Biznes Ludzie Pieniądze

Koniec zabawy w kotka i myszkę - mówi Anna Streżyńska, prezes UKE

Rozmawiał Przemysław Poznański
25.10.2009 , aktualizacja: 25.10.2009 20:41
A A A Drukuj
Telekomunikacja Polska nie zostanie podzielona, musi jednak zainwestować w milion szybkich linii internetowych - w czwartek TP podpisała z Urzędem Komunikacji Elektronicznej historyczne porozumienie. O kulisach jego negocjacji mówi Anna Streżyńska, prezes UKE
Anna Streżyńska
Anna Streżyńska
SERWISY
Porozumienie - oprócz inwestycji (milion linii co najmniej 6 Mb i 200 tys. do 6 Mb) - zakłada też m.in. wycofanie się TP ze sporów sądowych z UKE oraz operatorami alternatywnymi i nakazuje zaprzestanie dyskryminacji konkurentów - były monopolista musi udostępniać graczom, którzy korzystają z jej infrastruktury, takie same informacje o potencjalnych abonentach, jakie ma dziś część detaliczna Telekomunikacji Polskiej. W zamian TP otrzymuje m.in. zapewnienie, że stawki za wykorzystanie sieci nie zmienią się do 2012 r.



Przemysław Poznański: Porozumienie oznacza zmianę polityki regulacyjnej UKE. Skąd taka decyzja?

Anna Streżyńska: Okres drastycznych środków regulacyjnych, dających szybkie efekty dla konsumentów i porządkujących rynek, można uznać za zakończony. Nie oznacza to, że skończyły się korzyści dla konsumentów, tylko że cele tej polityki zostały już osiągnięte na tyle, na ile to było możliwe, a teraz naszym celem jest, po pierwsze, wyegzekwowanie zastosowanych już regulacji, po drugie, podniesienie poziomu inwestycji, ponieważ na interwencję regulatora czekają teraz ci, którzy w ogóle nie mają dostępu do internetu czy telefonu albo ich sieć jest bardzo kiepskiej jakości. Stąd w porozumieniu obok zasad współpracy z konkurentami - które mają nadal utrzymywać wysoki poziom konkurencji - silne zobowiązania inwestycyjne.



Jakie ma pani gwarancje, że teraz TP rzeczywiście weźmie się do roboty?

- Jeśli porozumienie ma być wykonywane, to druga strona musi widzieć w nim jakiś sens także dla siebie samej, sens biznesowy odzyskiwania, utrzymania i zwiększania pozycji na rynku. Zależy nam na tym, by zarząd TP przekonał teraz wszystkich pracowników spółki, że kopanie się po kostkach z regulatorem jest bez sensu i do niczego twórczego nie prowadzi, a wykonywanie porozumienia to krok w przyszłość dla firmy i dla całego rynku.

Jeśli chodzi o gwarancje - na bieżąco będziemy sprawdzać, czy TP wypełnia warunki porozumienia. Mamy zaplanowany cały system audytów. I nie jesteśmy zupełnie bezbronni. Możemy przede wszystkim obniżyć stawki hurtowe na dostęp do sieci TP płacone przez operatorów alternatywnych. Poza tym nad TP wciąż wisi groźba podziału, bo na razie decyzja jest wstrzymana tylko na rok. Decyzja nakazująca podział TP jest już zresztą od pewnego czasu napisana, w każdej chwili możemy ją skonsultować z Komisją Europejską i wysłać do operatora. Wszyscy wiedzą, że w razie potrzeby nie zawaham się użyć tej broni. Gdyby okazało się, że porozumienie jest porażką, nie będę bała się też przyznać do błędu.



Nie przewiduje pani jednak takiego scenariusza?

- Tego oczywiście nie da się do końca przesądzić. Wydaje się jednak, że w samej TP i France Telecom przez te ostatnie cztery miesiące bardzo ostrych rozmów zrodziła się świadomość, jak ważne jest to porozumienie. Z prezesem Maciejem Wituckim nie tylko wreszcie rozmawiamy, ale przede wszystkim prezes stał się głównym negocjatorem, który zna wszystkie szczegóły porozumienia i sprawnie kieruje pozostałymi negocjatorami. To świadczy, że porozumienie jest dla niego bardzo ważne.

Determinację w dojściu do kompromisu widać było też po stronie największego inwestora TP - France Telecom. FT był na bieżąco i szczegółowo informowany o przebiegu negocjacji. Miałam spotkanie z wiceprezesem FT Olivierem Barberotem odpowiedzialnym za Polskę i było to kolejne miłe zaskoczenie - on też był doskonale przygotowany, potrafił powiedzieć, co w porozumieniu akceptuje, a co go niepokoi. Pamiętać trzeba, że jest to ponad sto stron. FT publicznie zagwarantował wykonanie porozumienia.

Przypomnieć należy, że inicjatorem idei porozumienia po stronie TP był Piotr Muszyński, wiceprezes zarządu TP, który w dodatku podjął się kierowania częścią hurtową i operacyjną TP, tą właśnie, która jest pod naszym szczególnym nadzorem w ramach tego porozumienia. To kolejna gwarancja wykonania umowy.

Porządkującym elementem negocjacji były rozmowy z operatorami alternatywnymi, którzy przez pierwsze miesiące dostarczyli nam pełny materiał potrzebny do skonstruowania ram porozumienia. Negocjowali wówczas z TP, a my byliśmy obserwatorami. Na tej bazie potem powstało nasze porozumienie z TP, trochę odmienne, ponieważ regulator musi chronić interes publiczny, nie indywidualny którejś ze stron. Jednak uwzględnienie potrzeb operatorów konkurencyjnych to kolejna gwarancja, że porozumienie będzie wdrażane, ono jest po prostu najrozsądniejszym dla wszystkich rozwiązaniem od początku realizowanym w warunkach pełnej jawności i konsultacji.



Ale jeszcze miesiąc temu nie była pani przekonana, czy porozumienie będzie kompletne.

- W trakcie negocjacji było wiele sytuacji, gdy myślałam sobie: zupełny "kanał". Jednak dzięki determinacji wielu osób po obu stronach szliśmy dalej. Ja mam ciężki charakter - partnerzy z TP dużo znieśli z mojej strony. Wszyscy też musieliśmy zwalczyć w sobie wieloletnie uprzedzenia. Burzliwe rozmowy trwały do ostatniej chwili. Jeszcze w środę w nocy mieliśmy wątpliwości dotyczące sposobu wycofania się TP SA ze spraw sądowych z nami i operatorami alternatywnymi. To już zupełne kulisy, ale gdy prezes Maciej Witucki 20 minut po północy wysłał do nas SMS-a w jakiejś sprawie, skorzystaliśmy z okazji i zadzwoniliśmy do niego z prośbą, żeby przyjechał do UKE. I przyjechał. Negocjowaliśmy do 1.30, potem postanowiliśmy, że od rana kontynuujemy rozmowy z naszym działem prawnym. Przyjechał o siódmej rano, sam zaparzył sobie kawę i zaczął się kolejny etap rozmów, na kilka godzin przed podpisaniem. Wszystko wciąż jeszcze wisiało na włosku. Gdyby nie determinacja zarządu i niektórych dyrektorów z TP, być może do porozumienia by nie doszło, bo nie jest tajemnicą, że nie wszyscy je popierali. Pełne zaangażowanie wykazywał też zespół UKE, przekonałam się, że można z nimi góry przenosić. Wiele osób po obu stronach zapłaciło zdrowiem za te dni, ale też wszyscy mamy świadomość ich wyjątkowości.



Jaki jest efekt tych zmagań?

- Po podpisaniu porozumienia czuliśmy głównie zmęczenie. Świadomość, że to jest wielka szansa dla rynku, istniała na poziomie intelektualnym, do naszych serc dotarła trochę później. Ponadto kompromisy mają to do siebie, że każda ze stron jest trochę niezadowolona. My jednak jesteśmy w dużym stopniu zadowoleni. Może dokument byłby lepszy, gdybyśmy mieli więcej czasu, ale jest bardzo dobry, a każdy miesiąc zwłoki to czas bez inwestycji, oddalający nas od fair play, w którym uczestnicy nie rzucają sobie kłód pod nogi.



A jednak dla TP porozumienie oznacza tylko tyle, że zrobi to, co robić powinna dawno - zainwestuje i będzie wykonywać decyzje regulatora.

- Tak, święta racja i wiemy o tym. Jednak trzy lata na to czekamy. Porozumienie jest sukcesem o tyle, że wcześniej niczego i tak od TP nie mogliśmy wymusić, bo wciąż mamy zbyt słabe narzędzie regulacyjne, zwłaszcza możliwości egzekwowania nałożonych decyzji. I tak my sobie wydawaliśmy decyzje, nakładaliśmy kary, a TP omijała to wszystko szerokim łukiem. Mogliśmy kontynuować tę zabawę w kotka i myszkę, ewentualnie poprawić prawo i zwiększyć nasze uprawnienia lub podzielić TP (to też nie byłoby szybkie i łatwe!) albo próbować się z nią dogadać, korzystając z wyjątkowo sprzyjającej sytuacji regulacyjnej. To ostatnie rozwiązanie okazało się najszybsze i wydaje nam się lepsze, tym bardziej że ostatnio w samej TP do głosu doszło wiele osób, które wolały porozumienie od walki. Przecież to sama TP zaproponowała negocjacje. Warto było dać tym rozmowom szansę.



Porozumienie jest częścią planu UKE, by zwiększyć w Polsce inwestycje w internet. Równolegle powstaje ustawa likwidująca dotychczasowe bariery w rozwoju sieci.

- Tak. Dlatego ważny był w porozumieniu zapis, by planowane przez TP inwestycje nie kolidowały z inwestycjami telekomunikacyjnymi samorządów. Od początku stawiamy w tym wyścigu o internet w Polsce na dwa konie: samorządy i operatorów. Jedni i drudzy mają pieniądze na inwestycje - TP obiecała zainwestować 3 mld zł, a przecież są jeszcze kablówki i inni operatorzy, natomiast z funduszy europejskich na inwestycje prowadzone przez samorządy jest 1 mld euro. Trzeba pamiętać, że samorządowcy już zaczęli inwestycje, poczynili plany, zaczęli zapełniać białe plamy. Nie ma sensu w to samo miejsce kierować inwestycji operatorskich. To trzeba było jasno napisać, bo inaczej dochodziłoby do konfliktu interesów, a przede wszystkim marnotrawienia pieniędzy. Tak jest we Francji - tam inwestycje gminne i komercyjne są koordynowane, samorządowcy mają inwestować tam, gdzie rynek komercyjny nie wykazuje zainteresowania, i takie też są wymogi UE. Dzięki porozumieniu będzie nam łatwiej rozłożyć inwestycje samorządów i przedsiębiorców równomiernie na terenie kraju.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów