Biznes Ludzie Pieniądze

Szajka złodziei informacji czy krąg dociekliwych analityków?

Agnieszka Mitraszewska
26.10.2009 , aktualizacja: 25.10.2009 21:08
A A A Drukuj
Ile może być warta informacja o wynikach spółki giełdowej? Wydawałoby się, że niewiele, skoro wszyscy mamy do niej dostęp w internecie. Ale jeśli ktoś ją nam przekazał przed oficjalną publikacją - krocie. Kurs akcji potrafi przecież poszybować w górę lub zlecieć na łeb na szyję w zależności od tego, czy wieści są dobre, czy złe.
Aresztowanie Raja Rajaratnama, szefa funduszu Galleon
Fot. BRENDAN MCDERMID REUTERS
Aresztowanie Raja Rajaratnama, szefa funduszu Galleon
Ubiegły tydzień minął na Wall Street pod znakiem największej od kilkudziesięciu lat afery związanej z poufnymi informacjami o spółkach giełdowych.

Wszystko zaczęło się ponad dwa lata temu od podsłuchanej przez FBI rozmowy telefonicznej młodego analityka z Moody's Investor Service dotyczącej przejęcia Hilton Hotels. Od tego czasu agenci FBI rozpracowywali grupę osób podejrzanych o obrót akcjami spółek Google, IBM, Intel, Hilton Hotels i innych na podstawie nielegalnie zdobytych poufnych informacji.

Tydzień temu aresztowano sześć osób, których telefony były na podsłuchu, w tym głównego podejrzanego, jednego z najbogatszych ludzi Ameryki Raja Rajaratnama, założyciela znanego funduszu inwestycyjnego Galleon Group, który jeszcze do niedawna zarządzał 7 mld dol. Urodzony na Sri Lance, wykształcony w Wielkiej Brytanii i Stanach 52-letni Rajaratnam zarówno sposobem bycia, jak i 10-cyfrową wartością majątku w kręgach finansowych wytworzył wokół swojej osoby nimb wielkości. Co ciekawe, zupełnie niezależnie toczy się przeciwko niemu sprawa o wspieranie finansowe grupy separatystycznej Tamilskich Tygrysów.

Wall Street jest szczególnie zbulwersowana tym, że krąg wtajemniczonych współpracujących z Rajaratnamem obejmuje wysoko postawione osoby z renomowanych amerykańskich firm. Jest wśród nich Rajiv Goel, jeden z dyrektorów w Intelu, Anil Kumar, dyrektor i partner McKinsey & Co, Robert Moffat, wiceprezes w IBM.

Według amerykańskiej Komisji Giełdy i Papierów Wartościowych nielegalny obrót w oparciu o poufne informacje przyniósł zainteresowanym łącznie 25 mln dol. zysku w latach 2006-09.

W wyniku skandalu inwestorzy zaczęli wycofywać pieniądze i Galleon likwiduje się, choć Raj Rajaratnam utrzymuje, że jest niewinny i zarówno on sam, jak i jego współpracownicy zbierali informacje, jak przystało najlepszym profesjonalistom, czyli nie poprzestawali na komunikatach i materiałach prasowych publikowanych przez spółki.

Tajemnicą poliszynela na Wall Street jest posługiwanie się przez fundusze inwestycyjne niekonwencjonalnie zdobywanymi informacjami. Sprawa szajki Rajaratnama przyniosła jednak pierwszą tak drastyczną i szeroko zakrojoną interwencję stróżów prawa.

Od dwóch lat współpracuje z nimi świadek koronny, którego tożsamość jako pierwszy ujawnił w tym tygodniu "Wall Street Journal". To Roomy Khan, która w zamian za pracę w Galleon zgodziła się dostarczać Rajaratnamowi informacje o kilku firmach. Według Bloomberga sama pracowała kiedyś w Intelu, a ostatnio prowadziła fundusz inwestycyjny z biura w swojej rezydencji w najbardziej luksusowym rejonie Silicon Valley, wykorzystując zresztą przy obrocie papierami te same poufne informacje, które przekazywała Rajaratnamowi.

FBI zapowiada dalsze aresztowania w tej sprawie. Dziennikarze nie dotarli jeszcze do danych o tożsamości informatora Roomy Khan z firmy Polycom, skąd pochodziły wyniki kwartalne spółki, za które Khan otrzymała od Galleona 22 tys. dol. Inna dobrze poinformowana osoba z firmy Market Street Partners - Shammara Hussain - przekazała tą samą drogą wyniki Google'a w drugim kwartale 2007 r.

Zamieszane w aferę firmy w panice próbują uszczelnić system przepływu informacji. Google zrezygnował już z usług doradczych Market Street Partners. Nikt z zatrzymanych nie przyznaje się do winy, co może świadczyć nie tyle o czystym sumieniu, ile o nieostrych regulacjach prawnych i świadomych tego prawnikach. Nie bardzo wiadomo, gdzie zaczyna się tzw. insider trading, czyli obrót na podstawie nielegalnie zdobytych informacji, a gdzie się kończy wnikliwa praca analityka finansowego. Jak podkreśla "Financial Times", amerykańskie prawo nie rozstrzyga tego jasno. Być może właśnie ta sprawa pozwoli wyznaczyć ostrzejsze standardy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów