Za ShareTheMusic stoi wrocławska spółka Desh. Jej prezesem jest Tomasz Szladowski, znany na polskim rynku muzyki cyfrowej jako twórca iPlay.pl, pioniera wśród legalnych sklepów z muzyką cyfrową w naszym regionie Europy. Szladowski swoich udziałów w iPlay pozbył się w 2007 r. (ostatecznie iPlay z długami został sprzedany niedawno spółce Avantis za symboliczne 802 zł).
Teraz ma nowy pomysł na zaistnienie na rynku muzycznym - dziś w wersji testowej startuje serwis ShareTheMusic.com. Projekt dość nietypowy - umożliwia internautom udostępnianie innym swojej muzycznej biblioteki. Ale nie pozwala na ich ściągnięcie, a jedynie... odsłuchanie.
Użytkownicy muszą zainstalować odpowiednią aplikację na komputerze, wybrać muzykę, którą chcą się dzielić (w grę wchodzą tylko pliki muzyczne o jakości nie wyższej niż 128 kb/s). A ShareTheMusic działa jako pośrednik - w wyszukiwarce serwisu wpisujemy piosenkę lub zespół, a system automatycznie dobiera, skąd go możemy odsłuchać. Przy czym użytkownicy, którzy mają na komputerze np. "Hey Jude" The Beatles, mogą go nadawać w danym momencie tylko jednemu odbiorcy. W serwisie będzie też można założyć własną stację radiową, choć również z ograniczeniem nadawania.
- Konsultowaliśmy nasz projekt z dwoma specjalistami, ich zdaniem żadnych praw tu nie łamiemy - przekonuje Szladowski. - Plików nie można skopiować, my nigdzie ich nie przechowujemy, nie ma też mowy o publicznym odtwarzaniu - dodaje. A podobnie jak YouTube czy inne
serwisy społecznościowe ShareTheMusic odpowiedzialność za to, że ktoś udostępnia legalnie zdobytą muzykę, przerzuca w regulaminie na użytkowników.
- Nie chodzi nam o zastępowania ściągania plików MP3, chcemy raczej stymulować sprzedaż muzyki i tworzyć społeczność wokół muzyki - mówi twórca serwisu. Spółka chce zarabiać na reklamach i prowizjach przy pośrednictwie ze sprzedaży muzyki (np. przy odsłuchiwaniu muzyki będą się pojawiały linki zachęcające do kupienia utworu np. w Amazonie czy biletów na koncerty).
Rentowności projektu Szladowski spodziewa się nawet już w drugiej połowie przyszłego roku. Szacuje, że do rozkręcenia serwisu wystarczy na początek kilkadziesiąt tysięcy użytkowników i kilkaset tysięcy plików. - Najbardziej liczymy na użytkowników amerykańskich, w przyszłym tygodniu ruszamy tam ze sporą kampanią - mówi.
- To ciekawy i nowatorski pomysł. Na pewno należy gratulować odwagi, bo na rynku muzycznym wiele różnych projektów powstało, a niewiele przetrwało - uważa Grzegorz Samborski, wiceprezes spółki e-Muzyka, która zarabia m.in. na pośrednictwie w sprzedaży muzyki do telefonów komórkowych. - Teoretycznie, skoro takie serwisy jak
Facebook i
Twitter wyrosły z potrzeby dzielenia się, to i ten projekt ma szanse. Ale bez dużych pieniędzy na promocję i wsparcia jakiegoś dużego internetowego gracza będzie o to trudno - dodaje. I zauważa, że dla wielu użytkowników komputerów dziś już YouTube jest traktowany jak internetowe radio. - A ich katalog trudno będzie przebić - mówi Samborski.