Biznes Ludzie Pieniądze

Jak stoczniowcy chcieli brać sprawy w swoje ręce

Sławomir Sowula
19.10.2009 , aktualizacja: 18.10.2009 21:55
A A A Drukuj
W Stoczni Gdynia co czwarty zwolniony stoczniowiec chciał zakładać firmę. Kusiły obietnice sutych dotacji na start. Dziś nie ma stoczni, pracy, a o dotację trzeba walczyć
Stocznia Gdynia
Fot. Kamil Gozdan / AG
Stocznia Gdynia
Pani Katarzyna ma 28 lat i jest już legendą wśród stoczniowców zwolnionych ze Stoczni Gdynia. Jest legendą, bo chce założyć salon strzyżenia psów. Legenda rośnie z dnia na dzień. Potrzebuje jej firma DGA, która za rządowe pieniądze, ma znaleźć pracę dla 8 tys. stoczniowców zwolnionych w Gdyni i Szczecinie. Po pół roku działalności znalazła pracę dla co dwudziestego. Ostatnio prezes DGA Andrzej Głowacki rozmnożył legendę.

- Na razie najlepiej radzi sobie założony przez trzy panie salon strzyżenia psów. Mają mnóstwo klientów - mówił niedawno w rozmowie z dziennikarzem "Gazety".

Salonu na razie nie ma, choć prawdą jest, że pani Katarzyna skończyła odpowiedni kurs, który sfinansowała jej DGA. Koleżanki są, ale zajmują się czymś innym, klienci dopiero będą. Pani Katarzyna kończy właśnie udział w programie, po którym będzie miała szanse na otrzymanie kilkudziesięciu tysięcy złotych unijnej dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Szuka lokalu na salon. O pomocy DGA w szkoleniach zdanie ma jak najgorsze. - Zmarnowali ludziom szanse na realizację ich marzeń. Mnie się udało, bo wszystko wyszarpałam - mówi.

Kurs mocno wyczekiwany

Kiedy w marcu br. było już wiadomo, że w gdyńskiej stoczni będą zwalniać, stoczniowcy byli na nie gotowi. Obietnice wysokich odszkodowań i szkoleń pozwalających zdobyć nowe kwalifikacje wielu przyjęło z ulgą. Obiecywała Agencja Rozwoju Przemysłu, która na mocy specustawy nadzoruje w imieniu rządu likwidację i sprzedaż majątku stoczni. Zwalnianym w znalezieniu nowej pracy miał pomóc Programu Zwolnień Monitorowanych, którego bezpośrednim wykonawcą jest zatrudniona przez ARP poznańska firma DGA. Każdy z nich podpisał umowę z ARP. Dzięki temu dostał odszkodowanie do 60 tys. zł i przez sześć miesięcy mógł pobrać po 2500 zł brutto tzw. szkoleniowego dodatku. Dostali też prawo do szkoleń finansowanych w ramach programu. Średnio na każdego stoczniowca z tego tytułu przypadło 3300 zł.

Firma DGA chwali się, że po sześciu miesiącach już połowa stoczniowców bierze udział w kursach. Stoczniowcy nie mają złudzeń - dopiero połowa. I to one budzą największą frustrację. Jest ich za mało, trzeba na nie czekać zbyt długo.

Pani Kasia od psów: - Jak poszłam w marcu na pierwszą rozmowę z doradcą, to od razu powiedziałam mu, co chce robić. Sama dostarczyłam DGA adres firmy, której kurs mnie interesował. I tu pierwsze zderzenie. Zanim się zgodzili, to trzy terminy kursów mi minęły - opowiada.

Andrzej, pięćdziesięciolatek, były monter rurociągów, 29 lat w stoczni: - Czekam na kurs angielskiego od miesięcy.

Robert, 36-latek, od 13 lat w stoczni jako spawacz : - Znajdę pracę, ale potrzebuję uprawnień spawacza konstrukcji lądowych. Żeby je zdobyć, potrzeba 6-7 tys. zł. Kurs podstawowy kosztuje 2,5 tys. zł. To za mało.

DGA sama przyznaje, że dotychczasowy efekt jej działań nie jest najlepszy. Około 400 osób z obu stoczni znalazło pracę - 290 ze Stoczni Gdynia, a 110 w Stoczni Szczecińskiej Nowej.

- Większość z tych ludzi znalazła sobie pracę sama - ripostują stoczniowcy.

Łukasz Czajka, przedstawiciel DGA w Gdyni: - Jeżeli skorzystali z wstępnych konsultacji i byli w kontakcie z nami, a nawet potem znaleźli pracę, to czy znaleźli sami, czy dzięki nam?

DGA obiecuje przyśpieszenie. - Do 15 listopada wszyscy stoczniowcy odbędą kurs.

- A co z dodatkowymi, których się domagają? - pytamy.

- Dostaną go tylko wtedy, kiedy będą mieli promesę pracy od pracodawcy.

Namalować portret stoczniowca

W Gdyni biuro DGA mieści się w pobliżu stoczni. Wynajęto piętrowy budynek. Kilkanaście pokoi, pracownice odbierające telefony, szukające ofert, rozmawiające ze stoczniowcami. Na ścianie tablica z ogłoszeniami pracodawców. W większości to zajęcia pokrewne - spawacze, monterzy, sporo ofert dla pracowników ochrony.

Wielu z nich przez całe wakacje czekało na inwestorów z Kataru. Niespecjalnie szukało pracy, licząc na to, że znajdzie coś dla nich w stoczni należącej do nowego właściciela.

Andrzej, doradca zawodowy zatrudniony przez DGA, uczestniczył w podobnym programie w latach 90., gdzie miał do czynienia z górnikami z wałbrzyskich kopalń. Nie chce podawać nazwiska, boi się, że stoczniowcy stracą do niego zaufanie: - Wspólne jest to, że i górnicy i stoczniowcy traktowali swoje zakłady pracy jak matkę: pewna praca, świadczenia socjalne, kolonie dla dzieci, wczasy itp. Stoczniowcy, a najbardziej ci z Gdyni są jednak bardziej przedsiębiorczy. Może dlatego, że wielu nich było na kontraktach u zachodnich pracodawców. Takie doświadczenie zmienia podejście do zmian, zachowania na rynku pracy. Stoczniowcy inaczej też gospodarują pieniędzmi. W Wałbrzychu dilerzy mieli specjalne oferty dla zwalnianych górników, stoczniowcy wolą remontować mieszkania, spłacać kredyty.

W Gdyni pracę znalazło prawie trzy razy więcej ludzi niż w Szczecinie. Dlaczego?

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy