Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wiadomości gospodarcze

Spokojnie, mieszkań nie powinno zabraknąć

Marek Wielgo
2009-10-15, ostatnia aktualizacja 2009-10-15 10:02

Kiedy patrzę na najnowsze statystyki dotyczące rynku mieszkaniowego, przypomina mi się przełom lat 2002/03. Wtedy również nasza gospodarka zmagała się z kryzysem. Oczywiście jego przyczyna i skala były zupełnie inne. Efekt jest jednak taki sam - tysiące gotowych i niesprzedanych mieszkań i dramatyczny spadek liczby rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych. Jednak w następnych latach gospodarka zaczęła rosnąć, a banki odkręciły kurek z kredytami. I wtedy okazało się, że mieszkań jest o wiele mniej niż chętnych na nie. W konsekwencji ceny ostro poszybowały w górę.

Marek Wielgo
Fot. Marcin Klaban / AG
Marek Wielgo
Czy ta historia może się powtórzyć? Nie sądzę. Oczywiście, kryzys kiedyś się skończy, a wówczas ceny mieszkań znów zaczną rosnąć. Jednak nie w tak gwałtowny sposób jak trzy lata temu (choć mogą zdarzyć się wyjątki). Z co najmniej kilku powodów. Przede wszystkim jest mało prawdopodobne, by banki znów zaczęły udzielać kredytów lekką ręką. Nie od razu zaczną też rosnąć płace. Zagraniczni spekulanci zaś raczej nieprędko wrócą na nasz rynek.

Ponadto, gdy siedem lat temu ktoś chciał mieć nowe mieszkanie z garażem na strzeżonym osiedlu, skazany był na rynek pierwotny. Na wtórnym można było kupić co najwyżej wielką płytę albo mieszkanie w dawno nie wyremontowanej kamienicy. Dziś w nowych mieszkaniach z drugiej ręki można przebierać jak w ulęgałkach. Mniejsza podaż mieszkań na rynku pierwotnym będzie zatem o wiele mniej bolesna.

Wciąż wierzę również i w to, że posucha nie potrwa długo, bo deweloperzy o wiele szybciej niż kilka lat temu ockną się z letargu. I co ważne, wyciągną wnioski z kryzysu, więc o wiele lepiej dostosują swoją ofertę do możliwości finansowych swoich potencjalnych klientów.

Zwłaszcza duże firmy nie mogą sobie pozwolić na zbyt długi przestój, bo ich utrzymanie kosztuje dziesiątki milionów złotych rocznie. Niektórzy deweloperzy mają do spłacenia kredyty, za które kupili grunty.

Wreszcie, nie widzę zagrożenia szybkiego wzrostu cen również dlatego, że spadły koszty działek, materiałów i robocizny. Te także będą rosły wolniej niż w poprzednich latach, choćby dlatego, że nasi budowlańcy nie są już tak rozchwytywani na Zachodzie.

Niestety, wiele wskazuje na to, że wrócimy do czasów, gdy kupowaliśmy przysłowiową dziurę w ziemi. Mam nadzieję, że do tego czasu rząd przygotuje ustawę, która zapewni bezpieczeństwo inwestorom.

Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -

pobierz aplikację!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.5

2 głosy

Brak komentarzy