Swoją dymisję Fąfara złożył w piątek. Zmiana jest sporym zaskoczeniem, bo jeszcze w poniedziałek Fąfara miał brać udział w zapowiedzianej konferencji prasowej. W chwili, gdy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", powody jego odejścia nie były znane.
Ambicją Fąfary było przekształcenie BGK w bank, który mógłby wziąć na siebie obsługę finansów państwa, samorządów oraz środków europejskich. Chciał też, żeby bank włączył się w projekty w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Zresztą już od roku BGK znajduje się na świeczniku - jest instytucją, za której pośrednictwem rząd realizuje większość antykryzysowych projektów finansowych. To on zarządza programem poręczeń i gwarancji kredytowych, które miały ożywić finansowanie dla małych i średnich firm. BGK wspiera też osoby, które straciły
pracę, w spłacie kredytów hipotecznych. Wkrótce będzie też jednym z największych udziałowców PKO BP - przed dwoma tygodniami kupił od skarbu państwa prawa poboru nowych akcji, które pozwolą mu objąć nieco ponad 10 proc. udziałów w banku. Czy właśnie objęcie akcji największego polskiego banku, który przecież prezes Mironczuk miał szansę nieźle poznać, zadecydowało o tych zmianach? - Nie wiązałabym tych dwóch rzeczy - mówi krótko Ewa Balicka, rzeczniczka BGK.
Fąfarę zastąpi Tomasz Mironczuk, do niedawna wiceprezes PKO BP, w którym odpowiadał za działalność inwestycyjną banku.
Z PKO BP Mironczuk rozstał się w gorącej atmosferze - on sam oraz ówczesny prezes Jerzy Pruski zostali odwołani przez radę nadzorczą tydzień po tym, gdy akcjonariusze udzielili im absolutorium podczas WZA. Powodem odwołania miało być to, w jaki sposób Pruski i Mironczuk prowadzili negocjacje w sprawie przejęcia wystawionego na sprzedaż AIG Bank Polska.