strategiczny i mają pozostać pod kontrolą rosyjskiego kapitału. We wrześniu największy portal internetowy w Rosji - Yandex - wyemitował tzw. złotą akcję, która trafiła do państwowego Sberbanku.