Poznańska fabryka, której głównym źródłem utrzymania były dotąd zlecenia ze stoczni, jest nad przepaścią. Z braku zamówień na silniki okrętowe w firmie właśnie zwolniono blisko 500 osób. Zakłady Hipolit Cegielski Poznań są zadłużone, pracownicy otrzymują
pensje w częściach i z opóźnieniem. Firmie grozi utrata płynności finansowej, a w konsekwencji - upadłość.
W piątek na ulicach Poznania pracownicy Cegielskiego domagali się pomocy rządu: pieniędzy na pensje, nowej strategii ekonomicznej i zamówień, a dodatkowo odpraw na poziomie stoczniowców ze Szczecina i Gdyni (od 20 do 60 tys. zł).
- Rząd załatwił nie tylko stocznie, ale i 60 tys. ludzi, którzy pracują w firmach powiązanych ze stoczniami. Cegielski jest pierwszą ofiarą! - mówią związkowcy z "Solidarności".
W proteście wzięli udział ich koledzy z całej Polski. Do stolicy Wielkopolski przyjechało ok. 2 tys. przedstawicieli różnych branż - od pracowników oświaty z Gdańska przez ratowników medycznych z
Łodzi po pracowników TP SA z Rzeszowa. Nie zabrakło oczywiście zaprawionych w bojach stoczniowców z Gdańska. - Bo Cegielski i stocznie to jedno i to samo. A rząd tego nie słucha. Mamy dość Platformy, dość kłamstw! - mówił Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący "S" w Stoczni Gdańskiej. - Polskie zakłady nie będą umierać po cichu, zawsze będziemy wychodzić na ulice - zapowiedział przewodniczący krajowej "Solidarności" Janusz Śniadek.
Demonstranci przeszli spod bramy fabryki pod urząd wojewódzki, gdzie spalili trumnę PO ze zdjęciem Donalda Tuska i podpalili
opony. Podczas gdy liderzy "Solidarności" w kłębach czarnego dymu przemawiali, stoczniowcy z Gdańska wdali się w przepychanki z policją. Poleciały petardy, świece dymne, jajka. Po krótkiej walce stoczniowcy odstąpili, a do pikietujących wyszedł wojewoda wielkopolski Piotr Florek. Przyjął petycję do premiera i zaprosił delegację do biura. - Mam już przygotowaną odpowiedź na wszystkie wasze postulaty - tłumaczył, ale związkowcy nie skorzystali z zaproszenia. - Nie można zapewnić zwalnianym pracownikom Cegielskiego takich odpraw jak stoczniowcom, bo tam było to związane ze sprzedażą majątku. A przecież nie chcemy likwidacji HCP - tłumaczył później dziennikarzom Florek.
Poznańska firma potrzebuje pilnie gotówki. Nie udało się jej sprzedać gruntów w
Poznaniu i Wągrowcu, za które chciała 45 mln zł. Zarząd Cegielskiego, który przygotował plan ratunkowy, chce więc szybko sprzedać jedną ze swoich spółek - Fabrykę Pojazdów Szynowych. Prywatyzacja ma się odbyć za pośrednictwem Agencji Rozwoju Przemysłu, która z chwilą przejęcia udziałów w FPS wypłaci Cegielskiemu kilkadziesiąt milionów złotych. Operację zaplanowano na początek listopada.
Szansy na przetrwanie Cegielski szuka także w nowych technologiach. Liczy, że uda się je pozyskać dzięki wpisaniu firmy na tzw. listę offsetową (obecne firmy na niej dostają dostęp do nowoczesnych technologii z Zachodu w zamian za zakupy zbrojeniowe polskiego rządu). HCP też chce zmienić profil produkcji i wejść w branżę energetyczną. Póki co jednak ściga się z czasem - lada dzień może stracić płynność finansową, a któryś z wierzycieli - wystąpić o upadłość.