- Zgodę wydaje się, jeśli rosyjski bank tworzy lub kupuje zagraniczną spółkę niezależnie od tego, czy jest to spółka z sektora finansowego czy nie. W ten sposób Bank Centralny Rosji kontroluje zagraniczne inwestycje banków - cytuje rosyjska agencja anonimowego urzędnika, związanego z transakcją.
Sbierbank - największy detaliczny bank w Rosji - chce wraz z austriacko-kanadyjską firmą Magna kupić za 350 mln euro kontrolny pakiet 55 proc. akcji
Opla. Umowa miała być podpisana już w zeszłym tygodniu, ale z informacji rosyjskiej agencji prasowej wynika, że Sbierbank dotąd nie miał zezwolenia na tę transakcję. Amerykański General Motors, który był jedynym akcjonariuszem Opla, nie zarobi na tej transakcji ani grosza. Cała zapłata za akcje Opla pozostanie w kasie tej firmy.
Zastrzeżenia do takiej transakcji ma także Komisja Europejska. W zeszłym tygodniu komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes zwróciła uwagę rządowi Niemiec, że obiecał 4,5 mld euro pomocy na rozwój Opla, ale pod warunkiem, że nowym inwestorem firmy zostanie Magna/Sbierbank. Takie żądanie gwałci przepisy o swobodnej konkurencji i państwowej pomocy dla firm, bo oznacza ustawienie przetargu dla jednego inwestora. A konkurencyjne wobec rosyjskiego konsorcjum oferty przejęcia Opla składały włoski Fiat, chiński koncern Beijing Auto oraz
fundusz inwestycyjny RHJ z Belgii. Wiceprezes GM John Smith, główny negocjator koncernu w sprawach Opla, oficjalnie ogłaszał, że oferta RHJ jest prostsza i tańsza niż pomysły Magna/Sbierbank.
Berlin z własnej inicjatywy obiecał Magna/Sbierbank pomoc. Ale rząd Niemiec chce tym rachunkiem podzielić się z innymi państwami UE, które mają fabryki Opla. Protestują przeciw temu
Belgia,
Hiszpania i Wlk. Brytania. Państwa te twierdzą, że Berlin wybrał nowego inwestora Opla z powodów politycznych, bo rosyjskie konsorcjum chce utrzymać wszystkie trzy fabryki aut Opla w Niemczech oraz inwestować w Rosji kosztem zwolnienia pracowników w innych państwach UE.