Ubiegły tydzień minął na Wall Street pod znakiem największej od kilkudziesięciu lat afery związanej z poufnymi informacjami o spółkach giełdowych.
Wszystko zaczęło się ponad dwa lata temu od podsłuchanej przez FBI rozmowy telefonicznej młodego analityka z Moody's Investor Service dotyczącej przejęcia Hilton Hotels. Od tego czasu agenci FBI rozpracowywali grupę osób podejrzanych o obrót akcjami spółek
Google, IBM, Intel, Hilton Hotels i innych na podstawie nielegalnie zdobytych poufnych informacji.
Tydzień temu aresztowano sześć osób, których telefony były na podsłuchu, w tym głównego podejrzanego, jednego z najbogatszych ludzi Ameryki Raja Rajaratnama, założyciela znanego funduszu inwestycyjnego Galleon Group, który jeszcze do niedawna zarządzał 7 mld dol. Urodzony na Sri Lance, wykształcony w Wielkiej Brytanii i Stanach 52-letni Rajaratnam zarówno sposobem bycia, jak i 10-cyfrową wartością majątku w kręgach finansowych wytworzył wokół swojej osoby nimb wielkości. Co ciekawe, zupełnie niezależnie toczy się przeciwko niemu sprawa o wspieranie finansowe grupy separatystycznej Tamilskich Tygrysów.
Wall Street jest szczególnie zbulwersowana tym, że krąg wtajemniczonych współpracujących z Rajaratnamem obejmuje wysoko postawione osoby z renomowanych amerykańskich firm. Jest wśród nich Rajiv Goel, jeden z dyrektorów w Intelu, Anil Kumar, dyrektor i partner McKinsey & Co, Robert Moffat, wiceprezes w IBM.
Według amerykańskiej Komisji Giełdy i Papierów Wartościowych nielegalny obrót w oparciu o poufne informacje przyniósł zainteresowanym łącznie 25 mln dol. zysku w latach 2006-09.
W wyniku skandalu inwestorzy zaczęli wycofywać pieniądze i Galleon likwiduje się, choć Raj Rajaratnam utrzymuje, że jest niewinny i zarówno on sam, jak i jego współpracownicy zbierali informacje, jak przystało najlepszym profesjonalistom, czyli nie poprzestawali na komunikatach i materiałach prasowych publikowanych przez spółki.
Tajemnicą poliszynela na Wall Street jest posługiwanie się przez fundusze inwestycyjne niekonwencjonalnie zdobywanymi informacjami. Sprawa szajki Rajaratnama przyniosła jednak pierwszą tak drastyczną i szeroko zakrojoną interwencję stróżów prawa.
Od dwóch lat współpracuje z nimi świadek koronny, którego tożsamość jako pierwszy ujawnił w tym tygodniu "Wall Street Journal". To Roomy Khan, która w zamian za pracę w Galleon zgodziła się dostarczać Rajaratnamowi informacje o kilku firmach. Według Bloomberga sama pracowała kiedyś w Intelu, a ostatnio prowadziła fundusz inwestycyjny z biura w swojej rezydencji w najbardziej luksusowym rejonie Silicon Valley, wykorzystując zresztą przy obrocie papierami te same poufne informacje, które przekazywała Rajaratnamowi.
FBI zapowiada dalsze aresztowania w tej sprawie. Dziennikarze nie dotarli jeszcze do danych o tożsamości informatora Roomy Khan z firmy Polycom, skąd pochodziły wyniki kwartalne spółki, za które Khan otrzymała od Galleona 22 tys. dol. Inna dobrze poinformowana osoba z firmy Market Street Partners - Shammara Hussain - przekazała tą samą drogą wyniki Google'a w drugim kwartale 2007 r.
Zamieszane w aferę firmy w panice próbują uszczelnić system przepływu informacji. Google zrezygnował już z usług doradczych Market Street Partners. Nikt z zatrzymanych nie przyznaje się do winy, co może świadczyć nie tyle o czystym sumieniu, ile o nieostrych regulacjach prawnych i świadomych tego prawnikach. Nie bardzo wiadomo, gdzie zaczyna się tzw. insider trading, czyli obrót na podstawie nielegalnie zdobytych informacji, a gdzie się kończy wnikliwa praca analityka finansowego. Jak podkreśla "Financial Times", amerykańskie prawo nie rozstrzyga tego jasno. Być może właśnie ta sprawa pozwoli wyznaczyć ostrzejsze standardy.