Biznes Ludzie Pieniądze

Porozumienie TP - UKE: Nie będzie podziału, będą inwestycje

Przemysław Poznański
22.10.2009 , aktualizacja: 22.10.2009 19:49
A A A Drukuj
Telekomunikacja Polska podpisała wczoraj historyczne porozumienie z UKE. Dla byłego monopolisty oznacza to, że nie zostanie podzielony, dla nas wszystkich - milion szybkich łączy internetowych
Pan Andrzej ze wsi Przyjaźnia w powiecie chojnickim może już tylko załamywać ręce. W liście do Urzędu Komunikacji Elektronicznej pisze: "Kilkakrotnie zwracałem się z prośbą do TP SA o przyłączenie linii telefonicznej i internetu. Za każdym razem odpowiadano, że nie ma warunków technicznych. Proszę dopisać mnie i 12 innych gospodarstw z naszej miejscowości do listy oczekujących na dostęp do szerokopasmowego internetu".

Wtóruje pan Mieczysław w Kraśnika: "Ponad pięć lat temu przeprowadzałem się i złożyłem prośbę o przeniesienie telefonu, na którym miałem też internet. I od tego czasu słyszę: brak jest możliwości technicznych".

Takich zgłoszeń do UKE wpłynęło już ponad 40 tys. A to i tak wierzchołek góry lodowej. Z danych regulatora wynika, że na koniec 2008 r. dostęp do szerokopasmowego internetu ma w Polsce zaledwie 35,2 proc. gospodarstw domowych. Wczorajsze porozumienie ma to zmienić.

Najważniejsza jest w nim deklaracja byłego monopolisty, że w ciągu trzech lat zainwestuje w budowę 500 tys. nowych łączy szerokopasmowych i modernizację 700 tys. linii. Milion z nich musi mieć przepustowość przynajmniej 6 Mb/s.

Anna Streżyńska, prezes UKE, podkreśla, że łącza nie będą kładzione jak popadnie. - To my będziemy wskazywać operatorowi, gdzie ma inwestować, tak by nowe kable zawędrowały przede wszystkim do internetowych białych plam na mapie kraju - mówi Streżyńska "Gazecie".

- Wielokrotnie deklarowałem chęć inwestowania w rozwój Polski i dziś mogę powiedzieć, że dzięki kompromisowi z UKE nasza firma ma warunki do spełnienia tej obietnicy - komentuje porozumienie Maciej Witucki, prezes TP.

To jednak nie koniec deklaracji - TP obiecała też, że przestanie dyskryminować konkurentów. Rzecz w tym, że ma ona obowiązek udostępniać odpłatnie swoje łącza innym graczom. Jednak ta współpraca nie zawsze szła jak po maśle. Zdaniem KIGEiT, izby reprezentującej kilkudziesięciu konkurentów TP, największy operator często nie udostępniał innym takich samych informacji o klientach, jakie ma jego własna część detaliczna. Efekt? Cierpiała konkurencyjność.

Jak TP chce to zmienić? Przede wszystkim wydzieli w ramach spółki część zajmującą się wyłącznie usługami hurtowymi, czyli współpracą z operatorom alternatywnym.

- Ważnym elementem jest wprowadzenie systemu motywacyjnego dla pracowników tego działu. Ich płace będą zależały od tego, jak dobrze obsłużą operatorów alternatywnych - tłumaczy Streżyńska.

Dodatkowo TP zobowiązała się do podpisania umów z konkurentami zgodnych z warunkami narzuconymi przez regulatora.

Co w zamian dostanie były monopolista? Paczka wręczona wczoraj przez regulatora zawiera przede wszystkim zawieszenie podjętej w grudniu ub.r. decyzji o dążeniu do podziału operatora na część hurtową i detaliczną. A także zamrożenie do 2012 r. stawek hurtowych za udostępniane konkurentom łącza. To wiele - szczególnie TP dotychczas bała się podziału jak ognia.

Nie wszyscy są jednak zgodni, że porozumienie to same korzyści. Zdaniem Wacława Iszkowskiego, prezesa Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, ostatecznie konsumenci na porozumieniu mogą stracić. - Zmuszanie TP do inwestowania w miejscach, gdzie może to nie być opłacalne, sprawi, że spółka będzie miała mniejsze przychody, a więc mniej pieniędzy na dalsze inwestycje.

Jeszcze dalej w ocenie porozumienia idą operatorzy alternatywni. Stefan Kamiński, przewodniczący KIGEiT, mówi wprost, że wymierne efekty umowy będzie można ocenić po przełożeniu deklaracji na rzeczywiste działania TP. - Pierwszym poważnym testem będzie to, czy TP uda się zawrzeć i realizować porozumienia z operatorami alternatywnymi, które mają być prawdziwym gwarantem wykonywania intencji zawartych w porozumieniu UKE - TP - zaznacza.

Sceptyczny jest też Paweł Puchalski, analityk z DM BZ WBK. - Samo podpisanie porozumienia nie zmienia nic bądź zmienia niewiele: potrzebny wciąż będzie silny regulator, który zagwarantowałby przestrzeganie zapisów ugody. Jeśli TP SA będzie stosowała się do wszystkich zaleceń regulacyjnych, podział nie wydaje się konieczny, szczególnie że proces podziału spółki byłby trudny, złożony i czasochłonny - uważa analityk.

Jednak UKE zostawiło sobie furtkę.

- Systemy informatyczne pozwalające konkurentom TP otrzymywać w pełni te same informacje, jakie ma sama Telekomunikacja, zaczną działać pod koniec 2010 r. Ocenimy wtedy, czy porozumienie odniosło właściwy skutek. Także wtedy, w grudniu przyszłego roku, podejmę ostateczną decyzję: dzielić TP czy nie - deklaruje prezes Streżyńska.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos