Leszek Czarnecki, założyciel m.in. notowanego na
warszawskiej giełdzie Getin Holdingu, Noble Banku czy spółki deweloperskiej LC Corp, pobił właśnie rekord świata w najdłuższym nurkowaniu jaskiniowym. Po prawie 10 godzinach nurkowania samotnie pokonał ponad 17 km korytarzy Dos Ojos, kompleksu jaskiń położonych w południowym Meksyku na półwyspie Jukatan. To nie pierwszy wyczyn Czarneckiego. W 2003 r. jako pierwszy Polak zszedł na głębokość 194 m w jaskini Boesmansgat w RPA, ustanawiając wówczas rekord Polski w głębokości nurkowania jaskiniowego.
- To najbardziej ekstremalny z ekstremalnych sportów - mówi Grzegorz Czernek, instruktor nurków, autor wielu książek na temat nurkowania. - Tolerancja błędu, na jaką mogą liczyć nurkowie w jaskini, jest zerowa. W razie kłopotów można liczyć jedynie na własne umiejętności i opanowanie. Leszek już w latach 80. był jednym z najlepszych nurków w kraju. Pamiętam go jeszcze z kursów. Już wtedy robił ogromne wrażenie opanowaniem i radzeniem sobie w każdej sytuacji, nawet w tych najbardziej krytycznych.
Imponujące osiągnięcia Czarneckiego nie przekonują jednak analityków giełdowych. Ci są zgodni, że dla inwestorów byłoby dużo lepiej, gdyby Czarnecki pasję miał znacznie mniej ekstremalną.
Marek Zuber, analityk rynków finansowych, główny ekonomista Internetowego Domu Maklerskiego, były szef doradców ekonomicznych premiera Marcinkiewicza: - Akcjonariusze jego spółek powinni drżeć ze strachu za każdym razem, gdy tylko schodzi on pod wodę. Oczywiście jego spółki mają zarządy, rady nadzorcze i zbudowane strategie na wiele lat, ale to prezes Czarnecki jest kołem zamachowym i głównym architektem rozwoju swoich spółek. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało z kursami, gdyby doszło do wypadku. Już samo to, że uprawia takie sporty, ogranicza grono potencjalnych inwestorów.
- Takie pasje mogą być ryzykowne dla akcjonariuszy - ocenia Adam Ruciński,
doradca inwestycyjny z BFTG Ruciński i Wspólnicy. Po chwili jednak dodaje: - Z drugiej strony być może bez tej zdolności do podejmowania ryzyka nic nigdy w biznesie by nie stworzył, więc i tych akcjonariuszy by nie było.
Czarnecki swojej pasji przed nikim nie kryje i poniekąd podziela zdanie analityków na temat wpływu jego zdrowia na wyniki jego spółek. W prospekcie emisyjnym spółki LC Corp wśród czynników ryzyka można przeczytać: Leszek Czarnecki uprawia różne sporty, m.in. nurkowanie. Wszelkie ewentualne obrażenia odniesione przez Leszka Czarneckiego mogą wpłynąć na zdolność grupy do podejmowania decyzji operacyjnych lub inwestycyjnych. Doniesienia prasowe lub spekulacje na temat obrażeń odniesionych przez Leszka Czarneckiego, nawet jeśli nie będą one potwierdzone, lub na temat innych zdarzeń, z powodu których Leszek Czarnecki nie będzie mógł uczestniczyć w działalności grupy, mogą w znaczący sposób niekorzystnie wpłynąć na cenę akcji spółki.
Czarnecki to niejedyny przedsiębiorca, który ma bardzo ekstremalne pasje. Michał Sołowow, jeden z najbogatszych Polaków, jest także wicemistrzem Europy w
rajdach samochodowych. Sir Richard Branson, założyciel jednej z najlepiej rozpoznawanych marek świata firmy Virgin Group, poza pracą bije rekordy w lotach balonem. Przemierzył m.in. w rekordowym czasie Ocean Atlantycki. Do niego należy także rekord w najdłuższym locie balonem. W 1991 roku przemierzył 6700 mil, przecinając
Pacyfik z Japonii do arktycznej Kanady. Trudno zapomnieć o Stevie Fossetcie, amerykańskim miliarderze, który na swoim koncie ma pobitych 115
rekordów. Dwukrotnie okrążył Ziemię odrzutowcem, w 2002 roku samotnie okrążył Ziemię balonem, a w roku 2005 jako pierwszy człowiek samotnie, bez międzylądowań obleciał świat w 67 godzin. 15 lutego 2008 roku, po wypadku samolotu sportowego, którym leciał, został oficjalnie uznany za zmarłego. Jego ciało nigdy nie zostało odnalezione. Po informacji o zaginięciu akcje jego spółek spadły o kilkanaście procent.
Z Leszkiem Czarneckim o jego pasji wczoraj nie udało nam się porozmawiać. Artur Wiza, członek rady nadzorczej Getin Holding, mówi krótko: - Leszek Czarnecki jest jednym z najbardziej doświadczonych nurków w Polsce. Ma za sobą kilkadziesiąt tysięcy godzin spędzonych pod wodą. Akcjonariusze nie muszą więc drżeć ze strachu o własne pieniądze, jak tylko prezes schodzi pod wodę. Każda, nawet najprostsza jego wyprawa zawsze jest świetnie i bardzo starannie przygotowana. Podobnie zresztą jak jego spółki wchodzące na giełdę bądź już na niej będące.