Kolejny raz minister skarbu Aleksander Grad tłumaczył się w Sejmie z pierwszej nieudanej sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie. Podobnie jak poprzednio, opozycja nie żałowała mu krytyki. Joachim Brudziński (PiS) stwierdził, że Grad przechodzi do historii jako ten, który zlikwidował przemysł stoczniowy w Polsce. - Czy nie jest panu za to wstyd? - pytał. Z kolei Romuald Ajchler z Lewicy mówił, że minister skarbu "zakpił sobie ze stoczniowców".
Grad odpierał ataki. Podkreślał, że do końca walczył o zdobycie inwestora dla stoczni. I że tylko jeden podmiot - fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights - był zainteresowany kupnem tej części stoczni, która służy do produkcji statków. Wpłacił wadium (36 mln zł), ale wylicytowanej kwoty już nie.
Teraz rząd, za zgodą Komisji Europejskiej, organizuje nowy przetarg w sprawie głównych aktywów Stoczni Gdynia, który odbędzie się 26 listopada, i zakładu w Szczecinie - 27 listopada.
Sejmową debatę zdominowała jednak sprawa zarzutów, jakie resortowi skarbu postawił były szef CBA Mariusz Kamiński. Grad przedstawił posłom dokumenty, z których wynika, że Kamiński kłamał, gdy mówił, że MSP nie zwracało się do CBA w sprawie "antykorupcyjnej ochrony" stoczniowych przetargów.