Banki nie mogą już windować stawek oprocentowania kart, bo w tej chwili i tak większość z nich osiągnęła maksymalny poziom wynikający z ustawy antylichwiarskiej, która zakłada, że oprocentowanie takiej pożyczki nie może przekroczyć 4-krotnej stopy lombardowej. Coraz rzadziej więc trafia się na rynku darmowa
karta kredytowa.
Z darmową kartą pożegnali się już klienci m.in. Eurobanku czy Citibanku. Zmianę zasad odczuli też klienci m.in. mBanku czy Polbanku.
Dodatkowe koszty, jakie banki nakładają na swoich klientów, to też obowiązkowe ubezpieczenia zadłużenia, które do tej pory nie były wymagane.
Zmieniają się także warunki przyznawania kart. - Z wydawania kart jedynie na podstawie oświadczenia o dochodach wycofały się GE Money Bank,
Invest Bank,
Lukas Bank czy
Multibank. Część banków podniosła też minimalne dochody pozwalające starać się o kartę - mówi Mateusz Ostrowski z
Open Finance.
Na taki krok zdecydował się m.in. Alior, gdzie do tej pory wystarczyło zarabiać 700 zł, a teraz trzeba o 100 zł więcej, czy GE Money Bank, gdzie ubiegać się o plastik mogą osoby, których dochód przekracza 870 zł, a nie jak wcześniej 700 zł.
Zdaniem analityków Open Finance to dopiero początek podwyżek. W kolejnych miesiącach inni rynkowi gracze mają zmieniać swoje cenniki, a jeśli Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowanych, to będzie można spodziewać się natychmiastowej reakcji banków.