Cegielski nie płaci, więc padnie
Pierwsi wierzyciele Cegielskiego mają dość czekania na spłatę zobowiązań. Mała firma spod Poznania złożyła w sądzie wniosek o upadłość słynnej fabryki. Poszło o 1,5 mln zł.
Zakłady H. Cegielski -
Poznań, które żyły głównie z produkcji silników do statków, są zadłużone po uszy. Doskwiera im brak zamówień. Kilkudziesięciu kooperantom winne są ok. 40 mln zł. Firmie brakuje pieniędzy na wypłaty i odprawy dla zwalnianych pracowników. Tydzień temu niezadowoleni cegielszczacy, a wraz z nimi związkowcy z "Solidarności" z całego kraju wyszli na ulice Poznania. To była największa manifestacja od czasu zrywu
robotników "Ceglorza" w czerwcu 1956 r.
Wczoraj wyszło na jaw, że jeden z wierzycieli przed miesiącem złożył w sądzie wniosek o upadłość Cegielskiego. - Nie popuszczę, ja mam przez nich zaległości w urzędzie skarbowym. Nie mogę startować w przetargach. To mi grozi upadek - mówi Marek Król, właściciel firmy budowlanej Dachbud z Plewisk pod Poznaniem, małego przedsiębiorstwa, które zatrudnia 20 pracowników.
We wszystkich spółkach grupy HCP pracuje ok. 2,7 tys. osób, z których prawie 500 otrzymało już wypowiedzenia.
Zarząd Cegielskiego zapewnia, że pracuje nad ugodą z Dachbudem. - W listopadzie powinniśmy mieć pieniądze z Agencji Rozwoju Przemysłu (za odstąpienie udziałów w Fabryce Pojazdów Szynowych, którą ARP ma sprzedać) i wyznaczymy harmonogram spłaty zadłużenia - zapowiada Jarosław Lazurko, prezes HCP.
Dlaczego nie informował wcześniej o wniosku o upadłość firmy? - Takich rzeczy się nie nagłaśnia, takie sprawy się rozwiązuje - odpowiada Lazurko.
Czy Cegielskiemu nie grozi fala podobnych wniosków od innych wierzycieli?
Lazurko: - Nie. Po pierwsze, inni nie są w tak złej sytuacji jak ta konkretna firma, więc nie są tak zdeterminowani. Po drugie, liczą na dalszą współpracę z nami. I po trzecie, współpracujące z nami firmy wiedzą, że w listopadzie będziemy mieli pieniądze.
Sąd nie wyznaczył terminu rozprawy. - Sędzia, wiedząc o negocjacjach, może dać stronom czas na dojście do porozumienia. Wystarczy, że jedna ze stron zawiadomi o takich rozmowach - mówi mec. Wiesław Michalski specjalizujący się w sprawach gospodarczych.