Cegielski stoi pod ścianą. Firma, która żyła głównie z produkcji silników do statków, mocno odczuła upadek przemysłu stoczniowego. Zamówień brak, a zadłużenie liczone jest już w dziesiątkach milionów. Pracę straciło już 400 osób, do końca miesiąca liczba ta wzrośnie do blisko 500. Fabryczne hale świecą pustkami,
maszyny nie pracują.
Nie ma nawet pieniędzy na wypłaty. Płynność finansową firma może utracić w ciągu kilku tygodni. Doraźnym ratunkiem ma być zastrzyk kilkudziesięciu milionów złotych z szybkiej
prywatyzacji jednej ze spółek - Fabryki Pojazdów Szynowych. Ale po tym, jak CBA rozpętało burzę nad prywatyzacją stoczni, poznańska firma obawia się, że nie będzie to proste. Dlaczego? CBA oskarża urzędników Ministerstwa Skarbu i Agencji Rozwoju Przemysłu, że przy sprzedaży stoczni faworyzowali inwestora z katarskim kapitałem. - Ci sami ludzie mają teraz decydować o prywatyzacji Cegielskiego. Choć ataki na nich są bezpodstawne, mogą stracić chęć do szybkiego podejmowania poważnych decyzji, które mają ratować naszą firmę - mówi Jarosław Lazurko, prezes zakładów Hipolit Cegielski
Poznań SA. - Nie będziemy mogli się doczekać decyzji, bo wszystko będzie sprawdzane i analizowane pięć razy dłużej, niż trzeba - dodaje.
Plan ratunkowy zakłada, że w ciągu miesiąca Agencja Rozwoju Przemysłu obejmie udziały w Fabryce Pojazdów Szynowych i wypłaci HCP kilkadziesiąt milionów złotych. - To zapewni nam choćby płynność finansową - tłumaczy Lazurko. Później agencja poszuka inwestora branżowego, który kupi FPS. Mówi się o bydgoskiej Pesie lub Solarisie z podpoznańskiego Bolechowa. Obie firmy oficjalnie przyznają tylko, że gdy pojawi się oferta, to ją rozważą.
- Jesteśmy na początku uzgodnień z ARP, działania rozpisane są na dni. Nie może być opóźnień, bo inaczej grozi nam upadłość - zaznacza Lazurko.
- To realna groźba. Tak źle jeszcze nie było - potwierdza Zdzisław Stróżyk, przewodniczący związku zawodowego Metalowcy w Ceglorzu. - Jak nie będzie płynności, to wystarczy, że któryś z dostawców, któremu nie zapłaciliśmy, złoży wniosek do sądu, i będzie upadłość.
Czy Cegielski rzeczywiście ma się czego obawiać? Roma Sarzyńska, rzeczniczka Agencji Rozwoju Przemysłu, do której zadzwoniliśmy, od razu zastrzegła, że nie ma czasu rozmawiać o poznańskiej firmie z powodu... zamieszania ze stoczniami. Poprosiła o wysłanie pytań e-mailem. W odpowiedzi czytamy: "Agencja Rozwoju Przemysłu SA zgodnie z założonym planem i wcześniejszymi ustaleniami z Zarządem HCP proceduje nadal w projekcie restrukturyzacji Zakładów Cegielskiego".
Żeby uruchomić procedurę sprzedaży FPS, potrzebna będzie zgoda Ministerstwa Skarbu Państwa. I to szybko. Tymczasem Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa, także daje do zrozumienia, że Cegielski nie będzie miał lekko: - To, co się wydarzyło w ostatnim czasie, z pewnością nie ułatwi rozmów z potencjalnymi inwestorami o sprzedaży kolejnych spółek skarbu państwa - kwituje Wewiór.
- Przez takie polityczne pseudoafery, bo przecież w sprawie stoczni nie złamano prawa, mamy cholerne kłopoty - irytuje się prezes HCP.
Pracownicy Cegielskiego już tydzień temu wyszli na ulice Poznania. Przekazali wojewodzie wielkopolskiemu petycję do premiera. Domagają się objęcia takim samym programem osłonowym, jaki zastosowano wobec pracowników stoczni. Liczyli na szybką odpowiedź. - Po aferze hazardowej jest stoczniowa i pewnie bardziej tym się wszyscy zajmują niż nami - mówi rozgoryczony Stróżyk.
O Cegielskim niedługo zrobi się jednak głośno na cały kraj. Na 23 października "Solidarność" zaplanowała w
Poznaniu ogólnopolską demonstrację, do której przyłączą się też inne związki. - Pokojowo nie będzie. Zrobimy taką pikietę, jakiej nie było w Poznaniu od czerwca 1956 r. - zapowiada bojowo Tadeusz Pytlak, lider zakładowej "Solidarności".