Zmieni się prezydent, będzie reforma finansów
Agata Nowakowska
2009-10-16, ostatnia aktualizacja 2009-10-16 20:29
Rząd pracuje nad planem działania na najbliższe dwa lata. Jego częścią będzie Wieloletni Plan Finansowy Państwa, za który odpowiada minister finansów Jacek Rostowski. Wymusza to nowa ustawa o finansach publicznych wchodząca w życie w styczniu.
ZOBACZ TAKŻE
- Rostowski: Nie bójcie się 55 proc. (03-12-09, 20:00)
- Paweł Arndt nowym szefem komisji finansów (22-10-09, 19:57)
- Niebezpieczna gra rządu z długiem (30-09-09, 20:22)
- Rząd przyjmie dziś projekt budżetu z 52,2 mld zł deficytu (29-09-09, 09:55)
- NBP: W przyszłym roku dług Polski przekroczy 55 proc. PKB (29-09-09, 08:55)
- Prywatyzacja - tor przeszkód (15-09-09, 12:00)
- Tusk sięga po pieniądze emerytów, by łatać dziurę budżetową (09-09-09, 02:00)
- Rostowski: Rząd progów nie ruszy (02-11-09, 21:21)
Minister finansów Jacek Rostowski pytany, kiedy nasz deficyt sektora finansów publicznych (poza budżetem także deficyt samorządów i państwowych funduszy) wróci do zdrowia, czyli zalecanych przez Brukselę nie więcej niż 3 proc. PKB, nie udziela jasnych odpowiedzi.
Podtuczony deficyt to dla inwestorów sygnał, że kraj jest mocno zadłużony, mniej wiarygodny kredytowo, co oznacza, że za zaciągane pożyczki przyjdzie nam płacić więcej. Poza tym z takim deficytem nie da się wejść do strefy euro.
- Od połowy 2010 r. sytuacja finansów publicznych zacznie się poprawiać. Kiedy osiągniemy 3 proc. PKB, trudno powiedzieć. Chcielibyśmy jak najszybciej, bo chcemy szybko przyjąć euro - mówił podczas jednej z konferencji prasowych minister Rostowski. Rząd nie podaje już jednak żadnej daty, bo się sparzył.
Dlaczego niby sytuacja finansów publicznych miałaby się poprawić już w przyszłym roku, skoro deficyt sektora według NBP ma dobić do 7 proc. PKB, a według Komisji Europejskiej - do 7,3 proc. PKB? Przecież minister Rostowski - jak sam wyznał - nie kwestionuje tych prognoz.
Polska już teraz jest objęta przez Brukselę tzw. procedurą nadmiernego deficytu, bo już w 2008 r. przeholowaliśmy z deficytem sektora (wyniósł 3,9 proc. PKB). Teoretycznie grozi nam to nawet utratą części unijnych pieniędzy, jednak Bruksela nigdy się do tego nie posunęła. Już w 20 na 27 krajów Unii deficyt przekracza dozwolony pułap. Jeszcze w listopadzie KE ma ogłosić terminy, w których poszczególne kraje, w tym Polska, muszą obniżyć swoje deficyty. Z powodu kryzysu te terminy mogą zostać wydłużone.
Jeszcze w grudniu resort finansów prześle Komisji Europejskiej najnowszy program konwergencji (robimy to dwa razy do roku). Pokazujemy w nim swoje dobre chęci, jak chcemy schodzić z deficytem w dół w kolejnych latach. Musimy też podać rok, w którym zjedziemy z deficytem do 3 proc. PKB.
Zanim to się stanie, według zapowiedzi ministra Rostowskiego resort przygotuje wstępny plan finansowy na kolejne trzy lata. Obowiązek taki nakłada na ministra nowa ustawa o finansach publicznych, która wchodzi w życie 1 stycznia 2010 r.
- Rząd przyjmie plan finansowy na kolejne trzy lata, zgodnie z ustawą o finansach publicznych, w lipcu przyszłego roku - poinformował już minister Rostowski.
Co musi się znaleźć w tym planie? Zgodnie z ustawą o finansach Wieloletni Plan Finansowy Państwa ma być sporządzany na cztery lata (rok budżetowy plus następne trzy). Ma zawierać m.in.: dane makro, "kierunki polityki fiskalnej", prognozy dochodów i wydatków oraz deficytu. By to zrobić, trzeba mieć jakiś plan.
Być może dlatego rząd pracuje nad planem działania do końca kadencji. - To będzie plan rozwoju i konsolidacji finansów. Z obrony przed kryzysem pozwoli nam wejść na ścieżkę wspierania rozwoju - mówi minister Michał Boni, szef zespołu doradców premiera Donalda Tuska. W tym planie mają się znaleźć "elementy reformy finansów publicznych".
Jak rząd chce osiągnąć pożądaną wielkość deficytu sektora? Wyjścia są dwa: (można robić niewiele i liczyć na to, że jak gospodarka wystrzeli w górę, dochody z podatków będą wyższe - i deficyt, porównywany do PKB, sam spadnie; (trzeba zabrać się do reformy wydatków lub zwiększania podatków, albo obu tych rzeczy naraz.
Na pierwszy wariant nie ma co liczyć. W kolejnych latach gospodarka polska będzie rosnąć, ale w przeciętnym tempie. Resort szacuje, że w latach 2011-13 gospodarka wzrośnie o: 2,8 (2011), 3,0 (2012) i 3,4 proc. (2013). To za mało. - Gospodarka musiałaby rosnąć co najmniej w tempie 4-7 proc. PKB, by to zadziałało - ocenia b. wiceminister finansów Stanisław Gomułka.
Ekonomiści od lat wskazują, co zrobić, by odciążyć finanse: (zrównać, a nawet podnieść wiek emerytalny; (ograniczyć przywileje emerytalne: górnikom, policjantom, wojskowym; (zreformować KRUS, bo dziś nawet bogaty rolnik płaci bardzo niskie składki; (poszerzyć bazę podatkową m.in. o rolników, którzy nie płacą dziś podatku dochodowego; (uzależnić pomoc społeczną od majątku, a nie dochodu.
- Ten rząd wyraźnie powiedział, że dopóki nie zmieni się prezydent, który wetuje wszystkie ustawy, nie ma mowy o reformach. Nowy prezydent będzie w grudniu, czyli w przyszłym roku nie będzie zmian. Na wiosnę 2011 mamy wybory do parlamentu, czyli na poważnie o jakichś reformach możemy mówić dopiero przy okazji budżetu na 2012 r. - uważa prof. Gomułka.
Jeśli w tym roku dług publiczny przekroczy 55 proc. PKB, co jest możliwe, w 2012 r. rząd zgodnie z ustawą o finansach publicznych będzie musiał przygotować budżet, w którym wydatki mają pokrycie w dochodach. Rząd będzie musiał przygotować pakiet na jakieś 70-80 mld zł oszczędności i nowych dochodów.
Podtuczony deficyt to dla inwestorów sygnał, że kraj jest mocno zadłużony, mniej wiarygodny kredytowo, co oznacza, że za zaciągane pożyczki przyjdzie nam płacić więcej. Poza tym z takim deficytem nie da się wejść do strefy euro.
- Od połowy 2010 r. sytuacja finansów publicznych zacznie się poprawiać. Kiedy osiągniemy 3 proc. PKB, trudno powiedzieć. Chcielibyśmy jak najszybciej, bo chcemy szybko przyjąć euro - mówił podczas jednej z konferencji prasowych minister Rostowski. Rząd nie podaje już jednak żadnej daty, bo się sparzył.
Dlaczego niby sytuacja finansów publicznych miałaby się poprawić już w przyszłym roku, skoro deficyt sektora według NBP ma dobić do 7 proc. PKB, a według Komisji Europejskiej - do 7,3 proc. PKB? Przecież minister Rostowski - jak sam wyznał - nie kwestionuje tych prognoz.
Polska już teraz jest objęta przez Brukselę tzw. procedurą nadmiernego deficytu, bo już w 2008 r. przeholowaliśmy z deficytem sektora (wyniósł 3,9 proc. PKB). Teoretycznie grozi nam to nawet utratą części unijnych pieniędzy, jednak Bruksela nigdy się do tego nie posunęła. Już w 20 na 27 krajów Unii deficyt przekracza dozwolony pułap. Jeszcze w listopadzie KE ma ogłosić terminy, w których poszczególne kraje, w tym Polska, muszą obniżyć swoje deficyty. Z powodu kryzysu te terminy mogą zostać wydłużone.
Jeszcze w grudniu resort finansów prześle Komisji Europejskiej najnowszy program konwergencji (robimy to dwa razy do roku). Pokazujemy w nim swoje dobre chęci, jak chcemy schodzić z deficytem w dół w kolejnych latach. Musimy też podać rok, w którym zjedziemy z deficytem do 3 proc. PKB.
Zanim to się stanie, według zapowiedzi ministra Rostowskiego resort przygotuje wstępny plan finansowy na kolejne trzy lata. Obowiązek taki nakłada na ministra nowa ustawa o finansach publicznych, która wchodzi w życie 1 stycznia 2010 r.
- Rząd przyjmie plan finansowy na kolejne trzy lata, zgodnie z ustawą o finansach publicznych, w lipcu przyszłego roku - poinformował już minister Rostowski.
Co musi się znaleźć w tym planie? Zgodnie z ustawą o finansach Wieloletni Plan Finansowy Państwa ma być sporządzany na cztery lata (rok budżetowy plus następne trzy). Ma zawierać m.in.: dane makro, "kierunki polityki fiskalnej", prognozy dochodów i wydatków oraz deficytu. By to zrobić, trzeba mieć jakiś plan.
Być może dlatego rząd pracuje nad planem działania do końca kadencji. - To będzie plan rozwoju i konsolidacji finansów. Z obrony przed kryzysem pozwoli nam wejść na ścieżkę wspierania rozwoju - mówi minister Michał Boni, szef zespołu doradców premiera Donalda Tuska. W tym planie mają się znaleźć "elementy reformy finansów publicznych".
Jak rząd chce osiągnąć pożądaną wielkość deficytu sektora? Wyjścia są dwa: (można robić niewiele i liczyć na to, że jak gospodarka wystrzeli w górę, dochody z podatków będą wyższe - i deficyt, porównywany do PKB, sam spadnie; (trzeba zabrać się do reformy wydatków lub zwiększania podatków, albo obu tych rzeczy naraz.
Na pierwszy wariant nie ma co liczyć. W kolejnych latach gospodarka polska będzie rosnąć, ale w przeciętnym tempie. Resort szacuje, że w latach 2011-13 gospodarka wzrośnie o: 2,8 (2011), 3,0 (2012) i 3,4 proc. (2013). To za mało. - Gospodarka musiałaby rosnąć co najmniej w tempie 4-7 proc. PKB, by to zadziałało - ocenia b. wiceminister finansów Stanisław Gomułka.
Ekonomiści od lat wskazują, co zrobić, by odciążyć finanse: (zrównać, a nawet podnieść wiek emerytalny; (ograniczyć przywileje emerytalne: górnikom, policjantom, wojskowym; (zreformować KRUS, bo dziś nawet bogaty rolnik płaci bardzo niskie składki; (poszerzyć bazę podatkową m.in. o rolników, którzy nie płacą dziś podatku dochodowego; (uzależnić pomoc społeczną od majątku, a nie dochodu.
- Ten rząd wyraźnie powiedział, że dopóki nie zmieni się prezydent, który wetuje wszystkie ustawy, nie ma mowy o reformach. Nowy prezydent będzie w grudniu, czyli w przyszłym roku nie będzie zmian. Na wiosnę 2011 mamy wybory do parlamentu, czyli na poważnie o jakichś reformach możemy mówić dopiero przy okazji budżetu na 2012 r. - uważa prof. Gomułka.
Jeśli w tym roku dług publiczny przekroczy 55 proc. PKB, co jest możliwe, w 2012 r. rząd zgodnie z ustawą o finansach publicznych będzie musiał przygotować budżet, w którym wydatki mają pokrycie w dochodach. Rząd będzie musiał przygotować pakiet na jakieś 70-80 mld zł oszczędności i nowych dochodów.
Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?
Zamów newsletter!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
5
1 głos
Przeczytaj 5 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach








