Biznes Ludzie Pieniądze

Polski rząd nie chce dopłacać do unijnej zrzutki na klimat

Konrad Niklewicz
28.10.2009 , aktualizacja: 29.10.2009 09:45
A A A Drukuj
Czy Polska powinna płacić więcej do unijnego ekofunduszu, skoro emituje dużo gazów cieplarnianych? - Nie ma mowy - odpowiada rząd. I grozi zawetowaniem porozumienia na szczycie UE

Fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta
"Węgiel jest przeszłością, czas na solidarność klimatyczną". W Małaszewiczach, na stacji przeładunkowej, Greenpeace apelowało do rządu o mniej emisji CO2
Komisja Europejska już kilka miesięcy temu zaproponowała, żeby wszystkie najbogatsze państwa świata wrzucały do "klimatycznej" skarbonki 24-35 mld euro rocznie (maksymalną kwotę osiągnięto by w 2020 r.). Kraje UE miałyby do sfinansowania ok. 15 mld euro rocznie, ale na samym początku wydatki z europejskiej kasy byłyby dużo niższe - na poziomie 1,5-2 mld euro.

Problem w tym, jak się tym obciążeniem podzielić. Wiele krajów Unii Europejskiej (m.in. Francja, Wielka Brytania, Holandia, państwa skandynawskie) forsuje koncepcję, by ciężar finansowy nakładany na poszczególne państwa zależał w dużej mierze od tego, ile CO2 emitują.

Polski rząd stanowczo protestuje. I przekonuje, żeby zastosować inne kryterium podziału. Składka na fundusz klimatyczny - proponuje rząd - miałby być proporcjonalna do składek, jakie już dziś płacimy na inny unijny fundusz - Europejską Pomoc Rozwojową. Wariant drugi, nieco gorszy - składka mogłaby być uzależniona od wielkości PKB.

Rządowi eksperci podkreślają, że wariant proponowany przez zachodnią Europę byłby "rażąco niesprawiedliwy". Polska - argumentują - ze względów historycznych jest nieproporcjonalnie bardziej uzależniona od węgla (98 proc. elektryczności pochodzi z jego spalania) i dlatego emituje aż 8 proc. całego CO2 w Unii Europejskiej, podczas gdy nasz PKB to tylko 3 proc. unijnego PKB.

- Kompromis mógłby być zawarty, gdyby Polska składka sytuowała się na poziomie 1-3 proc. - zdradza "Gazecie" nasz dyplomata uczestniczący w negocjacjach w Brukseli.

Stanowisko Polski popierają inne kraje regionu, które mają podobne problemy. Pierwotna propozycja podziału składki doprowadzałaby do absurdów: - Mogłoby się okazać, że Rumunia i Bułgaria płacą za dostosowania gospodarcze w Brazylii, która jest od nich relatywnie bogatsza - uważa Paweł Świeboda, prezes instytutu DemosEuropa.

Polską postawę ostro krytykują jednak pozarządowe organizacje ekologiczne. - Pozycja Polski jest moralnie naganna. Nie widać żadnej troski o klimat, nasz kraj kalkuluje tylko, jak wydać najmniej i zyskać najwięcej na ochronie klimatu - komentuje Julia Michalak z polskiego oddziału Greenpeace. - Polska nie chce wspomagać najbiedniejszych i naraża na porażkę porozumienie klimatyczne. A nasz PKB jest dwa razy wyższy od PKB Ukrainy i aż 20 razy wyższy od PKB Mozambiku - dodaje.

Brak zgody państw Unii w sprawie finansowania doprowadzi do klęski międzynarodowych negocjacji w sprawie nowej światowej umowy o redukcji emisji CO2, która miałaby zostać podpisana na grudniowym szczycie w Kopenhadze. - Jeśli liderzy najbogatszych państw, w tym zwłaszcza UE, nie uzgodnią finansowania, to nie można się spodziewać, że państwa biedniejsze zdecydują się na podjęcie istotnych kroków - powiedział w środę "Gazecie" Yvo de Boer, sekretarz UNFCC, ONZ-owskiej agencji odpowiedzialnej za negocjacje klimatyczne. - Pieniądze są kluczem do porozumienia w Kopenhadze. I dlatego muszą leżeć na stole, gdy to spotkanie będzie się zaczynać - podkreśla de Boer.

Dyskusje szefów państw i rządów na unijnym szczycie w Brukseli zapowiadają się więc na trudne. Na razie w projekcie dokumentu podsumowującego szczyt (tradycyjnie jest on konsultowany przez rządy jeszcze przed rozpoczęciem spotkania) - do którego dotarła "Gazeta" - nie ma wpisanej kwoty zobowiązania unijnego. Zostawiono puste miejsce.

Czytaj także komentarz Konrada Niklewicza: Klimat to też sprawa polska

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów