W tym tygodniu w miasteczku Ferdinadshof zespawano i ułożono w specjalnym wykopie pierwszy odcinek gazociągu OPAL - poinformował inwestor tej rury. OPAL to najważniejsza lądowa odnoga Gazociągu Północnego, który przez Bałtyk ma transportować rosyjski gaz do Niemiec, omijając dotychczasowe rury tranzytowe przez Polskę i inne państwa Europy Środkowej. Przez OPAL ma płynąć 35 mld m sześc. gazu rocznie, tyle co tranzytowym gazociągiem jamalskim przez Polskę.
OPAL biegnie wzdłuż naszej granicy - czasem zaledwie kilka kilometrów od niej - do granicy z Czechami i znajdującego się tam połączenia z systemem czeskich rur. W ten sposób gaz, który przez Bałtyk ominie Europę Środkową, będzie można dostarczać także do Czech i na Słowację. Przecierano ten szlak już w styczniu, kiedy Gazprom wstrzymał tranzyt do Europy przez Ukrainę.
Drugą lądową odnogą Gazociągu Północnego przez
Niemcy popłynie na Zachód tylko 25 mld m sześc. gazu. Przy tym władze Niemiec inaczej traktują obie rury. Skierowaną na Zachód odnogę mają obowiązywać przepisy o wolnej konkurencji. Rurę OPAL w tym roku Berlin zwolnił z obowiązku zachowania konkurencji przy tranzycie gazu. Innymi słowy - inwestorom będzie się bardziej opłacać przesyłać gaz rurą OPAL np. do Polski, Czech i na Słowację niż na rynek niemiecki.
Gazociąg Północny (Nord Stream) i planowana przez Gazprom bliźniacza rura South Stream przez Morze Czarne tworzą pierścień odcinający Europę Środkową od Zachodniej. Część gazu z tych rur trafi na Zachód, zwiększając tam konkurencję. Ale większość ma zostać we wschodnich państwach UE, które już teraz są zależne od Gazpromu, a po ułożeniu nowych rur zostaną wydane na monopol rosyjskiego gazu.
- Nowy system rur Gazpromu pozwoli wstrzymywać dostawy rosyjskiego gazu do Europy Środkowej, utrzymując bez zmian dostawy na Zachód - cytował niedawno
dziennik "New York Times" Zbigniewa Brzezińskiego, doradcę ds. bezpieczeństwa b. prezydenta
USA Jimmy Cartera.
Zdaniem Brzezińskiego nowe rury Gazpromu to "wielka inicjatywa Rosji, by rozdzielić Europę Środkową od Zachodniej pod względem zależności od dostaw gazu".
Zapłata za tranzyt przez Bałtyk Budowniczy OPAL spieszą się, by rurę wzdłuż polskiej granicy ukończyć za dwa lata. Wtedy do Niemiec ma popłynąć pierwszy gaz z Rosji bałtycką rurą.
W poniedziałek Dania jako pierwsze państwo nad Bałtykiem zgodziła się, aby zdominowane przez Gazprom konsorcjum Nord Stream ułożyło gazociąg na jej wodach. W niedzielę premier Finlandii Matti Vanhanen leci do Moskwy rozmawiać z premierem Rosji Władimirem Putinem o zgodzie Helsinek na tę inwestycję - ogłosiły służby prasowe rosyjskiego rządu. W październiku Finowie już zezwolili na usuwanie min z trasy przyszłego gazociągu, a bez tego Nord Stream nie mógłby - co zaplanował na kwiecień 2010 r. - zacząć układania rury. "Niemieccy przedsiębiorcy liczą na dotrzymanie terminu" - poinformowała wczoraj agencja Interfax po spotkaniu z Putinem Klausa Mangolda, wpływowego szefa Komitetu Wschodniego Niemieckiej Gospodarki.
Dziennik "Kommiersant" napisał, że Dania zarobi na tranzycie gazu przez Nord Stream przez swoje wody. - To prawda, że Nord Stream musi płacić podatek dochodowy w państwach, gdzie gazociąg będzie na wodach terytorialnych. Ale nie ustalono jeszcze, ile to wyniesie - poinformowała "Gazetę" Maud Amelie Hanitzsch z biura prasowego Nord Stream. Na zyskach podatkowych z rury zarobi więc fiskus Danii, Rosji i Niemiec.
Dotąd rosyjska i niemiecka prasa zarzucały Polsce i państwom UE nad Bałtykiem, że protestują przeciw Nord Stream, bo nie chcą stracić zysków z tranzytu rosyjskiego gazu.
Gazoport pod nóż? We wtorek nasz rząd wydłużył do 2013 r. termin budowy falochronu w porcie w Świnoujściu, bez którego nie da się zbudować tam gazoportu. Ale działania Nord Stream mogą pokrzyżować te plany i zablokować porty w Świnoujściu i
Szczecinie. Gazociąg Północny ma być ułożony na dnie morza w poprzek toru wodnego do polskich portów, tak płytko, że nie przepłyną nad nim większe statki, np. ze skroplonym gazem.
Polskie władze zwracały na to uwagę Nord Stream od trzech lat, proponując wkopanie rury pod dnem morza, co konsorcjum planuje na innych akwenach. Ale Nord Stream milczy, a
Polska nie ma prawa zmusić tej spółki Gazpromu do zmiany planów. Zgłaszaliśmy zastrzeżenia do Danii, ale Kopenhaga nie zajęła się nimi. A Nord Stream poinformował, że sprawę dostępu do polskich portów - np. na nowych trasach - nasz rząd ma uzgodnić z rządem Niemiec.
Za utrzymanie odpowiedniej głębokości torów wodnych do portów odpowiada Ministerstwo Infrastruktury. Resort ten poinformował nas, że z jego inicjatywy powołano zespół z udziałem ministerstw Spraw Zagranicznych, Środowiska, Gospodarki i Skarbu do wypracowania wspólnego stanowiska rządu w kontaktach z niemiecką stroną. - Ministerstwo Infrastruktury stanowczo wnosi o zapewnienie, aby możliwa była żegluga jednostek pływających o zanurzeniu maksymalnym dopuszczalnym dla Morza Bałtyckiego wyznaczonym głębokością cieśnin duńskich. Strona polska żąda uszanowania Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza, w szczególności, aby dostęp do portów nie był ograniczany innymi rodzajami użytkowania, a szczególności układaniem podmorskich kabli i rurociągów w sposób spłycający pożądaną głębokość żeglugową - poinformowało nas biuro prasowe resortu.
Nasz rząd domaga się utrzymania dotychczasowych tras do polskich portów, a rząd Niemiec w ogóle się nie zgłaszał, by ewentualnie ustalić nowe trasy. Ale nie wiadomo, czy to w ogóle możliwe. "Proponowana przez Nord Stream nowa trasa do polskich portów nie jest zgodna z planem zagospodarowania przestrzennego niemieckiej wyłącznej strefy ekonomicznej [na Bałtyku], wymusza nieuzasadnione manewrowanie statków i prowadzi do zawężenia akwenów manewrowych" - podkreśla Ministerstwo Infrastruktury.