Wydawcy są optymistycznie nastawieni do właśnie rodzącego się rynku cyfrowych książek. Nic dziwnego, bo w Stanach tylko w pierwszym półroczu br.
e-booki stanowiły 1,6 proc. wszystkich książek, co dało 81,5 mln dol. Pytanie tylko, czy wraz ze wzrostem popularności e-booków nie wzrośnie liczba piratów.
Niektórzy wydawcy problem walki z piractwem przerzucili na dystrybutorów.
- Mamy podpisane umowy z 40 wydawcami - mówi Maciej Topolski, rzecznik prasowy Kolportera, który zajmuje się wprowadzeniem eClicto. - Umowy te nakładają na nas obowiązek zabezpieczenia sprzedawanych przez nas plików. Kolporter korzysta z formatu .epub, pliki są zabezpieczone autorskim oprogramowaniem Kolportera Info, uniemożliwiającym nielegalne kopiowanie książek. Zakupione u nas e-booki będą mogły być odczytane jedynie na czytniku eClicto lub komputerze z zainstalowanym specjalnym programem, który udostępnimy bezpłatnie użytkownikom e-Clicto. Żeby otworzyć książkę, trzeba się zarejestrować w naszym serwisie - wyjaśnia.
Topolski zapewnia, że taka rejestracja pozostawia ślad, dzięki czemu plik będzie dostępny jedynie na tym sprzęcie, z którego klient się zarejestrował.
Sami wydawcy są jednak sceptycznie nastawieni do technicznych zabezpieczeń.
Według Bartłomieja Roszkowskiego, szefa firmy Net Press Digital prowadzącej sklep Nexto.pl i wydawnictwo Złote Myśli, nie ma różnicy między zabezpieczeniem muzyki i książek, a to oznacza, że jeśli ktoś będzie chciał skopiować plik, to i tak to zrobi.
- Z zabezpieczeń typu DRM (Digital Rights Management, system zabezpieczania plików przed kopiowaniem) i tak po pewnym czasie trzeba będzie zrezygnować, bo są niewygodne dla użytkownika. To nie jest tak, że internauci nie lubią DRM. Oni tego nienawidzą, a ta nienawiść przekłada się na wizerunek produktu - mówi Roszkowski. Dlatego Net Press Digital ma inny pomysł na walkę z piractwem.
- Rynek muzyczny i wydawniczy to są dwa różne światy, bo mają różnych klientów. Nasza oferta jest skierowana do ludzi powyżej 24. roku życia, którzy z zasady nie "piracą" - mówi Roszkowski. Zgadza się to z badaniami firmy Forrester Research, według której większość pirackich wersji krąży wśród ludzi między 16. a 19. rokiem życia.
- Nasza grupa docelowa jest gotowa zapłacić za najlepszy produkt, a nie półprodukt. Bo trzeba przyznać, że zabezpieczenia uderzają w wygodę klienta. Jeśli zapłaciłem za książkę, z której nie mogę skserować nawet fragmentu, nie mogę jej pożyczyć koledze, a ktoś, kto zdobył tę książkę nielegalnie, może to zrobić, to czuję się oszukany - zauważa wydawca.
Zgadza się z nim Antonina Liedtke, sekretarz wydawnictwa Runa i autorka książek s.f. - Problem piractwa istniał już wcześniej. Nasze książki jeszcze przed oficjalną premierą pojawiały się w sieci zeskanowane OCR-ami (Optical Character Recognition, programy zapisujące zeskanowane dokumenty w pliku tekstowym, a nie graficznym).
Mimo że wydawcy zdają sobie sprawę, że czeka ich walka z wiatrakami, to o klientów się nie martwią. Bartłomiej Roszkowski podaje przykład
Apple'a i jego sklepu iTunes, który mimo początkowego spadku sprzedaży po zniesieniu zabezpieczeń nadal odnosi sukcesy.
Popularnością cieszy się też Amazon. W
USA tzw. e-booki stanowiły 1,6 proc. łącznej sprzedaży książek w I półroczu br., co daje 81,5 mln dol., czyli 51,7 mln więcej niż rok wcześniej. Według firmy badawczej Forrester Research ich sprzedaż w tym roku sięgnie 3 mln sztuk. Większość (65 proc.) przypadnie liderowi tego rynku sklepowi Amazon i jego czytnikowi Kindle, który od poniedziałku można kupić także w Europie, w tym w Polsce. Ale o klientów walczą m.in. firmy:
Sony,
Samsung, Brooken, Elonex, iRex. Żaden z nich - poza Kindle - nie jest oficjalnie dostępny w Polsce, dlatego sprzedaż e-booków jest tu jeszcze marginalna. Sytuacja może się zmienić po wprowadzeniu przez Kolporter czytnika eClicto, który wejdzie do sprzedaży jeszcze przed świętami.