Pracownicy kancelarii odszkodowawczych pojawiają się przy łóżkach ofiar wypadków albo w szpitalnych korytarzach czyhają na ich rodziny. "Gazeta" kilka miesięcy temu w cyklu "Łowcy nieszczęść" opisywała, jak obiecują, że pomogą wywalczyć godne odszkodowanie. Przekonują, że znają na pamięć sztuczki ubezpieczycieli, którzy robią wszystko, żeby poszkodowanym wypłacić jak najmniej pieniędzy. Są skuteczni. Problem w tym, że za swoje usługi kancelarie pobierają horrendalne prowizje - do ich kieszeni trafia 30-40 proc. odszkodowania. To znaczy, że np. z 70 tys. zł wypłaconych przez ubezpieczyciela poszkodowany dostaje ok. 40 tys. zł. Resztę zgarnia kancelaria.
Właśnie to żerowanie na ludzkim nieszczęściu wzbudza najwięcej kontrowersji. Sposobem na ukrócenie tego procederu miało być prawne uregulowanie zasad działalności kancelarii prawnych. Projekt odpowiedniej ustawy przygotowało już Ministerstwo Finansów. "Łowcy nieszczęść" mieliby trafić pod kuratelę Komisji Nadzoru Finansowego - to ona wydawałaby zezwolenia na prowadzenie takiej działalności, prowadziła rejestr kancelarii odszkodowawczych, mogłaby żądać informacji i wyjaśnień. W projekcie nie ma jednak ani słowa o zasadach naliczania pobieranej od klientów prowizji ani o jej maksymalnej wielkości.
Czy takie regulacje rozwiążą problem? - Ustawa nawet nie dotyka clou problemu, czyli zasad wynagradzania kancelarii, a to przecież horrendalnie wysokie marże najbardziej oburzają klientów - mówi Adam Płociński, szef pionu międzysektorowego w KNF. Przyznaje, że dzięki zezwoleniom, egzaminom i rejestrom będzie wiadomo, kto działa na tym rynku, ale powstanie w ten sposób kolejna biurokratyczna machina. - Będziemy mieć następną bazę danych, przy której obsłudze będzie pracowało kilka osób, ale która w praktyce będzie mało użyteczna - stwierdza.
Płociński przypomina, że to opieszałość firm ubezpieczeniowych w wypłacaniu odszkodowań stworzyła niszę dla kancelarii. KNF średnio co dwa miesiące wlepia ubezpieczycielom kary finansowe za to, że nie spieszą się z wypłacaniem poszkodowanym należnych pieniędzy: od początku roku po 10 tys. zł musiały zapłacić PTU, Allianz, InterRisk, Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych i HDI Asekuracja, a sopocka Hestia - 20 tys. zł.
Co o proponowanych przepisach sądzą przedstawiciele samych kancelarii? - Nie widzimy dla siebie zagrożeń, ale szkoda, że nie zostaliśmy zaproszeni do konsultacji - mówi Damian Kuraś, doradca zarządu Europejskiego Centrum Odszkodowań. Mateusz Jóźwiak z gdańskiej kancelarii
Solace ma nadzieję, że nowe regulacje wyeliminują z rynku nierzetelnych i nieprofesjonalnych graczy, którzy psują innym opinię. Podkreśla jednak, że celem ustawy powinna być ochrona klientów, a nie firm ubezpieczeniowych, które wolałyby wyeliminować skuteczne kancelarie odszkodowawcze.