Kadencje członków obecnej RPP wygasają w styczniu i lutym 2010 roku. Już dwa tygodnie temu "Gazeta" ostrzegała, że czekanie z wyborem kandydatów na nowych członków Rady rodzi ryzyko, że zamiast specjalistów znajdą się w niej osoby "z łapanki". Niestety, politycy tego zdają się nie zauważać.
A przecież już teraz rynek chce wiedzieć, jaki może być skład nowej RPP. Czy będzie raczej twardo dążyć, by
inflacja była na poziomie celu inflacyjnego (2,5 proc.), czy też może będzie tolerować wyższy poziom, chcąc wspierać
wzrost gospodarczy? Nie mogąc doczekać się oficjalnych nominacji, ekonomiści i analitycy rynkowi - na podstawie nieoficjalnych przecieków - stworzyli listę potencjalnych kandydatów. - Mówi się na przykład o prof. Elżbiecie Adamowicz. A jej poglądów na
politykę pieniężną nie znamy - mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH. - Gdyby lista kandydatów była znana oficjalnie, można byłoby dopytywać ich o te szczegóły.
Giełda nazwisk kandydatów do RPP - Nie chcemy tej sprawy odwlekać do ostatniej możliwej chwili, byśmy nie musieli w pośpiechu przesłuchiwać kandydatów w komisji finansów - deklaruje Krystyna Skowrońska, wiceszefowa komisji (PO). Przyznaje jednak, że najpierw lista kandydatów musi być uzgodniona na poziomie rządu. I że potrzebne jest porozumienie z PSL. Dodatkowo niedawne zmiany w kierownictwie klubu PO opóźniły całą sprawę. - Do końca listopada podamy oficjalnie nazwiska - deklaruje Skowrońska.
Opozycji spieszy się nawet mniej. - Jeszcze się nad tym nie zastanawialiśmy. Mamy świadomość, że ten, kogo wskażemy, nie ma szans na uzyskanie większości - mówi Marek Wikliński, wiceszef klubu Lewicy. - Kto się zgodzi być kandydatem, który przyjdzie tylko na prezentację, a potem przepadnie w głosowaniu? - pyta.
- Mamy jeszcze czas - ucina pytanie "Gazety" Aleksandra Natalli-Świat, wiceprzewodnicząca PiS. Gdy za rządów SLD powoływano poprzednią Radę, posłowie PiS nawet nie wystawili swego kandydata do RPP.
Nie wiadomo też, kogo wytypuje prezydent. Ekonomiści spekulują, że osoby przez niego wytypowane będą zwolennikami luźniejszej polityki pieniężnej, skłonnymi wspierać wzrost gospodarczy za pomocą relatywnie niższych stóp. I że będą raczej sceptycznie nastawione do euro.
Prezydent swoich trzech nominacji do RPP nie musi z nikim konsultować. Platforma - o ile jej celem strategicznym pozostaje wejście do
strefy euro - raczej na pewno postara się więc, żeby sześciu nowych członków nominowanych przez Sejm i Senat było "jastrzębiami", zwolennikami restrykcyjnej polityki pieniężnej. Bo żeby wejść do euro, musimy utrzymać
inflację w ryzach.
Wcale jednak nie muszą oni mieć większości w Radzie. - Razem z prezesem Skrzypkiem będziemy mieć czterech "gołębi". Jeśli podobne poglądy będzie mieć przedstawiciel wskazany przez PSL, to przy równym rozkładzie głosów "gołębie" będą mieć przewagę, bo głos prezesa w takich sytuacjach liczy się podwójnie - wyjaśnia Maja Goettig.
Z informacji "Gazety" wynika, że właśnie dlatego Platforma chce, by osoba proponowana przez PSL została wcześniej przez nią zaakceptowana.
Księgowy w Radzie nie poradzi - rozmowa z Dariuszem Rosatim