Łotewska gospodarka wpadła w najgłębszą recesję od początku transformacji. W tym roku skurczy się o około 18 proc. Już w grudniu 2008 r.
Łotwa dostała wartą 7,5 mld euro pożyczkę głównie od Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i krajów skandynawskich. Ale wypłaty kolejnych transz kredytu uzależniane są od dokonanych cięć budżetowych.
- Dostosowania budżetowe to ciężka droga - powiedział komisarz Joaquin Almunia po rozmowach z przedstawicielami łotewskiego rządu. - Ale to jedyna droga. Wszystkie inne alternatywy są złe, nietrwałe - dodał.
Pożyczkodawcy, m.in. Komisja Europejska i
Szwecja, domagali się cięć w przyszłorocznym łotewskim budżecie o 500 mln łatów (710 mln euro). Łotewski rząd przebąkiwał o zmniejszeniu deficytu tylko o 325 mln łatów. Jednak głębsze cięcia są warunkiem uzyskania dalszej międzynarodowej pomocy finansowej.
- Zmierzamy w kierunku spełnienia warunków - powiedział już w poniedziałek premier Łotwy Valdis Dombrovskis na konferencji prasowej. A minister finansów Einars Repse ogłosił, że przyszłoroczne wydatki zostaną obcięte o 320 mln łatów, a dochody poprzez podwyżki podatków wzrosną o 180 mln łatów.
Łotewski rząd już wcześniej musiał dokonać poważnych poprawek budżetowych. W tym roku podwyższył część podatków, m.in. akcyzę na alkohol i papierosy. Od lipca wprowadził cięcia m.in. emerytur o 10 proc. i pensji w budżetówce o 20 proc.
Partie polityczne wchodzące w skład koalicji rządzącej tracą poparcie społeczne, a w przyszłym roku odbędą się na Łotwie wybory parlamentarne.
Na naprawę finansów publicznych na Łotwie mocno naciska Szwecja. Szwedzkie banki w czasach prosperity napędzały konsumpcję i wzrost gospodarczy na Łotwie, udzielając masowo kredytów m.in. na zakup
nieruchomości. Teraz mają kłopot, bo rosnące bezrobocie sprawia, że coraz więcej osób ma problemy ze spłatą pożyczek.
Skandynawów mocno rozsierdził też pomysł łotewskiego rządu, by ograniczyć spłaty kredytów hipotecznych tylko do obecnej wartości nieruchomości. Jeśliby wszedł w życie, spowodowałby kolejne straty tamtejszych banków, bo ceny domów na Łotwie mocno spadły.
Jakby tego było mało, Łotwę co chwila obiegają plotki na temat możliwej
dewaluacji łata. Kolejne może wywołać zmiana na czele szefa głównej partii koalicyjnej - Partii Ludowej. Mareksa Seglinsa zastąpi były trzykrotny premier Andris Skele. W poniedziałek zapowiedział, że byłby gotowy do ponownego objęcia fotela premiera (obecny premier Dombrovskis jest z partii Nowa Era), choć będzie popierał obecnego premiera, dopóki ma on zaufanie prezydenta i parlamentu.
Lars Christensen z Danske Banku zauważa w komentarzu, że Skele kiedyś był zwolennikiem dewaluacji łata lub przynajmniej poszerzenia pasma jego wahań (obecnie łotewski łat jest powiązany z euro i może się wahać tylko o 1 proc. w górę i w dół od wyznaczonego kursu).
- Pytanie, czy pan Skele będzie zwolennikiem zmiany reżimu kursowego, czy będzie popierał stanowisko rządu i banku centralnego o pozostaniu przy prawie sztywnym kursie - zastanawia się Christensen.
Ekonomiści podkreślają, że plotki o dewaluacji niekorzystnie wpływają na kursy innych walut naszego regionu, m.in. złotego, węgierskiego forinta czy czeskiej korony.
Dla samych Łotyszy
dewaluacja oznaczałaby gwałtowny wzrost wysokości rat kredytów zaciągniętych w euro. Z drugiej strony słabszy łat zwiększyłby konkurencyjność łotewskiego eksportu.