Biznes Ludzie Pieniądze

Jak sprzedać giełdę, by jej nie pogrążyć

Tomasz Prusek
19.10.2009 , aktualizacja: 18.10.2009 21:47
A A A Drukuj
Pośpieszne oddanie całkowitej kontroli nad warszawską giełdą zagranicznemu inwestorowi tuż przed kluczowymi dla budżetu prywatyzacjami jest ryzykowne. Jej prywatyzacja jest nieunikniona, ale giełdy powinniśmy pozbywać się w ostatniej kolejności
Tomasz Prusek
Fot. Marcin Klaban / AG
Tomasz Prusek
SERWISY
To zaskakujące, że bardzo bliska prywatyzacja warszawskiej giełdy nie wzbudza ani emocji, ani przede wszystkim debaty na polskim rynku kapitałowym. Wszystko odbywa się w cieniu ustawy hazardowej, sprzedaży stoczni i podsłuchów CBA. Tymczasem już za miesiąc, dwa może być w tej sprawie "wszystko posprzątane" i obudzimy się w nowej rzeczywistości, w której interes prywatnego właściciela GPW wcale nie musi być wspólny z interesem gospodarki narodowej i rządu.

Czwórka zagranicznych inwestorów zainteresowanych kupnem GPW - frankfurcka Deutsche Börse, londyńska LSE, Nasdaq OMX oraz New York Stock Exchange Euronext - ma czas do 28 października na złożenie wiążących ofert zakupu. Strategiczny właściciel GPW będzie mógł kupić pakiet kontrolny, czyli co najmniej 51 proc. akcji. Część akcji - 23 proc. - mogą wykupić instytucje - członkowie giełdy. Jeśli tego nie uczynią, to główny właściciel będzie mógł wziąć też ten pakiet.

Dlaczego to właśnie prywatyzacja GPW, a nie np. spółek energetycznych powinna być szeroko dyskutowana? Ktoś powie: O co chodzi, przecież to spółka jak każda inna, ma przychody, koszty, i ma za zadanie wypracować zysk. Sprzedać ją jak najszybciej, zgodnie z liberalnym sposobem myślenia, że własność prywatna jest zawsze i wszędzie lepsza niż państwowa.

Sęk w tym, że GPW z innymi spółkami łączą jedynie zasady rachunkowości i końcówka nazwy, czyli Spółka Akcyjna. Poza tym to spółka szczególna, bo jest kapitałowym sercem gospodarki. Tłoczy kapitał od tych, którzy go mają, do tych, którzy go potrzebują, co w zimnym języku finansów nazywa się alokacją. Dlatego jej rola w narodowej gospodarce to coś więcej niż zatrudnianie kilkuset ludzi, zarabianie pieniędzy i płacenie podatków. Giełdowy parkiet jest alternatywą dla kredytów bankowych jako źródła kapitału na rozwój firm, nie tylko tak potężnych jak PKO BP czy PGE, ale także dopiero raczkujących. Kto wie, może właśnie teraz jakiś polski Jobs i Wozniak montują w swoim garażu coś na miarę pierwszego legendarnego komputera Apple? I dzięki nim za dziesięć lat polska gospodarka nie będzie już kojarzona z węglem i stalą, ale z przełomowymi technologiami. Ale pomysł polskiego Jobsa i Wozniaka na biznes to za mało. Geniusze nic się zdziałają bez pieniędzy. Pójdą do banku, ale banki po kryzysie finansowym wcale nie palą się do kredytowania, tym bardziej nowych i niepewnych biznesów. W tym miejscu właśnie potrzebna jest giełda, która daje alternatywę finansowania.

Pod tym względem GPW jest fenomenem na skalę europejską, od lat utrzymując się w ścisłej czołówce pod względem liczby i wartości debiutów. W najbliższych latach giełda ma do odegrania ważną rolę w wychodzeniu Polski z kryzysu, bo to źródło kapitału. Na tym nie kończą się wyzwania dla GPW. To także najlepsze narzędzie prywatyzacji dające największą przejrzystość tego procesu. Do prywatyzacji przez giełdę trudno się przyczepić nawet największym przeciwnikom sprzedaży majątku narodowego. A rząd ma przecież w przyszłym roku bardzo ambitne plany prywatyzacyjne, na czele z wprowadzeniem na parkiet PZU. Zamiast pozostawić sobie takie szalenie sprawne narzędzie w ręku, również się go pozbywa.

Od tego, w jakiej kondycji będzie giełda, jakiej jakości będą notowane tam firmy, zależy też powodzenie reformy emerytalnej. Wisi na tym los 14 milionów polskich emerytów, bo blisko 40 proc. z ich oszczędności ulokowane jest w akcjach na GPW. Jeśli jej znaczenie zostanie zmarginalizowane, inwestorzy będą omijać Warszawę, to nasi emeryci będą klepać biedę. Tu stawka jest wysoka, bo chodzi o kilkadziesiąt miliardów złotych. I ta stawka rośnie, każdego dnia do OFE wpływają nowe składki. Blednie przy tym te marne pół miliarda czy nawet miliard, jakie rząd może wydusić z prywatyzacji GPW.

Daleki jestem od spiskowej teorii, że nowy właściciel kupi GPW po to, aby najlepsze spółki powyciągać jak rodzynki z ciasta i przenieść na swój macierzysty parkiet, zostawiając nad Wisłą jedynie drugo- i trzeciorzędne firmy, którymi nie będzie się interesować pies z kulawą nogą. Ale takiego ryzyka nie da się wykluczyć i naprawdę warto teraz dmuchać na zimne.

Podstawowa wątpliwość brzmi: dlaczego tak szybko inwestor strategiczny ma objąć pakiet kontrolny GPW? Czy nie lepiej byłoby najpierw sprzedać mu np. 25 proc., zobaczyć, jak GPW działa pod jego okiem, a dopiero później pozwolić dokupić resztę? Nie wierzę w magiczną moc umów prywatyzacyjnych, w których całkowicie zabezpiecza się interesy naszej gospodarki. To po prostu jest biznes. Nabywca GPW będzie się starać wycisnąć ze swojego nowego nabytku jak najwięcej, niezależnie od tego, jak często będzie mówił o jej misji i znaczeniu dla całej naszej gospodarki. Liczy się kasa. Koniec. Kropka.

Podsumujmy. Po pierwsze, oddanie od razu pakietu kontrolnego GPW w ręce nowego właściciela jest mało roztropne, bo można wpuścić lisa do kurnika. Po drugie, bezpieczniej byłoby poczekać, aż zakończy się prywatyzacja przez GPW największych spółek, nasz kraj stanie na nogi po kryzysie, a firmy "prywatne od zawsze" dzięki ofertom publicznym dostatecznie wzmocnią się kapitałowo. Po trzecie spodziewane dochody dla budżetu ze sprzedaży akcji GPW nie są aż tak wielkie, aby równoważyły ryzyka, jakie obecnie niesie ze sobą ta prywatyzacja. I na koniec: wskazując bieżące zagrożenia wynikające z pośpiesznej prywatyzacji GPW, trzeba pamiętać, że na dłuższą metę utrzymanie naszej giełdy pod kuratelą państwa byłoby oczywistym błędem, bo pod jej bokiem rośnie silny regionalny sojusz kierowany przez giełdę wiedeńską, która wraz z przejętymi parkietami w Budapeszcie, Pradze i Lublanie zawiązały CEE Stock Exchange Group. Szansą na utrzymanie pozycji GPW jest sprzymierzenie się z większym graczem. Pod warunkiem że ten będzie chcieć jej rozwoju.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów