Jesteśmy w fazie wczesnego ożywienia - orzekli ekonomiści, gdy przeanalizowali solidną porcję opublikowanych wczoraj danych makroekonomicznych. - Stosując terminologię "literkową", popularną ostatnio na świecie, można powiedzieć, że jesteśmy w dolnej części litery U. Okres spadku za nami, wzrostu - przed nami. I nastąpi on prawdopodobnie szybciej, niż dotąd przypuszczaliśmy - tłumaczy Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Co wynika z danych GUS? Produkcja przemysłowa we wrześniu spadła o 1,3 proc. w ujęciu rocznym, połowę mniej, niż oczekiwali ekonomiści rynkowi. Na początku tego roku produkcja była na kilkunastoprocentowym minusie.
Co więcej, w zrewidowanych przez GUS danych za sierpień zobaczyliśmy symboliczny wzrost o 0,1 proc. Jednak wynik wrześniowy nie jest pogorszeniem, ponieważ w sierpniu było więcej dni roboczych niż rok wcześniej. Po oczyszczeniu danych z wpływu tzw. czynników sezonowych okaże się, że roczny spadek zmniejszył się z 3,1 proc. w sierpniu do 2,1 proc. we wrześniu.
- Jeśli nie w listopadzie, to w grudniu będziemy mieć solidny wzrost
produkcji przemysłowej rok do roku - zapowiada Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.
Nieco gorzej od oczekiwań wypadło budownictwo - tu wzrost wyniósł 5,7 proc. Największe wzrosty (prawie o 30 proc.) miały te firmy, które zajmują się głównie "budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej", czyli inwestycjami w infrastrukturę.
Znany jest już niemal komplet danych za trzeci kwartał. Analitycy spodziewają się, że będzie on lepszy niż drugi, choć jeszcze jakiś czas temu raczej prorokowano, że zobaczymy dołek. - W III kwartale wzrost
PKB mógł wynieść powyżej 1,4 proc. A w IV kwartale może być już blisko 3 proc. - przypuszcza Ernest Pytlarczyk, ekonomista
BRE Banku.
Ten optymizm opiera m.in. o najnowsze badania NBP wśród przedsiębiorców. Okazuje się, że nie tylko poprawiają się oceny bieżącej sytuacji (jako dobrą lub bardzo dobrą oceniło swoją sytuację 73 proc. firm). Lepsze są przewidywania dotyczące popytu krajowego i zagranicznego, firmy raportują o zwiększającej się ilości nowych zamówień i spadku nadmiernego zapasu gotowych wyrobów. Lepsze są też prognozy dotyczące pracy i płacy: mniej firm chce zwalniać i obniżać pensje.
Czy najgorsze firmy już mają za sobą? Ponad jedna trzecia uważa, że kryzys całkowicie je ominął, a jedna czwarta skarży się, że nie widać światełka w tunelu. "Grupa firm, które doświadczyły trudności, ale sobie z nimi już poradziły, to przede wszystkim producenci trwałych dóbr konsumpcyjnych, w tym przemysł meblowy, eksporterzy oraz firmy świadczące usługi transportowe" - czytamy w raporcie NBP.
- Ale najbardziej cieszy wzrost wykorzystania mocy produkcyjnych przez firmy. To daje nadzieję, że za jakiś czas zaczną inwestować. A wtedy ożywienie będzie mogło być odczuwalne przez przeciętnego Kowalskiego, bo jak rosną inwestycje, to potrzeba nowych pracowników, zaczynają rosnąć pensje - wyjaśnia Marcin Mróz. Zastrzega jednak, że potrzeba kilku kwartałów konsekwentnej poprawy sytuacji firm, by na rynku pracy nastąpiła odczuwalna poprawa.
W przyszłym roku
wzrost gospodarczy odbije się z 1 do około 2 proc. PKB. - To wzrost jak filmowy miś - na miarę naszych możliwości. Wychodzenie ze spowolnienia będzie żmudne i długotrwałe. Wiele zależy od tego, jak będzie wyglądać sytuacja u naszych partnerów handlowych. Jak świat sobie poradzi po wygaszeniu programów pomocowych? Tu mamy więcej ryzyka niż pewności - dodaje Mróz.