Jak wynika z danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, zainteresowanie dotacjami jest ogromne - tylko w tym roku złożono ponad 2 tys. wniosków z projektami e-biznesów opiewające na łączną wartość 1,39 mld zł.
Największą aktywnością wykazali się przedsiębiorcy z województwa mazowieckiego - złożyli aż 719 wniosków, prawie trzykrotnie więcej niż z drugiego w kolejności małopolskiego.
Nic dziwnego, że to właśnie w
Warszawie na ul. Smoczej dochodziło w poniedziałek do scen rodem z PRL-u - godzinami na zimnie i deszczu chętni na e-biznes koczowali pod drzwiami instytucji zbierających wnioski, by w pierwszej kolejności zarejestrować swój projekt. Powstawały konkurencyjne kolejki, wzywano - choć szczęśliwie bez konieczności interwencji - firmy ochroniarskie.
Na drugim biegunie są takie województwa, jak: opolskie (zaledwie 30 wniosków), podlaskie, świętokrzyskie czy lubuskie (odpowiednio 37, 38 i 41 wniosków). Dlatego niewykluczone, że w przyszłych naborach ministerstwo zmieni zasady przyznawania dotacji. - Tak, żeby dotację wygrywały projekty najlepsze, a nie wszystkie poprawne. I niewykluczone, że wprowadzimy preferencje dla niektórych projektów e-biznesu. Przykładowo, preferencje dla tych obszarów, które w odróżnieniu od Warszawy i innych miast nie są zagłębiem firm informatycznych - zapowiadał wczoraj w "Gazecie" wiceminister rozwoju regionalnego Jarosław Pawłowski.
Serial prawdopodobnie będzie trwał, bo w całym
budżecie działania 8.1 programu "Innowacyjna gospodarka" do wydania jest prawie 390 mln euro. O dotację na e-biznes mogą się ubiegać mikro- i mali przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność nie dłużej niż rok. Można dostać do miliona złotych na dwa lata działalności - na
wynagrodzenia dla pracowników, wynajem biura czy sprzęt, np. serwery potrzebne do świadczenia usługi w sieci (
Bruksela zapewnia do 85 proc. finansowania w ramach zwrotu wydatków).