Biznes Ludzie Pieniądze

Zmagania bratanków z deficytem. Czy Polsce grozi los Węgier?

Witold Gadomski
19.10.2009 , aktualizacja: 18.10.2009 20:56
A A A Drukuj
Światowy kryzys Polska przechodzi łagodniej niż Węgry, ale wiele wskazuje na to, że wkrótce sytuacja może się całkowicie odwrócić.
Węgry zanotowały największy kwartalny spadek PKB od lat
fot. Shutterstock
Węgry zanotowały największy kwartalny spadek PKB od lat
Od dawna losy Polski i Węgier biegną równolegle. Zmagamy się z tymi samymi problemami, popełniamy podobne błędy i znajdujemy zbliżone rozwiązania. Raz górą jest Polska, raz Węgry. W obu krajach scena polityczna jest zdominowana przez dwa ugrupowania tak ze sobą skłócone, że nie ma mowy o jakiejkolwiek współpracy.

Przez ostatnie lata to Polska prowadziła skuteczniejszą politykę gospodarczą. W nagrodę mamy szybsze tempo wzrostu gospodarczego, a światowy kryzys przechodzimy łagodniej niż Węgry. Wiele jednak wskazuje na to, że wkrótce sytuacja może się całkowicie odwrócić. Węgry są na ścieżce równoważenia finansów publicznych, gdy w Polsce straszy coraz większa dziura budżetowa. W lipcu Ecofin, czyli ministrowie finansów Unii Europejskiej, dał Węgrom i Polsce czas na obniżenie deficytu finansów publicznych poniżej granicy 3 proc. Węgry mają tego dokonać do roku 2011, Polska - 2012. Na razie większe szanse na spełnienie kryterium mają Węgry.

Bokros pomógł tylko na chwilę

Na przełomie lat 80. i 90. Węgry były w lepszej sytuacji niż większość krajów postkomunistycznych. Niedobory na rynku były zdecydowanie mniejsze niż w Polsce, wyższa konsumpcja i płace, niższa inflacja. Niezła sytuacja wyjściowa spowodowała, że przemiany węgierskie dokonywały się wolniej niż w Polsce. Pierwszy rząd niekomunistyczny, centroprawicowej koalicji premiera Józsefa Antalla (a po jego śmierci Petera Borossa), starał się chronić poziom życia Węgrów, odsuwając trudne reformy na przyszłość. Szybko rosły wynagrodzenia, a tym samym koszty pracy, wydatki socjalne i deficyt budżetowy. W 1992 r. wydatki budżetu stanowiły aż 62 proc. PKB, a deficyt sięgnął 9 proc.

Węgry nie uniknęły recesji wynikającej z transformacji. Trwała ona aż do roku 1993, po czym zaczął się wzrost - powolny i niesatysfakcjonujący. Napięcia w gospodarce pod koniec rządów centroprawicy były tak wyraźne, że większość ekonomistów i polityków była zdania, że nie da się dalej odkładać bolesnej operacji przywrócenia w gospodarce równowagi.

W roku 1994 do władzy doszła koalicja partii socjalistycznej (postkomunistów) i partii Wolnych Demokratów (wywodzący się z opozycji antykomunistycznej liberałowie). W marcu 1995 r. rząd zdewaluował forinta, zablokował płace w sektorze państwowym, obciął część wydatków na cele socjalne, wprowadził opłaty za studia wyższe. Reforma ta, zwana "pakietem Bokrosa" od nazwiska ówczesnego ministra finansów, doprowadziła do przywrócenia równowagi budżetowej i zwiększyła konkurencyjność węgierskiej gospodarki. Jest paradoksem, że Lajos Bokros jest dziś eurodeputowanym frakcji konserwatystów, do której wchodzą też przedstawiciele PiS-u, partii niezbyt wrażliwej na problemy nierównowagi budżetowej.

Reformy Bokrosa zaowocowały szybszym wzrostem PKB. Najlepszy był rok 2000, gdy gospodarka rosła w tempie bliskim 5 proc. Ale szybko powróciły problemy z początku transformacji. Zupełnie jakby kolejne rządy chciały jak najszybciej roztrwonić dorobek poprzedników.

W 1998 r. wybory na Węgrzech wygrała prawica i powstał koalicyjny rząd Viktora Orbána. Przez kilka lat korzystał z niezłej koniunktury, niewiele naprawiając i niewiele psując. Ale tuż przed kolejnymi wyborami, które odbyły się w kwietniu 2002 r., rząd podniósł znacznie płace minimalne, co dało impuls do wzrostu płac w całej gospodarce aż o 18,3 proc. Mimo to prawica przegrała wybory. Jesienią 2002 r. lewicowy rząd Petera Medgyessyego podniósł płace części pracowników państwowych aż o 50 proc., co znacznie zwiększyło wydatki państwa. Deficyt finansów publicznych (według kryteriów UE) sięgnął znów 9 proc.

W tym czasie Polska, która również przeżywała trudności budżetowe, radziła sobie z nimi znacznie lepiej. Wprawdzie nie udało się nam radykalnie obniżyć poziomu wydatków państwa, ale nasze rządy przywiązywały znacznie większą wagę do problemu równowagi budżetowej. Poziom naszego długu publicznego oscylował między 40 a 50 proc. PKB, gdy Węgry w najlepszym momencie, w roku 2002, miały dług 52 proc. Potem szybko rósł, przekraczając w 2008 r. 70 proc.

Węgry wprawdzie są bogatszym krajem niż Polska, ale nie zanotowały przyspieszenia wzrostu po wejściu do Unii Europejskiej. Węgierscy politycy rozumieli, że bez reform, zwłaszcza w sferze finansów publicznych, gospodarka ze stagnacji nie wyjdzie. Ale ostry konflikt między lewicą (która rządzi nieprzerwanie od 2002 r.) i prawicą paraliżował działania rządów.

17 września 2006 roku węgierskie radio ujawniło wypowiedź premiera Ferenca Gyurcsánya z zamkniętego spotkania jego partii, które odbyło się kilka miesięcy wcześniej. "Kłamaliśmy przez ostatnie półtora roku. (...) Nie znajdziecie ani jednego znaczącego posunięcia rządu, z którego moglibyśmy być dumni" - mówił Gyurcsány. Mimo nacisków opozycji nie ustąpił ze stanowiska. Przetrwał aż do kwietnia 2009 r.

Kryzys wymusił reformy

Wysoki poziom długu publicznego i zależność gospodarki węgierskiej od finansowania zagranicznego spowodowały, że kraj ten bardzo boleśnie odczuł skutki kryzysu światowego. Wprawdzie już rząd Gyurcsánya obniżył deficyt budżetowy (poprzez zwiększenie wpływów podatkowych, a nie ograniczenie wydatków), lecz było to zbyt mało, by przywrócić zaufanie zagranicznych inwestorów. Jesienią ubiegłego roku był zmuszony zwrócić się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Otrzymał 20 mld euro wsparcia od MFW (w postaci kredytu stand-by), Banku Światowego i Unii Europejskiej w zamian za przyrzeczenie ograniczenia wydatków państwa, zwłaszcza płac w sferze budżetowej, emerytur i rent, a w konsekwencji potrzeb pożyczkowych rządu. Część pomocy została przeznaczona na finansowanie długu publicznego, część na dokapitalizowanie banków, zwłaszcza zagrożonego banku OTP.

Zagraniczna pomoc oddaliła groźbę fali bankructw bankowych i niewypłacalności węgierskich obligacji, ale los rządu Gyurcsánya był przesądzony. W kwietniu powstał nowy gabinet, złożony między innymi z bezpartyjnych ekspertów (choć mających związki z lewicą), na którego czele stanął Gordon Bajnai, biznesmen, minister gospodarki w poprzednim rządzie i wieloletni przyjaciel Gyurcsánya. Nowy gabinet przypomina rząd Marka Belki, tyle że Bajnai ma zadanie o wiele trudniejsze. Musi w ciągu kilku miesięcy pozostających do wyborów (prawdopodobnie w kwietniu 2010) zreformować finanse państwa, system podatkowy i przepchnąć w parlamencie restrykcyjny budżet na rok 2010.

11 maja węgierski parlament wprowadził zmiany w ustawach podatkowych, w wyniku których VAT wzrósł od 1 lipca z 20 do 25 proc. 22 maja rząd wniósł do parlamentu kolejny pakiet ustaw przewidujących podniesienie od 1 stycznia 2010 CIT o 3 pkt proc., zniesienie wielu ulg w CIT i PIT, wprowadzenie nowego podatku od własności (nieruchomości, drogich samochodów, jachtów i samolotów) i zniesienie 3-proc. podatku solidarnościowego, płaconego przez firmy i bogatszych płatników PIT. Przy rozliczeniu PIT dochody zostaną ubruttowione, czyli powiększone o składki na fundusze społeczne. Jednocześnie stawki PIT będą obniżone - dolna z 18 na 17 proc., a górna z 36 na 32 proc. Składki obciążające wynagrodzenia płacone przez pracodawców mają być zmniejszone z 32 na 27 proc. Rząd zapowiada też rozszerzenie ulg podatkowych dla pracodawców tworzących miejsca pracy.

Zamierza też ograniczać wydatki państwa, w tym podnieść wiek emerytalny i zredukować zasiłki rodzinne. Redukcja wydatków pozwoli na obniżenie w następnych latach podatków dochodowych oraz podatków wpływających na koszty pracy, a tym samym na poprawę konkurencyjności węgierskiej gospodarki. Trwała nadwyżka dochodów nad wydatkami państwa umożliwi obniżenie poziomu długu publicznego poniżej 60 proc. w ciągu dziesięciu lat.

Węgierski rząd mimo głębszego spadku produkcji i gwałtownych ataków opozycji, której sondaże dają pewne zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach, ogranicza deficyt budżetowy i dług publiczny.

Minister finansów, 34-letni ekonomista Peter Oszko, przygotował projekt budżetu na rok 2010 zakładający wydatki o 1 bln forintów niższe niż w roku 2009 (15,6 mld zł), a dochody niższe o 900 mld forintów (14 mld zł). Udział dochodów podatkowych w PKB ma w roku 2012 spaść z obecnych 40 proc. do 33-34 proc., czyli do poziomu podobnego jak w Polsce czy Czechach.

Oni zacieśniają, my rozluźniamy

Jak szacują eksperci Bank of America/Merrill Lynch, w tym roku finanse publiczne Węgier zamkną się deficytem -3,9 proc., a w przyszłym -3,8. Ponieważ jednak gospodarka węgierska wciąż będzie w fazie recesji, budżet będzie miał tak zwaną strukturalną nadwyżkę (średni wynik budżetu po wyeliminowaniu wahań koniunkturalnych) wynoszącą 1,4 proc. PKB. O blisko 25 proc. zmniejszą się w przyszłym roku potrzeby pożyczkowe węgierskiego rządu. Działania, które podjął i zapowiada, są procykliczne. Innymi słowy, recesja na Węgrzech nie byłaby tak głęboka, gdyby rząd nie zacieśniał finansów.

Według ekspertów BoA Polska zmierza w przeciwną niż Węgry stronę. Rozluźnienie fiskalne jest jedną z głównych przyczyn utrzymania się u nas wzrostu gospodarczego. Deficyt finansów publicznych wzrośnie z 3,8 proc., w roku 2008 do 6,3 proc. w roku bieżącym i 6,8 proc. w roku 2010, a potrzeby pożyczkowe rządu wzrosną w przyszłym roku o 24,4 proc.

Jest sprawą otwartą, która z tych dwu strategii jest lepsza - węgierska, polegająca na zacieśnieniu deficytu fiskalnego za wszelką cenę, czy polska, powiększenia deficytu w nadziei, że przyszły wzrost gospodarczy pozwoli złagodzić napięcia fiskalne. Doświadczenie poprzednich lat pokazuje, że to złagodzenie jest tylko chwilowe. Bez gruntownych reform problemy budżetowe wracają przy każdym spowolnieniu gospodarki. A na reformy kolejne rządy nie mogą się zdobyć w obawie przed atakiem opozycji.

Na Węgrzech głosowanie nad projektem budżetu odbędzie się wcześniej niż zwykle - pod koniec listopada. Premier Bajnai zapowiedział, że poda się do dymisji, jeśli budżet nie zostanie uchwalony. "Ktokolwiek przejmie władzę po wyborach, powinien kontynuować trzeźwą politykę gospodarczą i budżetową" - stwierdził niedawno. Popierająca rząd lewica zapowiada twarde poparcie, choć obrona restrykcyjnego budżetu jest na krótką metę działaniem samobójczym. Postkomuniści węgierscy nie liczą na wygraną. Zapewne na wiosnę przesiądą się na cztery lata na ławy opozycji. Liczą jednak na to, że po jednej kadencji mogą wrócić do gry i wówczas nie będą musieli ponownie prowadzić tak niepopularnej polityki fiskalnej. Tymczasem przyszły premier Viktor Orbán zapowiedział, że znowelizuje budżet natychmiast, kiedy przejmie władzę. Za kilka miesięcy może zmienić decyzję. Ale może się też okazać, że Węgrzy kolejny raz zmarnują owoce trudnych reform i będą musieli zaczynać na nowo.

TABELE

Deficyt budżetowy i dług publiczny na Węgrzech w proc. PKB

 19961997199819992000200120022003200420052006200720082009
Dług publiczny73,7064,0062,0061,1054,2052,1055,8058,1059,4061,7065,6065,8073,0078,70
Deficyt -4,70-6,20-8,10-5,50-2,90-4,10-9,00-7,10-6,30-7,80-9,20-4,90-3,30n.n.
Źródło: Ministerstwo Finansów Węgier

Jak rósł PKB Polski i Węgier

199920002001200220032004200520062007200820092010
Węgry4,24,94,14,44,34,93,54,01,00,6-6,3 (*)-0,3 (*)
Polska4,54,31,21,43,95,33,66,26,65,0-1,4 (*)0,8 (*)
Źródło: Eurostat

* Prognoza

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos