Biznes Ludzie Pieniądze

Derdziuk: Gdyby żona się nie zgodziła, to bym prezesem nie został

Rozmawiali Leszek Kostrzewski i Piotr Miączyński
21.10.2009 , aktualizacja: 21.10.2009 21:48
A A A Drukuj
Rozmowa z nowym prezesem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Zbigniewem Derdziukiem
Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS
Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: Czemu pan nie chciał dać kartki na wódkę Kazikowi Staszewskiemu? Wytknął to panu w piosence "No speaking inglese" "No daj mi Derdziuk wódki, no co ci to stanowi? Ja nie mogę, muszę zawieźć tatowi".

- Z panem Staszewskim, który jest dzisiaj celebrytą, studiowaliśmy socjologię. Na Uniwersytecie Warszawskim był strajk. A ja uważam, że w czasie strajku się strajkuje, a nie pije. Dawne czasy. Chciałbym zresztą nie być postrzegany przez pryzmat tej historii.

Słyszeliśmy, że pan wcale nie palił się do zostania prezesem ZUS. W rządzie była łapanka i padło na pana?

- Jestem z takiego pokolenia, gdzie służba państwu jest zaszczytem.

Ale były jakieś namowy, aby został pan prezesem?

- Czy panowie myślicie, że człowiek podejmuje ważne decyzje, nie konsultując się z nikim?

Kogo więc pan zapytał? Ministra Boniego? Premiera? Minister pracy?

- W pierwszej kolejności żonę.

Przeraziła się?

- Zapytała, czy widzę w tym sens. Ponieważ praca jest w Warszawie, nie muszę nigdzie wyjeżdżać, wie, że nie zaburzy to sytuacji rodziny. Żona przyzwyczaiła się, że często zmieniałem pracę i podejmowałem róże wyzwania.

Czyli? W ostatnich latach na ilu stanowiskach pan był?

- Byłem urzędnikiem w Senacie, Ministerstwie Zdrowia, z ministerstwa przeszedłem do Urzędu Rady Ministrów, z URM do Sejmu, z Sejmu do Telewizji Polskiej, z TVP do Polskiego Banku Inwestycyjnego, potem do PKO BP. Ostatnio byłem wiceprezesem Banku Pocztowego. Do kancelarii premiera wracałem trzy razy za rządów Jerzego Buzka, Kazimierza Marcinkiewicza i Donalda Tuska.

Powinniśmy gwizdnąć z uznania.

- Ja tych prac nie szukałem. Po prostu dostawałem propozycję. Podam przykład, jak trafiłem do rządu Jerzego Buzka. Zadzwonił do mnie Wiesław Walendziak. Powiedział, że został szefem kancelarii u premiera Jerzego Buzka. I zapytał: "Może byś dołączył do nas?". Wcześniej bowiem pracowałem z nim w TVP, gdzie mnie poznał.

I co pan odpowiedział?

- Zapytam żonę.

I jakby powiedziała "nie", toby pan odmówił?

- Gdyby to było stanowcze "nie", owszem. Zresztą z rządu pana premiera Buzka odszedłem, bo widziałem, że ta praca odbija się na mojej rodzinie. Od rana do wieczora byłem zajęty. Wtedy oczekiwaliśmy czwartego dziecka i widziałem, jak moja żona potrzebuje mojej obecności.

Nie boi się pan?

- Czego?

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów