- Jesteśmy zdesperowani, jeśli nie polepszą się nasze warunki
pracy, przed Bożym Narodzeniem zaczniemy brać urlopy i zwolnienia lekarskie - potwierdza Elżbieta Fornalczyk, przewodnicząca związku zawodowego pracowników Tesco Sierpień '80.
Dzisiaj o godzinie 15.30 przed jednym z lubelskich supermarketów Tesco odbędzie się pikieta związkowców z Sierpnia '80. Pracownicy po pikiecie wejdą na halę i zrobią przy kasach sztuczny tłok. Zapowiadają, że przyniosą do sklepu dużo bilonu, którego liczenie zajmie kasjerkom sporo czasu.
Protestujący domagają się lepszych warunków pracy i 300 złotych podwyżki. Postulują też zwiększenie zatrudnienia. Ich zdaniem załogi poszczególnych hipermarketów trzeba co najmniej podwoić. Organizatorzy akcji, związkowcy Solidarności '80 zapowiadają, że w pikiecie weźmie udział ok. 150 osób.
W razie fiaska negocjacji z zarządem następny protest odbędzie się w listopadzie na Wybrzeżu. Przed świętami, kiedy miliony Polaków robią zakupy, strajk ma objąć cały kraj.
To nie pierwszy spór z zarządem Wiosną tego roku pracownicy wywalczyli już pierwsze podwyżki, jednak to nie wystarczyło. Wtedy pracownicy otrzymali tylko 3 proc. podwyżki pensji, czyli ok. 50 zł.
Nieco ponad dwa tygodnie temu manifestowali pod krakowską siedzibą firmy, ale ich postulaty nie zostały spełnione.
- Na pikiecie pojawiło się zaledwie 26 pracowników Tesco - komentuje Ryszard Tomaszewski, prezes Tesco
Polska.
Tym razem związkowcy mają zamiar posunąć się o krok dalej i zablokować sprzedaż w lubelskiej hali.
Wszystko dlatego, że ich zdaniem płace w sieci marketów są za niskie, a warunki pracy bardzo ciężkie. - Zgłaszały się do nas kobiety, które za miesiąc pracy na pół etatu dostawały po 500 zł netto - mówi Elżbieta Fornalczyk. Dodaje, że taka forma zatrudnienia nie zwalniała tych pracownic od dźwigania 25-kilogramowych worków z warzywami czy ciągnięcia kilkuset kilogramów towaru na wózku paletowym.
Pracownicy skarżą się też, że sieć się rozwija, a nie przyjmuje się nowych osób do pracy. W rezultacie z 40 kas w każdym markecie działa tylko co czwarta.
Tesco: Podwyżki są, tylko mniejsze Zarzuty związkowców odpiera prezes Tomaszewski. - Płace i zatrudnienie w naszej sieci rosły, w czasie kiedy inni zwalniali i obniżali stawki. W ciągu ostatnich dwóch lat zarobki pracowników Tesco wzrosły o ponad 25 proc. - mówi.
- Co prawda, w tym roku nie daliśmy naszym pracownikom tak wysokiej podwyżki jak w poprzedni latach, ale 3-proc., która miała miejsce na początku lipca, przy obecnych warunkach gospodarczych to i tak sporo - dodaje.
Prezes zapewnia, że niedługo pójdzie w ślady innych pracodawców z sektora i wprowadzi nowe profity dla swoich pracowników. Na razie nie chce podawać szczegółów.
Elżbieta Fornalczyk zapytana, dlaczego w takim razie niezadowoleni pracownicy nie poszukają sobie nowej pracy, odpowiada, że Tesco wykorzystuje fakt, że w niektórych rejonach kraju sieć jest jednym z największych pracodawców.
Ryszard Tomaszewski przyznaje, że w niektórych lokalizacjach ma trzy razy więcej chętnych niż wolnych etatów.
- Mimo że grupa pracowników, moim zdaniem bezpodstawnie, skarży się na warunki pracy w marketach, kolejne osoby wciąż chcą z nami pracować - dodaje.
W Tesco Polska działa w sumie pięć związków zawodowych. Cztery z nich popierają działania związku zawodowego pracowników Tesco Sierpień '80. Jeden, który opowiada się po stronie zarządu, skupia prawie 10 proc. załogi.
Zdaniem Elżbiety Fornalczyk chętni, by wstąpić do związków zawodowych, są szykanowani i boją się, że jeśli się przyłączą, zostaną zwolnieni.
Polskie Tesco osiągnęło w I półroczu tego roku jeden z najlepszych wyników w Europie - zysk netto było o 10 proc. wyższy niż rok temu.