Biznes Ludzie Pieniądze

Magiczna Teoria Rynków

Roman Frydman
26.10.2009 , aktualizacja: 26.10.2009 14:00
A A A Drukuj
Ekonomiści muszą w końcu uznać, że nie mogą dokładnie wytłumaczyć, jak jednostki podejmują decyzje i jak zmieniają się ceny. Dopiero wówczas przestaniemy być skazani na dwie skrajnie różne wizje dotyczące wzajemnych ról rynku i państwa - pisze prof. Roman Frydman z New York University.
Roman Frydman
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Roman Frydman
Rok temu, zeznając w Kongresie USA, Alan Greenspan, były szef amerykańskiego banku centralnego, powiedział, że zrozumiał podstawową wadę teorii, którą się całe życie kierował i według której samoregulujące się rynki finansowe funkcjonują w zasadzie bezbłędnie. Ku zdumieniu światowej opinii wyraził też swoje zaskoczenie tym, że interes własny uczestników rynku nie wystarczył, by uchronić system finansowy przed niestabilnością i nieodpowiedzialnymi zachowaniami, które doprowadziły do najgorszego kryzysu od II wojny światowej.

Ideologia interesu własnego jako podstawa samoregulacji rynku stała się w ostatnich 30 latach dominującą zasadą amerykańskiej polityki ekonomicznej. Wyznawały ją zarówno rządy demokratów takich jak Bill Clinton, jak i republikanów takich jak Reagan czy Bush.

Przez te 30 lat ekonomiści tak zwanej szkoły neoklasycznej skonstruowali potężne pseudonaukowe fundamenty tej ideologii. Według niej rynki trafnie określają wartości, więc nie powinny gwałtownie fluktuować, a zatem radykalne kryzysy, takie jak ostatnio na rynku nieruchomości, akcji, walut i surowców, nie miały prawa się zdarzyć.

Skoro się jednak zdarzyły, trzeba postawić pytanie: czy te powracające kryzysy nie są spowodowane przez naszą motywowaną ideologicznie odmowę zaakceptowania tego, że w kapitalizmie jest zawsze obecna możliwość skrajności zarówno w sferze społecznej (na przykład skrajnej nierówności), jak i w działaniu rynków finansowych?

W gospodarkach kapitalistycznych jednostki i firmy angażują się w procesy innowacyjne, odkrywają nowe sposoby wykorzystania kapitału, tworzą nowe technologie. Te innowacje z natury są nieprzewidywalne, podobnie jak ewolucja kontekstu społecznego. Nie można ich ująć w żadnej mechanicznej zasadzie.

Nieprzewidywalność jest nieusuwalną cechą gospodarki rynkowej. Rynki i własność prywatna są jednak jedynymi znanymi nam instytucjami społecznymi, które w adekwatny, choć niedoskonały sposób potrafią wziąć pod uwagę rozmaitość wiedzy i intuicji w alokacji kapitału. Główną siłą kapitalizmu są bodźce dla innowacji i zdolność dania sobie rady z zawsze niedoskonałą wiedzą. Pamiętamy przecież o tym, że podstawową wadą centralnego planowania był brak autentycznej innowacyjności gospodarki. Prawdopodobnie był to jeden z podstawowych powodów kryzysów i upadku gospodarek w Europie Środkowo-Wschodniej i w Związku Radzieckim.

Współczesna standardowa teoria ekonomiczna jest paradoksalnie najbliższa koncepcjom gospodarki planowej, bo posługuje się podobnie fałszywym pojęciem racjonalności. Jego nieadekwatność wykazał już Friedrich Hayek, co doprowadziło go do wniosku, że centralne planowanie jest niemożliwe z natury, bo nie można stworzyć matematycznego modelu, który mógłby dokładnie naśladować zachowanie rynków.

Problem polega na tym, że dominujący nurt współczesnej ekonomii wywód Hayeka na temat racjonalności zrozumiał jako odnoszący się tylko do gospodarki planowej. To pozwoliło oprzeć teorię ekonomiczną na wierze, że ekonomista jest w stanie precyzyjnie przewidzieć przyczyny przyszłych zmian rynkowych. Takie fałszywe założenie leży u podstaw konstrukcji i legitymacji współczesnych instrumentów finansowych.

Modele finansowe, które zakładają, że można dokładnie wyliczyć przyczyny wahań cen, były szeroko używane przez najbardziej renomowane instytucje finansowe w Ameryce do wyceniania derywatów i ubezpieczeń finansowych. Ale to, jak te modele matematyczne wyliczają ryzyko, nie ma żadnego związku z jego rynkową ceną.

Teoria ekonomiczna, która traktowała te instrumenty finansowe jako innowacje - takie same jak na przykład komputer - pseudonaukowo legitymizowała ich stosowanie na wszystkich rynkach świata. Prędzej czy później musiało się okazać, że instrumenty te mają mały związek z cenami i ryzykiem na rynkach finansowych, więc tworzą napięcia wywołujące kryzysy.

Co gorsza, ta sama teoria oparta na fałszywym pojęciu racjonalności prowadzi też do błędnych wniosków dotyczących zasadności i zakresu regulacji. Wyprowadzone z tej teorii współczesne modele ekonomiczne prowadzą do dwóch skrajnych stanowisk - do wykluczenia aktywnej roli państwa albo do radykalnego interwencjonizmu.

Michel Foucault przekonywająco pokazał, że język jest władzą. W tym sensie ekonomistom tzw. szkoły neoklasycznej udał się prawdziwy zamach stanu. Stworzyli paranaukowy język, za pomocą którego skierowali społeczne wybory na bardzo niebezpieczne i nieproduktywne tory. Z powodu nadużywania hermetycznego języka założenia, które leżą u podstaw tej teorii, stały się w wielkiej mierze nie do zrozumienia dla osób niemających co najmniej doktoratu z nauk ekonomicznych. Debata nasycona została terminami, które znaczą co innego dla niewtajemniczonych, a co innego dla ekonomistów, i nabrała cech magicznego obrzędu.

Fundamentem takiego dyskursu jest magiczne pojęcie racjonalności. W języku potocznym racjonalność to rozsądek albo zasadność. Tymczasem dla ekonomistów "racjonalna jednostka" jest nie tylko rozsądna, ale jest też kimś, kto zachowuje się zgodnie z mechanicznym modelem podejmowania decyzji, który ekonomiści wspólnie uznali za racjonalny.

Sednem takiego standardu racjonalności - tak zwanej Hipotezy Racjonalnych Oczekiwań - jest założenie, że ekonomiści mogą obliczyć matematycznie to, w jaki sposób racjonalna jednostka rozumie czy postrzega przyszłość.

Absurdalność takiego abstrakcyjnego standardu racjonalności pomaga wyjaśnić, dlaczego teoretycy finansowi i makroekonomiści wszystkich szkół mają trudności z wyjaśnieniem wielu wahań rynkowych. Mimo tych trudności ich modele mają jakoby stanowić "naukową" podstawę do osądzania właściwych ról rynku, państwa i stanu współczesnej gospodarki.

Absurdalne założenia prowadzą do absurdalnych wniosków - na przykład do wniosku, że nieograniczane rynki finansowe mają ustalać ceny niemal w doskonałej zgodzie z ich "prawdziwą" podstawową wartością. Państwo powinno więc drastycznie ograniczyć kontrolę nad systemem finansowym. Niestety, wielu decydentów uwierzyło temu stwierdzeniu. Rezultatem była szeroko zakrojona deregulacja późnych lat 90. i początku XXI w. To sprawiło, że kryzys stał się bardziej prawdopodobny, jeśli nie nieuchronny.

Ekonomiści tzw. szkoły behawioralnej odkryli wiele dowodów na to, że uczestnicy rynków nie zachowują się zgodnie z przepowiedniami tradycyjnych ekonomistów. Zamiast jednak odrzucić fałszywy model racjonalności, interpretują dane empiryczne jako znak, że wielu uczestników rynków działa irracjonalnie, poddaje się emocjom i z innych powodów ignoruje podstawowe zasady gospodarki.

Stanowisko behawiorystów sugeruje, że wahania w cenach nie odgrywają żadnej pożytecznej roli. Gdyby państwo mogło przez interwencje wyeliminować te wahania lub wykluczyć irracjonalnych graczy poprzez narzucenie silnych przepisów regulacyjnych, "racjonalni" gracze mogliby odzyskać kontrolę, a rynki wróciłyby do normalnego stanu, w którym ceny miałyby "prawdziwą" wartość.

Ekonomiści muszą w końcu uznać, że nie mogą dokładnie wytłumaczyć, jak jednostki podejmują decyzje i jak zmieniają się ceny. Dopiero wówczas przestaniemy być skazani na dwie skrajnie różne wizje dotyczące wzajemnych ról rynku i państwa oraz wybór między dwoma równie fałszywymi ekonomiami politycznymi.

Podstawą alternatywnej teorii rynków jest to, że uczestnicy transakcji rynkowych muszą zmagać się z zawsze niepewną wiedzą na temat przyczyn zmian rynkowych. Ten oczywisty fakt, który jest całkowicie ignorowany przez dominujące modele rynków, jest główną przyczyną wahań cen w gospodarkach kapitalistycznych. Takie alternatywne podejście prowadzi do nowego sposobu myślenia na temat wzajemnych ról państwa i rynków finansowych.

Jak długo wahania cen pozostają w rozsądnych granicach, działalność regulacyjna państwa powinna ograniczyć się do zapewnienia przejrzystości, ograniczenia zachowań monopolistycznych i innych reguł gry.

Gdy jednak wahania cen stają się nadmierne - na przykład tak jak ostatnio - państwo (mimo że z zawsze niedoskonałą wiedzą ma większy problem niż rynki) może jednak wprowadzić środki służące ograniczeniu amplitudy wahań.

Taka kombinacja pasywnej i aktywnej roli państwa pozwoliłaby rynkom na decydowanie o lokowaniu kapitału, a jednocześnie obniżyłaby koszta społeczne, które gwałtownie rosną, gdy skrajne wahania cen kończą się, nieodwołalnie, ciężkimi kryzysami.

*Roman Frydman, profesor ekonomii na uniwersytecie nowojorskim, jest współautorem, z Michaelem Goldbergiem, "Ekonomii wiedzy niedoskonałej" wydanej w Polsce przez Krytykę Polityczną

Podziel się

  • 1
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów