Biznes Ludzie Pieniądze

Duża gra o małe stawki. Czy można oszukiwać na jednorękich bandytach?

Rozmawiał Mirosław Maciorowski
20.10.2009 , aktualizacja: 19.10.2009 12:44
A A A Drukuj
Włodzimierz Mękarski Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta Włodzimierz Mękarski
Zrobiono z nas gangsterów i mafię, dlatego politycy nie chcą mieć z nami nic wspólnego. Strach przed słowem "hazard" jest u nich tak wielki, że jeśli ktoś chce nawet pomóc, to wyznacza spotkania na cmentarzach - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Włodzimierz Mękarski*
CBŚ zabezpiecza jednorękich bandytów
Fot. policja
CBŚ zabezpiecza jednorękich bandytów
Mirosław Maciorowski: Gdzie jest Ryszard Sobiesiak?

Włodzimierz Mękarski: Wyjechał.

Dokąd?

- Nie wiem. Czuje się zaszczuty. Jest na celowniku mediów i służb.

Sam sobie zasłużył. Dlaczego lobbował za zmianami w ustawie o grach losowych, a nie występował o to oficjalnie?

- Występował, a właściwie nasza Izba występowała [Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych]. Są w niej zrzeszone wszystkie legalnie działające w Polsce firmy zajmujące się hazardem. Przeciwko dopłatom pisaliśmy oficjalnie do Ministerstwa Finansów i premiera Donalda Tuska. Detalicznie tłumaczyliśmy, dlaczego nie wolno tego robić. Że budżet państwa na tym straci, zamiast zyskać. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. No to Rysiek postanowił dotrzeć do ludzi, którzy mogą nam pomóc. On to robił normalnie, przy otwartej kurtynie, jawnie, nie kryjąc się ze swoimi intencjami. Przecież on z tymi politykami grał na co dzień w golfa, rozmawiali o tym.

Na cmentarzu też.

I to jest całe nieszczęście. Oczywiście to nie powinno tak wyglądać, bo Sobiesiak, walcząc o dobre zapisy dla naszej branży, nie robił nic złego. Lobbing istnieje i będzie istniał. Ale niestety, zrobiono z nas gangsterów i mafię, dlatego politycy nie chcą mieć z nami nic wspólnego. Strach przed słowem "hazard" jest u nich tak wielki, że jeśli ktoś chce nawet pomóc, to wyznacza spotkania na cmentarzach. Ze strachu, bo żaden polityk nie chce być nawet kojarzony z naszą branżą. Czy minister Drzewiecki albo Chlebowski mogliby oficjalnie spotykać się z Ryśkiem Sobiesiakiem? Nigdy, bo jakby to wyglądało.

Dlaczego właśnie wokół automatów do niskich wygranych rozgrywa się taka ostra gra?

- W Polsce hazard opiera się na czterech filarach: kasynach z ruletą i krupierami, w których wygrane są bez ograniczeń; salonach gier, w których stoją automaty także na wysokie wygrane; punktach z automatami na niskie wygrane, czyli popularnie zwanymi "jadnorękimi bandytami" i w końcu bukmacherka, czyli obstawianie zakładów sportowych. Chodzi o to, że dwa lata temu liderem rynku hazardu w Polsce zostały właśnie te firmy, które zajmują się automatami na niskie wygrane. Spółki, które w nie zainwestowały, a jest wśród nich także nasza, opanowały ponad 30 proc. rynku i zepchnęły na drugie miejsce dotychczasowego lidera, czyli państwowego potentata Totalizatora Sportowego. Uważam, że ten fakt nie mógł pozostać bez konsekwencji i dlatego wymyślono te dopłaty.

Automaty o niskich wygranych są jednak nielegalnie przerabiane, odkryło to Centralne Biuro Śledcze. Zgodnie z prawem, by raz na takim automacie zagrać, można wrzucić do niego najwyżej równowartość 7 eurocentów, a wygrać nie więcej niż 15 euro. Tymczasem wrzuca się nawet 200 zł, a wygrywa 20 tys. CBŚ twierdzi, że tak pierze się brudne pieniądze, pisał o tym „Dziennik Gazeta Prawna”.

- To nieprawda. Jeśli CBŚ tak twierdzi, to kompletnie nie rozumie, jak te automaty działają. Bo każdy, kto siada do automatu, rzeczywiście może wrzucić do niego więcej pieniędzy, ale wtedy też ma przed sobą więcej pojedynczych gier. Maszyna z tej kwoty tworzy mu po prostu kredyt, z którego przy każdej pojedynczej grze wybiera najwyżej równowartość siedmiu eurocentów. Jeśli w którejś grze wygra te 15 euro, automat przekazuje je do tzw. banku, jeśli wygra następne, to one także tam trafią. I jak już gracz zakończy zabawę, wszystko - to znaczy to, co wrzucił, i to, co wygrał - się bilansuje. Oczywiście teoretycznie za jednym posiedzeniem może wygrać dużo pieniędzy, ale tylko wskutek bardzo wielu pojedynczych gier. Są gracze, którzy za automatami siedzą naprawdę wiele godzin.

I maszyn do tego nie trzeba przerabiać?

- Nie trzeba, one są do tego przystosowane. A jeśli CBŚ udowodni komuś, że przerobił automat w niedozwolony sposób, powinno go od razu zawinąć, bo to jest przestępstwo. Legalnie działające na rynku firmy, takie jak nasza, mają automaty zalegalizowane i sprawdzone.

Jak?

- My kupujemy automaty od austriackiej firmy Novomatic, światowego potentata tej branży. To drogie urządzenia, naszpikowane elektroniką i programami komputerowymi, kosztują ok. 20-25 tys. zł sztuka. Pierwsza rzecz, jaką trzeba zrobić, to poddać je badaniom technicznym. Są w Polsce wyspecjalizowane instytuty, które mają certyfikat Ministerstwa Finansów. One sprawdzają, czy automat spełnia wymogi ustawy, tzn. na przykład to, czy jedna gra odbywa się po wrzuceniu maksymalnie 7 eurocentów i czy wygrana nie przekracza 15 euro. Tylko na podstawie ich badań można zalegalizować automat. Ludzie z tych instytutów wydają opinię techniczną na piśmie.

CBŚ twierdzi, że nad automatami nie ma żadnej kontroli, bo dopuszczający je do użytku inspektorzy robią to zaocznie, w ogóle ich nie widząc.

- No to powinni już siedzieć. Łamią prawo. Jeśli CBŚ sugeruje, że są skorumpowani, to oznacza, że skorumpowani są przedstawiciele Ministerstwa Finansów. Niech ich łapie. A ministerstwo, jeśli dostaje informacje od CBŚ, że pracownicy instytutów łamią prawo, to powinno z nimi natychmiast zakończyć współpracę. Nie powinny mieć prawa wydawania certyfikatów. To tak jakby stacji diagnostycznej udowodnić, że nie przeprowadza badań technicznych samochodu, tylko dopuszcza je do jazdy za łapówki. Natychmiast powinna stracić uprawnienia.

Gdzie działają takie instytuty?

- My współpracujemy z działającymi na politechnikach łódzkiej i warszawskiej. One powinny się do tych oskarżeń odnieść, bo to one zostały pomówione. Tymczasem cały brud spada na nas. Najprościej opinii publicznej powiedzieć, że firmy hazardowe są z gruntu złe. Że działają tylko po to, żeby prać pieniądze i oszukiwać na podatkach. To nieprawda.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów