- Na wszelki wypadek wyjąłem baterię z komórki - tak kilka tygodni temu przy stoliku zaczęła się rozmowa informatora z dziennikarzem "Gazety".
- Ostatnio kilku osobom w firmie zaczęły się psuć karty SIM w komórkach. Niby się śmiejemy, że to przez podsłuch. Ale kto wie, czy jest z czego się śmiać? - tłumaczył, widząc pytający wzrok dziennikarza.
Szpieg, który mnie kochał Gdy w grę wchodzą rządowe afery, korupcja wśród ministrów, taki odruch wydaje się naturalny. Ale gdy w ślad za podsłuchiwaniem polityków czy przestępców podąża rynek prywatnych podsłuchów, może się okazać, że o wyjęciu baterii powinna pomyśleć osoba, która swojemu partnerowi właśnie przyprawia rogi.
- Zamontowaliśmy raz pluskwę w najnowszym modelu Nokii, którą pewien mężczyzna dał w prezencie swojej dziewczynie. Podejrzewał ją o zdradę, miał nawet wytypowanego rywala - opowiada Michał Kaczmarek, kierownik działu akcesoriów detektywistycznych w spółce CTR Partners, do której należy sklep internetowy Podsluchy.com.pl
- Jak wynikło z podsłuchu, dziewczyna rzeczywiście go zdradzała. Ale z dwoma innymi facetami! - mówi Kaczmarek.
Taką pluskwę można zamontować w dwojaki sposób:
• zainstalować specjalne szpiegowskie oprogramowanie w telefonie (będzie niewidoczne dla użytkownika, działa w wybranych modelach Nokii, Motoroli czy Samsunga). Kosztuje - kilkaset do tysiąca złotych za licencję na program (to właśnie przypadek opisywany przez Kaczmarka)
• lub podarować osobie, którą chce się śledzić, odpowiednio przygotowaną do szpiegowania komórkę, na rynku znaną jako Spyphone (kosztuje ok. 3 tys. zł).
W takiej komórce wystarczy już tylko zapisać tzw. numer uprzywilejowany, czyli numer telefonu, z którego będzie można szpiegować, wysyłając odpowiednie polecenia do Spyphone'a.
Chcesz usłyszeć, co się dzieje wokół szpiegowanej osoby, dzwonisz na jej komórkę z numeru uprzywilejowanego (takie połączenia nie są ani rejestrowane, ani widoczne - użytkownik Spyphone'a nie ma o nich pojęcia). I uruchamiasz automatycznie zewnętrzny mikrofon zbierający dźwięk w promieniu 5 metrów od komórki.
Na swój numer możesz otrzymać pełen raport z SMS-ami wysłanymi i odebranymi ze Spyphone'a. A za każdym razem, gdy ktoś zadzwoni na lub ze Spyphone'a, zostaniesz powiadomiony o tym SMS-em - widząc numer, z jakim rozmawia żona lub mąż, możesz podsłuchać rozmowę w trakcie. Dowiesz się też, kiedy telefon zostanie wyłączony albo karta SIM zmieniona.
Za 4,5 tys. zł można pójść o krok dalej i kupić nadajnik z
GPS-em, który pozwala nam śledzić, gdzie znajduje się namierzana osoba z dokładnością do kilku metrów, nawet jeśli telefon jest wyłączony.
- Ot, ironia. Mężowie zdradzają żony, a tych zdradzają SMS-y. Dlatego trzeba uważać na prezenty, które dostajemy od najbliższych - śmieje się jeden z detektywów.
Jak uczy historia szpiegowska - nie tylko od najbliższych.
Amerykański ambasador, który po II wojnie światowej urzędował w ZSRR, mógłby słowom detektywa tylko przytaknąć. W 1946 r. od dzieci z jednej z radzieckich szkół dostał w prezencie drewnianą replikę Wielkiej Pieczęci
USA. I powiesił ją w gabinecie. Po sześciu latach przypadkiem dokonano ciekawego odkrycia - w pieczęci ukryta była pluskwa, która drgania powietrza w pokoju przetwarzała na wibracje miedzianej struny. A ruch tej struny można było odczytać za pomocą fal radiowych ze stojącego pod ambasadą samochodu. Podsłuch był pasywny i działał tylko wtedy, gdy nadawano sygnał. Na owe czasy - praktycznie nie do wykrycia.
Politycy nakręcają koniunkturę Gdy w mediach wrze o podsłuchanych rozmowach polityków w sprawie ustawy hazardowej albo - jak w przypadku sobotniej publikacji "Rzeczpospolitej" - o podsłuchiwaniu dziennikarzy, branża szpiegowsko-detektywistyczna zaciera ręce.
Choć na brak zleceń i zamówień nasi rozmówcy nie narzekają, to tajemnicą poliszynela jest, że nic nie nakręca im popytu tak jak politycy.
- Pistolet jest cały czas nabity, gotowość Polaków do podglądania czy podsłuchiwania jest cały czas wysoka. Chodzi o to, żeby ktoś nacisnął na spust i odpalił cały proces - uważa prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny. - Jak Polacy napatrzą się w telewizji, jakich metod używają politycy, od razu pędzą do sklepów po odpowiedni sprzęt.