Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: Czemu pan nie chciał dać kartki na wódkę Kazikowi Staszewskiemu? Wytknął to panu w piosence "No speaking inglese" "No daj mi Derdziuk wódki, no co ci to stanowi? Ja nie mogę, muszę zawieźć tatowi". - Z panem Staszewskim, który jest dzisiaj celebrytą, studiowaliśmy socjologię. Na Uniwersytecie Warszawskim był strajk. A ja uważam, że w czasie strajku się strajkuje, a nie pije. Dawne czasy. Chciałbym zresztą nie być postrzegany przez pryzmat tej historii.
Słyszeliśmy, że pan wcale nie palił się do zostania prezesem ZUS. W rządzie była łapanka i padło na pana? - Jestem z takiego pokolenia, gdzie służba państwu jest zaszczytem.
Ale były jakieś namowy, aby został pan prezesem? - Czy panowie myślicie, że człowiek podejmuje ważne decyzje, nie konsultując się z nikim?
Kogo więc pan zapytał? Ministra Boniego? Premiera? Minister pracy? - W pierwszej kolejności żonę.
Przeraziła się? - Zapytała, czy widzę w tym sens. Ponieważ
praca jest w
Warszawie, nie muszę nigdzie wyjeżdżać, wie, że nie zaburzy to sytuacji rodziny. Żona przyzwyczaiła się, że często zmieniałem
pracę i podejmowałem róże wyzwania.
Czyli? W ostatnich latach na ilu stanowiskach pan był? - Byłem urzędnikiem w Senacie, Ministerstwie Zdrowia, z ministerstwa przeszedłem do Urzędu Rady Ministrów, z URM do Sejmu, z Sejmu do Telewizji Polskiej, z TVP do Polskiego Banku Inwestycyjnego, potem do PKO BP. Ostatnio byłem wiceprezesem Banku Pocztowego. Do kancelarii premiera wracałem trzy razy za rządów Jerzego Buzka, Kazimierza Marcinkiewicza i Donalda Tuska.
Powinniśmy gwizdnąć z uznania. - Ja tych prac nie szukałem. Po prostu dostawałem propozycję. Podam przykład, jak trafiłem do rządu Jerzego Buzka. Zadzwonił do mnie Wiesław Walendziak. Powiedział, że został szefem kancelarii u premiera Jerzego Buzka. I zapytał: "Może byś dołączył do nas?". Wcześniej bowiem pracowałem z nim w TVP, gdzie mnie poznał.
I co pan odpowiedział? - Zapytam żonę.
I jakby powiedziała "nie", toby pan odmówił? - Gdyby to było stanowcze "nie", owszem. Zresztą z rządu pana premiera Buzka odszedłem, bo widziałem, że ta praca odbija się na mojej rodzinie. Od rana do wieczora byłem zajęty. Wtedy oczekiwaliśmy czwartego dziecka i widziałem, jak moja żona potrzebuje mojej obecności.
Nie boi się pan? - Czego?