Biznes Ludzie Pieniądze

Sprzedajmy giełdę teraz, a nie na święty nigdy

Konrad Niklewicz
27.10.2009 , aktualizacja: 26.10.2009 13:34
A A A Drukuj
Dalsze odkładanie prywatyzacji giełdy przyniesie więcej strat niż pożytków. Pod prywatnym właścicielem warszawska GPW będzie służyła polskiej gospodarce wcale nie gorzej niż teraz, gdy jest państwowa. A finanse publiczne odetchną - pisze
Konrad Niklewicz
Fot. Marcin Klaban / AG
Konrad Niklewicz
Plan prywatyzacji warszawskiej giełdy zakładający sprzedaż 51 proc. udziałów inwestorowi strategicznemu jest znany już od pół roku. Ale dopiero teraz - niespełna dwa tygodnie przed złożeniem wiążących ofert przez zainteresowanych inwestorów - przeciwnicy transakcji obudzili się. I żądają, by prywatyzację wstrzymać, zaczekać, a jeśli już sprzedawać - to tylko pakiet niekontrolny, np. 25 proc. udziałów w GPW.

„Oddanie od razu pakietu kontrolnego w ręce nowego właściciela jest mało roztropne. Bezpieczniej byłoby poczekać, aż zakończy się prywatyzacja przez GPW największych spółek, kraj stanie na nogi, a firmy » prywatne od zawsze «dzięki ofertom publicznym wzmocnią się kapitałowo” - pisał przed tygodniem w „GW” Tomasz Prusek.

Jego zdaniem, jest ryzyko, że nowy właściciel warszawskiej giełdy zmarginalizuje ją, wyprowadzając z parkietu największe firmy i pozostawiając w Warszawie tylko te drugo- i trzeciorzędne. "Nie wierzę w moc umów prywatyzacyjnych, w których całkowicie zabezpiecza się interesy naszej gospodarki" - ostrzega Prusek, choć na koniec sam przyznaje, że "szansą na utrzymanie pozycji GPW jest sprzymierzenie się z większym graczem".

Przeczytaj cały komentarz Tomka Pruska o prywatyzacji giełdy

Nie sposób nie zgodzić się z twierdzeniem, że silna giełda w Warszawie jest w interesie polskiej gospodarki. Ale skąd bierze się przekonanie, że prywatny właściciel nie jest w stanie zapewnić giełdzie rozwoju? I dlaczego zabezpieczeniem nie mogłaby być umowa prywatyzacyjna? Doświadczenie uczy, że umowy prywatyzacyjne podpisywane przez inwestorów - także w sektorze finansowym - były w Polsce dotrzymywane. Ani Allied Irish Bank, ani ING nie doprowadziły do uwiądu kupionych przez siebie banków. O łamanie umowy prywatyzacyjnej oskarżano UniCredit, ale dziś nie sposób wykazać, że Włosi zaszkodzili rynkowej pozycji Pekao SA. Przykłady można mnożyć: szwedzki Vattenfall przejął warszawskie elektrociepłownie i inwestuje w nie 2 mld złotych. Pod rządami koncernu IP drukarnia w Kwidzynie wyrosła na regionalnego potentata. Nawet w przypadku TP SA przejętej przez France Telecom nie sposób mówić o doprowadzeniu kupionej firmy do upadku. Prywatyzacja TP SA wciąż budzi emocje, ale nawet krytycy muszą przyznać, że francuski nabywca zmodernizował molocha, utrzymał dominację spółki na rynku telefonii stacjonarnej i internetu, obronił pozycję na rynku telefonii komórkowej i agresywnie wszedł na nowe rynki (np. video on demand).

Twierdzenie przeciwników prywatyzacji, jakoby inwestor strategiczny chciał kupić GPW, by doprowadzić ją do uwiądu, kłóci się ze zdrowym rozsądkiem. Nie wiemy, jaką cenę za GPW oferują "absztyfikanci". Ostrożne szacunki mówiły nawet o miliardzie złotych. A nawet jeśli miałyby się okazać zawyżone, to jaki inwestor chciałby wykładać na stół setki milionów złotych, by potem na kupionym majątku nie zarabiać? Przecież to właśnie ekspansja warszawskiej giełdy, ściąganie coraz większej liczny spółek są gwarancją zysku dla jej nabywcy. Ktokolwiek GPW by kupił - Deutsche Börse, NYSE Euronext czy NasdaQ OMC - musiałby być ekonomicznym samobójcą, żeby chcieć GPW zwinąć. Korzyści wynikające z przeniesienia na swój macierzysty parkiet (np. we Frankfurcie) największych spółek notowanych na GPW byłyby niewspółmiernie mniejsze niż kwota, jaką najpierw za GPW trzeba by zapłacić.

- Doświadczenia innych parkietów nabywanych przez giełdy, które zaprosiliśmy do ubiegania się o nabycie pakietu kontrolnego GPW, wskazują, iż ryzyko marginalizacji giełdy jest ograniczone i często demonizowane. W interesie inwestora strategicznego leży dalszy rozwój tego parkietu, nie zaś jego marginalizacja. Zagrożenie przenoszenia notowań na inne platformy jest wszechobecne i nie jest do tego niezbędne nabycie akcji GPW - podkreśla w rozmowie z "Gazetą" wiceminister skarbu Joanna Schmid.

Ministerstwo Skarbu otwarcie tłumaczy też, dlaczego woli już teraz sprzedać kontrolny pakiet inwestorowi strategicznemu, a nie np. sprzedać go drobnym inwestorom. - Notowanie istotnego pakietu akcji GPW na giełdzie w sposób naturalny tworzy ryzyko skupienia dużego pakietu akcji i próbę wrogiego przejęcia GPW. Jest to podstawowy powód nieprzeprowadzania obecnie oferty publicznej - mówi Schmid. - Wcześniej czy później GPW stałaby się częścią dużej grupy giełdowej, niezależnie od przyjętego obecnie modelu prywatyzacji. Sprzedaż bezpośrednio do inwestora strategicznego pozwala MSP na dokonanie świadomego wyboru tego inwestora już dzisiaj i wynegocjowanie z nim takich warunków i takich zabezpieczeń, które będą gwarantowały rozwój GPW oraz chroniły polski rynek kapitałowy. Sprzedaż pakietu kontrolnego pozwala również na osiągnięcie przez państwo premii za kontrolę.

I na koniec - mówiąc o prywatyzacji giełdy, nie można zapomnieć o tym, że sprzedaż giełdy papierów wartościowych jest kluczowa z perspektywy finansów publicznych i budżetu państwa. Po załamaniu się planów sprzedaży koncernu energetycznego Enea, już wiadomo, że Ministerstwo Skarbu nie wykona tegorocznego planu prywatyzacji (12 mld zł). Gdyby teraz jeszcze zrezygnowało ze sprzedaży giełdy, kłopoty finansów publicznych zwiększą się (choć resort skarbu zapewnia, że brak wpływów z prywatyzacji jest w stanie zastąpić wpływami z dywidend).

Przeciwnicy prywatyzacji twierdzą, że za rok, może za dwa (a tak w ogóle to za siedmioma górami i za siedmioma lasami) za GPW będzie można uzyskać wyższą cenę. Ale gwarancji, że tak się stanie, dać nie potrafią. Z każdym miesiącem rośnie atrakcyjność przewodzonego przez giełdę wiedeńską sojuszu CEE Stock Exchange Group. Im on jest silniejszy, tym bardziej warszawska giełda traci swoje regionalne znaczenie. To nie zwiększa jej wyceny.

Zresztą pozostaje jeszcze reguła "pieniądza w czasie". Owszem, sprzedaż GPW sama w sobie nie rozwiąże wszystkich budżetowych kłopotów Polski. Ale fakt pozostaje faktem - państwo potrzebuje pieniędzy tu i teraz. Dziś, a nie jutro, ani za rok, trzeba ograniczać potrzeby pożyczkowe budżetu. Niesprzedanie GPW będzie oznaczać, że będziemy musieli pożyczyć kolejny miliard złotych np. w pięcioletnich obligacjach na 5,5 proc. rocznie. Zaiste, świetny interes.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów