Lord Griffiths to jedna z najbardziej znanych postaci brytyjskiego świata finansów. Doradzał Żelaznej Damie - Margaret Thatcher, a obecnie jest wiceprezesem
Goldman Sachs International.
Podczas wystąpienia w St. Paul's Cathedral w Londynie stwierdził, że nierówność jest kosztem, który społeczeństwo musi ponieść, jeśli pragnie rozwoju gospodarczego - pisze brytyjski "Guardian". Przekonywał, że sam poznał smak frustracji, dorastając w górniczym miasteczku w Walii. Jego ojciec i dziadek pracowali w kopalniach, a ich kariery skończyły się wypadkami.
Griffiths radzi, żeby społeczeństwo potraktowało gigantyczne premie dla bankowców jako długofalową inwestycję w rozwój gospodarczy całego kraju. Ostrzega też, że jeśli brytyjskie banki nie zapłacą swoim pracownikom wystarczająco dużo, z chęcią przejmą ich konkurenci ze Stanów Zjednoczonych albo Dalekiego Wschodu.
Goldman Sachs znalazł się w ostatnich dniach pod obstrzałem, gdy wyszło na jaw, że zamierza w tym roku wypłacić swoim pracownikom największe w historii premie. Na jedną osobę ma przypaść średnio 700 tys. dol., co w sumie daje ponad 23 mld dol. I to wszystko ledwie kilka miesięcy po tym, jak sięgał po 10 mld dol. pomocy publicznej, żeby ratować swoją sytuację płynnościową.