W kraju, w którym zaledwie jedna trzecia gospodarstw domowych ma dostęp do szerokopasmowego internetu, taka deklaracja budzi entuzjazm. Jak do tego dodać obietnicę, że TP SA udostępni konkurentom własne łącza na warunkach wskazanych przez Urząd i udostępni im wszelkie dane o potencjalnych klientach, a także zobowiązanie, że konkurentów TP SA nie będzie dyskryminować, to aż chce się otwierać szampana.
Za wcześnie!
Po pierwsze, TP SA zobowiązała się do tego, co - zgodnie z prawem lub dobrze pojętym własnym interesem - robić powinna od lat. Inwestowanie to szansa na prześcignięcie konkurencji, a przestrzeganie decyzji regulatora rynku to zwyczajny obowiązek.
Po drugie, porozumienie to dzisiaj tylko opasły dokument z 11 załącznikami. Kable mają być położone w ciągu trzech lat, a najważniejszy zapis - umożliwiający konkurentom wgląd w bazę danych Telekomunikacja
Polska - zacznie działać najwcześniej za rok.
Dlatego dobrze, że Urząd zostawił sobie furtkę: ostateczną decyzję, czy dzielić TP SA, podejmie w grudniu 2010 r.
Do tego czasu trzeba chłodzić szampana i zachwyty nad porozumieniem.