Gdy w polską gospodarkę uderzył kryzys finansowy, cios trafił głównie w przedsiębiorstwa, zwłaszcza te eksportujące. Załamała się sprzedaż, produkcja, eksport i
import, firmy przestały zatrudniać nowych pracowników. Dziś przedsiębiorcy są zdania, że najgorsze za nimi, powoli zaczynają odbudowywać produkcję, zbierają coraz więcej zamówień krajowych i eksportowych i z optymizmem zaczynają patrzeć w przyszłość.
Niestety, to nie oznacza, że dla przeciętnego Kowalskiego nadchodzą już lepsze czasy. W jego przypadku jest na odwrót - najgorsze dopiero przed nim.
Według opublikowanych w piątek danych GUS na koniec września 551 zakładów pracy deklarowało zwolnienie w najbliższym czasie prawie 41 tys. pracowników. Rok temu takie deklaracje złożyło 236 zakładów w stosunku do 15,6 tys. pracowników.
Na koniec września w pośredniakach zarejestrowanych było 1715 tys. osób, co oznacza, że tylko w ciągu tego miesiąca przybyło ich 27 tys. Stopa
bezrobocia zwiększyła się nieznacznie - z 10,8 do 10,9 proc., jednak ekonomiści nie mają złudzeń, że będzie rosnąć znacznie szybciej. Do końca tego roku może wynieść 12,5 proc., a w przyszłym roku niektórzy spodziewają się, że osiągnie 14 proc.
Co gorsza, za zarobione pieniądze kupić można mniej niż przed rokiem - wzrost średniej pensji jest zjadany przez
inflację. A na dodatek zatrudnienie w firmach spada, więc pula pieniędzy przeznaczona na wypłaty jest coraz mniejsza.
To musiało przełożyć się na sprzedaż detaliczną.
Według danych GUS we wrześniu była ona wyjątkowo słaba - zwiększyła się jedynie o 2,5 proc. wobec wzrostu na poziomie 5,2 proc. jeszcze w sierpniu. Analitycy oczekiwali, że wyhamowanie wzrostu wydatków będzie łagodniejsze - do 4 proc. Spada sprzedaż samochodów, mebli, sprzętu AGD i RTV. Wydatki na ubrania i buty rosną, ale najwolniej od kilku lat. Tylko sprzedaż lekarstw i kosmetyków utrzymuje się mniej więcej na stabilnym tempie.
- Kolejne miesiące w naszej ocenie przyniosą do końca roku dalszy stopniowy spadek dynamiki sprzedaży detalicznej, która w całym roku powinna jednak pozostać na plusie - uważa Agnieszka Decewicz, ekonomistka Pekao SA.
Dopiero za rok Polacy odczują poprawę na
rynku pracy. - Gdy lepsza sytuacja w firmach ugruntuje się, nabiorą one pewności, że można zacząć inwestować. Zacznie się zapotrzebowanie na nowych pracowników i wtedy też będzie szansa na podwyżki - mówi Marcin Mróz, główny ekonomista
BNP Fortis Banku.