Tina Bean z Port Arthur w Teksasie prowadzi sklep ogrodniczy. Od kilku miesięcy stara się przekonać bank, żeby pożyczył jej 150 tys. dolarów. Sklep otworzyła w 2001 r. i od tego czasu pożyczyła i spłaciła ponad 800 tys. dolarów na rozwój firmy, która przez wszystkie lata przynosiła zyski. Teraz chce otworzyć drugi punkt, zatrudnić troje ludzi, ale bez kredytu obrotowego Tina nie ma pieniędzy, żeby zamówić towar.
Z kolei Bob Novak z Alexandrii w Minnesocie jest szefem ACB Construction i od miesięcy walczy o kontrakty budowlane. Z kilku, które jego firmie udało się zdobyć, musiał zrezygnować, bo banki nie chciały udzielić mu kredytu na finansowanie budowy. Ostatnio z tego powodu musiał wycofać się ze zlecenia dla rządu stanowego Utah.
- Jeśli twoja firma ma cokolwiek wspólnego z rynkiem
nieruchomości, możesz nawet nie fatygować się do oddziału - stwierdza Novak. - To jest jakieś błędne koło: nie dostaniesz kredytu, jeśli nie masz zysków. A skąd masz mieć zyski, skoro nie masz kontraktów, bo nie możesz dostać finansowania? - dodaje. Rok temu w ACB Construction pracowało 14 osób. Teraz Novak może sobie pozwolić na zatrudnienie tylko jednego pracownika.
- Bankowcy cały czas są przerażeni - mówi Sam Thacker, partner w Business Finance Solutions z Austin w Teksasie, który pomaga firmom w negocjowaniu linii kredytowych z bankami. Przeraża ich rosnąca z miesiąca na miesiąc skala złych długów. Ich głównym zmartwieniem są teraz karty kredytowe, bo z powodu rosnącego
bezrobocia ich właścicielom jest coraz trudniej regulować zaciągnięte długi w terminie. Bankowcy wiedzą też, że siedzą na tykającej bombie, czyli kredytach udzielonych na budowę nieruchomości komercyjnych. Dopóki skala problemu się nie wyjaśni, trzy razy oglądają każdego dolara, zanim zdecydują się go pożyczyć.
Tymczasem właśnie brak finansowania staje się największą bolączką małych i średnich firm. Ekonomiści alarmują jednak, że ta nadostrożność banków wyhamowuje całą amerykańską gospodarkę i nie pozwala jej wyraźnie wybić się z recesji. 14 proc. firm z sektora MŚP twierdzi, że w sierpniu warunki przyznawania kredytów przez banki zaostrzyły się w porównaniu z lipcem. - To poważny problem, bo właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa tworzą najwięcej nowych miejsc
pracy. Jednocześnie te firmy są bardziej uzależnione od banków niż wielkie korporacje, bo te drugie mogą zdobyć pieniądze, np. emitując obligacje. Małe firmy takiej możliwości nie mają - wskazuje Andrew Tilton, ekonomista z
Goldman Sachs.
- Najmniej skłonne do ponoszenia ryzyka kredytowego są banki regionalne, które pożyczały pieniądze na nieruchomości komercyjne i mieszkaniowe - wskazuje Robert Barbera, główny ekonomista firmy doradczej I.T.G.
Bankowcy starają się tłumaczyć, że ich ostrożność wynika z przyczyn obiektywnych: - To nie jest tak, że nie chcemy pożyczać pieniędzy. Firmy same cierpią z powodu recesji, a jeśli ich wyniki są słabe, to znacznie trudniej im pozyskać kredyt w banku - mówi Raymond Davis, prezes Umpqua Bank z Portland w stanie Oregon.
Artykuł w New York Times