Polacy mają tysiące pomysłów na biznes
Sylwia Śmigiel
2009-10-21, ostatnia aktualizacja 2009-10-21 21:56
Meble przyjazne dzieciom, teatr lalek, kolektory słoneczne - to niektóre z pomysłów, w których realizacji pomógł konkurs "Pomysł na firmę" organizowany przez Raiffeisen Bank Polska i "Gazetę". Zwycięzcy z najlepszymi biznesplanami dostali pieniądze na rozkręcenie własnej firmy
ZOBACZ TAKŻE
- Komisja Przyjazna niektórym państwu (21-12-09, 06:00)
- Rosnący segment prasy (16-11-09, 14:19)
- Buble przyciągają kłopoty (10-11-09, 14:00)
- Jak zostać milionerem: z wioski do Nowego Jorku (12-10-09, 10:00)
- Polacy uciekają przed bezrobociem na swoje (05-10-09, 01:00)
Dziś w Polsce jest prawie 2 mln małych firm. Niestety, ich rozwój często hamuje brak pieniędzy. Nie dostaną ich od banku, bo nie mają zdolności kredytowej. Pomoc z urzędu pracy zazwyczaj jest niewystarczająca - kilkanaście tysięcy złotych często wystarcza tylko na rozkręcenie biznesu. Mało kto ma też wujka z teczką pełną gotówki, którą ten chciałby przekazać w dobre ręce.
Dlatego dwa lata temu "Gazeta" wspólnie z Raiffeisen Bank Polska postanowili wspomóc tych, którzy odważą się otworzyć własny biznes. Ogłosiliśmy konkurs "Pomysł na firmę". Żeby zdobyć pieniądze wystarczyło mieć świetny pomysł i przełożyć go na dobry biznesplan. W ciągu dwóch edycji konkursu rozdaliśmy 500 tys. zł. O wygraną walczyło łącznie prawie trzy tysiące osób, nagrodziliśmy - dziewięć.
Zgłoszenia napływały zarówno z dużych miast, jak i z liczących po kilka domów wsi. Kilka osób przysłało swoje pomysły z... aresztu. W konkursie brali udział ci, którzy jeszcze nie zarejestrowali firmy, ale i ci, którzy już prowadzili własną działalność, a brakowało im pieniędzy na rozwój.
Wiele biznesplanów przysłali nam profesjonaliści. Te miały dużą objętość, z mnóstwem załączników, analiz, infografik ze szczegółową informacją o konkurencji, której nie powstydziłaby się nawet agencja wywiadu. Do niektórych dołączone były nawet analizy ekspertów.
Nie brakowało oryginalnych pomysłów. Przykłady? Onoterapia, w której do leczenia zamiast koni wykorzystywane byłyby osły, czy produkcja stylizowanych na zabytkowe młynków do kawy. Aż połowa pomysłów dotyczyła branży internetowej, m.in. komunikatorów, serwisów, porównywarek cenowych, e-sklepów itd. Sił we własnym biznesie chcieli spróbować w większości ludzie młodzi, absolwenci politechnik, uniwersytetów czy szkół pomaturalnych. Ponad połowa uczestników konkursu to były kobiety. Swoje biznesplany zgłaszały też panie po pięćdziesiątce, wychodząc z założenia, że chcą robić w życiu coś nowego, bo emerytura ich jeszcze nie interesuje.
Meble przyjazne dla dzieci
W naszym konkursie zwyciężyła Agnieszka Kwiecińska z Warszawy, architekt, która postanowiła zarabiać na szyciu nietypowych mebli. Skąd taki pomysł? Jej córka bardzo nie lubiła swojego łóżeczka ze szczebelkami. Obijała się o nie, budziła. Pani Agnieszka nie znalazła na rynku nic, co by jej odpowiadało i mogło zastąpić standardowe łóżeczko. - I tak się zaczęło. Zadzwoniłam do swojej koleżanki i razem uszyłyśmy łóżko - mówi. Jej pierwszy mebel był materacem gąbkowym z bocznymi zabezpieczeniami, dzięki którym dziecko z niego nie wypada. Łóżeczko działa do dzisiaj.
Kwiecińskiej tak spodobało się projektowanie mebli, że postanowiła otworzyć własną firmę. Przygotowywała się do tego ponad dwa lata. Projektowała prototypy, szyła pierwsze meble. I wzięła udział w konkursie "Pomysł na firmę". Powstał porządny biznesplan. W planowaniu pomagali znajomi, bo - jak sama przyznaje - nie jest specjalistką od finansów.
Opłacało się, bo nie dość, że z biznesplanu korzysta do dziś, to jeszcze dostała 50 tysięcy zł na rozkręcenie firmy. Dzięki wygranej mogła kupić wysokiej jakości tkaniny na meble, zapłacić za badania i atesty. Dodatkowo przed rozpoczęciem sprzedaży musiała wyprodukować meble. Te wykonano w szwalni, ponieważ właścicielka firmy zajmuje się tylko projektowaniem i szyciem prototypów.
Pani Agnieszka pieniądze wygrane w konkursie zainwestowała też w stronę i sklep internetowy www.miuki.pl. Wystartowała dokładnie 1 czerwca tego roku.
Firma Miły Projekt sprzedaje meble przypominające trochę poduszki, trochę pufy. Wszystko wygodne, kolorowe, miękkie i przyjazne dzieciom. Można na nich czytać, wylegiwać się czy bawić. - Ale wszystko jest na tyle uniwersalne, że spełnia oczekiwania dziecka i rodzica - zaznacza.
Oprócz foteli czy pufów sprzedaje też worki na zabawki i drobiazgi, obrazy do pokoju dziecięcego.
- Nie martwię się, że nic nie wyjdzie z mojego pomysłu. Powolutku, ale wciąż, idę do przodu - cieszy się właścicielka Miłego Projektu i dodaje, że sprzedaje kilkanaście mebli miesięcznie. Nie ma pieniędzy na reklamę, więc informacja o firmie roznosi się drogą pantoflową. Klientów ma już z całej Polski. Teraz planuje wprowadzenie kolejnych serii mebli - tym razem stolików i krzesełek.
Judo i filozofia
Również Kinga Dyląg ze Starego Wiśnicza w Małopolsce postawiła na dziecięcy biznes. Ponad rok temu, jeszcze przed startem w konkursie, otworzyła Centrum Rozwoju Dziecka w Nowym Wiśniczu.
Za 50 tys. wygranej w konkursie m.in. przygotowała sale dla dzieci. - Gdyby nie nagroda , nie zdołałbym pociągnąć tego biznesu. Na razie jeszcze muszę do niego trochę dokładać - mówi. W ośrodku są zajęcia z języka angielskiego, rysunku, malarstwa, judo, tańca, a od niedawna także filozofia dla dzieci. - Program jest bogaty, ale mam już kolejne pomysły i planuję, jak je wprowadzić w życie - mówi pani Kinga.
Zajęcia prowadzą profesjonalni instruktorzy. Grupy liczą do 15 osób. Często jedno dziecko chodzi na trzy-cztery zajęcia.
Dyląg ma 50 podopiecznych. Są wśród nich też dzieci z Bochni, czyli większej miejscowości od tej, w której jest ośrodek. - To taki mój mały sukces. Nawet nie próbowałam uderzać na ten rynek, bo wydawał mi się nieosiągalny - mówi.
Dlatego dwa lata temu "Gazeta" wspólnie z Raiffeisen Bank Polska postanowili wspomóc tych, którzy odważą się otworzyć własny biznes. Ogłosiliśmy konkurs "Pomysł na firmę". Żeby zdobyć pieniądze wystarczyło mieć świetny pomysł i przełożyć go na dobry biznesplan. W ciągu dwóch edycji konkursu rozdaliśmy 500 tys. zł. O wygraną walczyło łącznie prawie trzy tysiące osób, nagrodziliśmy - dziewięć.
Zgłoszenia napływały zarówno z dużych miast, jak i z liczących po kilka domów wsi. Kilka osób przysłało swoje pomysły z... aresztu. W konkursie brali udział ci, którzy jeszcze nie zarejestrowali firmy, ale i ci, którzy już prowadzili własną działalność, a brakowało im pieniędzy na rozwój.
Wiele biznesplanów przysłali nam profesjonaliści. Te miały dużą objętość, z mnóstwem załączników, analiz, infografik ze szczegółową informacją o konkurencji, której nie powstydziłaby się nawet agencja wywiadu. Do niektórych dołączone były nawet analizy ekspertów.
Nie brakowało oryginalnych pomysłów. Przykłady? Onoterapia, w której do leczenia zamiast koni wykorzystywane byłyby osły, czy produkcja stylizowanych na zabytkowe młynków do kawy. Aż połowa pomysłów dotyczyła branży internetowej, m.in. komunikatorów, serwisów, porównywarek cenowych, e-sklepów itd. Sił we własnym biznesie chcieli spróbować w większości ludzie młodzi, absolwenci politechnik, uniwersytetów czy szkół pomaturalnych. Ponad połowa uczestników konkursu to były kobiety. Swoje biznesplany zgłaszały też panie po pięćdziesiątce, wychodząc z założenia, że chcą robić w życiu coś nowego, bo emerytura ich jeszcze nie interesuje.
Meble przyjazne dla dzieci
W naszym konkursie zwyciężyła Agnieszka Kwiecińska z Warszawy, architekt, która postanowiła zarabiać na szyciu nietypowych mebli. Skąd taki pomysł? Jej córka bardzo nie lubiła swojego łóżeczka ze szczebelkami. Obijała się o nie, budziła. Pani Agnieszka nie znalazła na rynku nic, co by jej odpowiadało i mogło zastąpić standardowe łóżeczko. - I tak się zaczęło. Zadzwoniłam do swojej koleżanki i razem uszyłyśmy łóżko - mówi. Jej pierwszy mebel był materacem gąbkowym z bocznymi zabezpieczeniami, dzięki którym dziecko z niego nie wypada. Łóżeczko działa do dzisiaj.
Kwiecińskiej tak spodobało się projektowanie mebli, że postanowiła otworzyć własną firmę. Przygotowywała się do tego ponad dwa lata. Projektowała prototypy, szyła pierwsze meble. I wzięła udział w konkursie "Pomysł na firmę". Powstał porządny biznesplan. W planowaniu pomagali znajomi, bo - jak sama przyznaje - nie jest specjalistką od finansów.
Opłacało się, bo nie dość, że z biznesplanu korzysta do dziś, to jeszcze dostała 50 tysięcy zł na rozkręcenie firmy. Dzięki wygranej mogła kupić wysokiej jakości tkaniny na meble, zapłacić za badania i atesty. Dodatkowo przed rozpoczęciem sprzedaży musiała wyprodukować meble. Te wykonano w szwalni, ponieważ właścicielka firmy zajmuje się tylko projektowaniem i szyciem prototypów.
Pani Agnieszka pieniądze wygrane w konkursie zainwestowała też w stronę i sklep internetowy www.miuki.pl. Wystartowała dokładnie 1 czerwca tego roku.
Firma Miły Projekt sprzedaje meble przypominające trochę poduszki, trochę pufy. Wszystko wygodne, kolorowe, miękkie i przyjazne dzieciom. Można na nich czytać, wylegiwać się czy bawić. - Ale wszystko jest na tyle uniwersalne, że spełnia oczekiwania dziecka i rodzica - zaznacza.
Oprócz foteli czy pufów sprzedaje też worki na zabawki i drobiazgi, obrazy do pokoju dziecięcego.
- Nie martwię się, że nic nie wyjdzie z mojego pomysłu. Powolutku, ale wciąż, idę do przodu - cieszy się właścicielka Miłego Projektu i dodaje, że sprzedaje kilkanaście mebli miesięcznie. Nie ma pieniędzy na reklamę, więc informacja o firmie roznosi się drogą pantoflową. Klientów ma już z całej Polski. Teraz planuje wprowadzenie kolejnych serii mebli - tym razem stolików i krzesełek.
Judo i filozofia
Również Kinga Dyląg ze Starego Wiśnicza w Małopolsce postawiła na dziecięcy biznes. Ponad rok temu, jeszcze przed startem w konkursie, otworzyła Centrum Rozwoju Dziecka w Nowym Wiśniczu.
Za 50 tys. wygranej w konkursie m.in. przygotowała sale dla dzieci. - Gdyby nie nagroda , nie zdołałbym pociągnąć tego biznesu. Na razie jeszcze muszę do niego trochę dokładać - mówi. W ośrodku są zajęcia z języka angielskiego, rysunku, malarstwa, judo, tańca, a od niedawna także filozofia dla dzieci. - Program jest bogaty, ale mam już kolejne pomysły i planuję, jak je wprowadzić w życie - mówi pani Kinga.
Zajęcia prowadzą profesjonalni instruktorzy. Grupy liczą do 15 osób. Często jedno dziecko chodzi na trzy-cztery zajęcia.
Dyląg ma 50 podopiecznych. Są wśród nich też dzieci z Bochni, czyli większej miejscowości od tej, w której jest ośrodek. - To taki mój mały sukces. Nawet nie próbowałam uderzać na ten rynek, bo wydawał mi się nieosiągalny - mówi.
Już dziś PRACA dla Ciebie -
Internetowe Targi Pracy
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
3.2
11 głosów
Przeczytaj 20 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
BIZNES LUDZIE PIENIĄDZE

Jeśli buty to za 50 zł. Polacy kupują tanio, ale się nie przyznają
WYWIAD Z CEGIELSKIM

W Azji biznes robi się od kuchni. Od frontu wchodzą giganty
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach









